Aktualności
07.02.2026
Centrum pomeczowe: Arka Gdynia - Legia Warszawa 2:2
Dwie bramki stracone przez Arkę w doliczonym czasie gry spowodowały, że konto Gdynian zasilił tylko jeden punkt. Dwa rzuty rożne dla Legii zaowocowały dwoma trafieniami Colaka na wagę remisu, choć wydawało się, że Arka musi tego dnia cieszyć się ze zwycięstwa. Gole dla Arki zdobywali Marcjanik w 26 i Rusyn w 58 minucie gry.
Sędzia: Wojciech Myć (Lublin); VAR: Bartosz Frankowski (Toruń)
Widzów: 12497
Po niespodziewanych problemach z oświetleniem na stadionie w Radomiu, Arka zainaugurowała ligowe granie w 2026 dopiero tydzień później na własnym obiekcie. Ten mecz był wyjątkowy pod wieloma względami. Po pierwsze, na Olimpijską przyjechała Legia Warszawa, która w lidze boryka się ogromnymi kłopotami i aktualnie znajdowała się w strefie spadkowej. Po drugie, mecz odbywał się w ramach obchodów uroczystych urodzin Gdyni – nasze miasto dokładnie trzy dni później obchodzić miało rocznicę stu lat od nadania mu praw miejskich. Po trzecie, to drugi w tym sezonie pojedynek trenera Szwargi z trenerem Papszunem – jesienią lepszy był ten drugi, gdy jako szkoleniowiec Rakowa przerwał znakomitą serię Arki w meczach w Gdyni.
Trener Szwarga planował już w Radomiu debiuty Szoty i Gutkowskisa i konsekwentnie powtórzył swoje wybory na mecz Legią. Los znów jednak okazał się psotny – po rozgrzewce okazało się, że „Gutek” nie jest zdolny do gry od pierwszej minuty i na pozycji nr 9 zagrał Espiau, a w składzie pojawił się także Rusyn. Trener Arki postawił także na Navarro, który pojawił się w składzie na miejscu Kocyły – to Dawid miał zagrać od pierwszej minuty z Radomiakiem.
Pierwsze minuty można określić jako spokojne. Pierwszy strzał na bramkę odnotowaliśmy dopiero w 10 minucie, gdy zza pola karnego uderzał Kapustka, a odbitą od nóg obrońców piłkę spokojnie złapał Węglarz. Cztery minuty później niebezpiecznie przed naszą bramkę wstrzelił piłkę Bichakhchyan, ale i tym razem bez zarzutu spisał się bramkarz Arki. Gdy w 18 minucie po ziemi strzelał Urbański, Węglarz nie musiał interweniować, bo próba była niecelna.
W 19 minucie do prostopadłego zagranie w naszą szesnastkę doszedł Bichakhchyan i potężnie uderzył lewą nogą, lecz na nasze szczęście wysoko ponad poprzeczką. Arka po raz pierwszy zbliżyła się do bramki Legii w 20 minucie spotkania. Po krótkim rozegraniu rzutu rożnego, Navarro mocno wstrzelił piłkę w pole karne, lecz obrońcy z Warszawy nie dali się zaskoczyć.
Kolejny korner dla gospodarzy miał miejsce 6 minut później. Wspaniałe dośrodkowanie Kerka przed samą bramkę spadło na głowę Marcjanika, który nie miał problemów z posłaniem piłki do siatki! Po strzelonej bramce Arkowcy starali się nie ulegać emocjom i przede wszystkim nie popełnić błędu, który pozwoliłby szybko odrobić gościom straty. Do 35 minuty udawało się utrzymywać grę daleko od naszej szesnastki. Wtedy Legia próbowała dać okazję Urbańskiemu i Rajoviciowi do zagrożenia Węglarzowi, jednak zachowała spokój defensywa Gdynian i obyło się bez strzału na bramkę.
W 40 minucie goście byli bliscy wyrównania za sprawą Kapustki. Kapitan Legii oddał strzał przy słupku z ok. 20 metrów, lecz wyciągnięta jak struna Węglarz zapobiegł utracie bramki! Dobrą okazję Warszawianie zawdzięczają Krasniqi’emu, który pokonał kilkanaście metrów z piłka przy nodze, mijając przy tym dwóch Arkowców, po czym dokładnie podał do Kapustki.
W 44 minucie dobrą akcję skrzydłem przeprowadzili gospodarze, a sfinalizował ją mocnym wstrzeleniem piłki w pole karne Espiau. Futbolówka wpadła jednak wprost w ręce Tobiasza i to był ostatnia godna odnotowania sytuacja z pierwszej połowy tego meczu. Trudno było się rozpływać nad mnogością sytuacji w nim stwarzanych, bo z punktu widzenia Arki można opisać jej postawę jednym słowem: pragmatyzm. Gdynianie postawili na destrukcję i korzystanie z tego, co uda się stworzyć pod bramką gości. Ten plan w pierwszych trzech kwadransach udało się wykonać w 100%, bo Legia nie wypracowała sobie klarownych okazji w naszym polu karnym. Z kolei stały fragment po drugiej stronie boiska udało się zamienić na gola i dzięki temu na drugą połowę Arkowcy wychodzili z wiarą, że tego dnia uda się zgarnąć komplet punktów.
Już na początku drugiej połowy Legia miała rzut rożny. Piłkę wybił Navarro, a Rusyn pobiegł do kontry – wyprzedził rywala, wpadł z piłką wpole karne i… fatalnie spudłował. To była wyśmienita okazja do podwyższenia prowadzenia…
W 51 minucie to Legia miała idealną okazję do zdobycia bramki. Kapusta wyprowadził szybki atak, zagrał prostopadle do Bichakhchyana, a ten mając przed sobą tylko Węglarza przegrał pojedynek z naszym bramkarzem! Wyśmienita interwencja Damiana!
Goście zaostrzyli swoją grę, co odczuli najpierw Gaprindaszwili, a po chwili Espiau. Taka postawa zaowocowała także żółtą kartką dla Augustyniaka. Rzut rożny dla gości w 57 minucie udało się wybić tylko na 20 metr, skąd bardzo groźnie uderzył Krasniqi. Gdy po kolejnym kornerze udało się przejąć piłkę, znów Arka przekuła to w kontrę. Kerk uruchomił podaniem Rusyna, a Ukrainiec znów stanął oko w oko z Tobiaszem. Tym razem Rusyn nie zawiódł – uderzył pewnie w kierunku dalszego słupka i podwyższył prowadzenie Arki na 2:0!
W 63 minucie na boisku pojawił się Gutkovsis, co oznaczało, że manewr z jego wycofaniem z wyjściowego składu był najprawdopodobniej zabiegiem taktycznym trenera Szwargi… „Gutek” zastąpił Espiau, a na boisku pojawił się także Kocyła w miejsce Gaprindaszwilego.
Przez kolejne minuty Arka skutecznie udaremniała Legii sytuacji pod naszą bramką. Choć piłka najczęściej przebywała na naszej połowie boiska, to jednak przyjezdni nie byli w stanie dograć żadnej piłki w bezpośrednią strefę zagrożenia. Dopiero w 77 minucie Jakub Żewłakow oddał celny strzał z 17 metrów, ale w sam środek bramki, więc Węglarz mógł zanotować kolejną udaną interwencję.
Legionistom coraz częściej puszczały nerwy – posyłali piłki w aut, a Kovacik nawet postanowił sprezentować w zupełnie niegroźnej sytuacji rzut rożny dla Arki. Gdynianie natomiast wciąż byli do bólu konsekwentni – nie popełniali większych błędów w obronie, z rzadka pozwalając rywalom co najwyżej na rzuty rożne. Dopiero w 90 minucie korner Legii sprawił Arce problem – do strzału głową doszedł Colak, który w ten sposób zdobył bramkę kontaktową.
W czwartej minucie doliczonego czasu gry Węglarz kapitalnie obronił strzał z ostrego kąta Krasniqi’ego, ale Legia miała kolejny rzut rożny. I niestety znów we właściwym miejscu odnalazł się Colak, który ponownie znalazł sposób, by strzałem głową pokonać naszego bramkarza. Wydawało się jeszcze, że przed strzałem pchnął Gojnego, ale VAR był innego zdania…
Arka dała sobie wyrwać wygraną w doliczonym czasie gry, choć wydawało się, że ma wszystkie argumenty we własnych rękach. Niestety po końcowym gwizdku mogliśmy doliczyć do swojego dorobku zaledwie jeden punkt, ale trudno się z niego cieszyć, gdy dwa pozostałe traci się w takich okolicznościach. Kolejny mecz Arka rozegra w Szczecinie i tam przekonamy się, czy na wiosnę gra w delegacji żółto-niebieskich będzie wyglądała lepiej niż w rundzie jesiennej.
Arkadiusz Skubek


| Bramki | 2 | 2 |
| Gole oczekiwane | 0,77 | 1,14 |
| Strzały | 3 | 14 |
| Celne | 2 | 7 |
| Posiadanie piłki | 44 | 56 |
| Spalone | 2 | 0 |
| Rzuty rożne | 3 | 7 |
| Faule | 10 | 15 |
| Podania | 379 | 489 |
| Celne podania | 72% | 79% |
| Dystans | 115,23 | 114,75 |
| Żółte kartki | 1 | 5 |
| Czerwone kartki | 0 | 0 |













































