Aktualności
30.11.2025
Centrum pomeczowe: Arka Gdynia - Raków Częstochowa 1:4
Każda passa się kiedyś kończy i tego dnia zakończyła się ta bez porażek Arki na stadionie w Gdyni. Raków Czestochowa z trenerem Markiem Papszunem na ławce, losy rywalizacji rozstrzygnął już pierwszej połowie, w której zaaplikował gdynianom trzy gole, a Dominick Zator obejrzał czerwoną kartkę. Trafieniami podzielili się Diaby-Fadiga, Ameyaw i Brunes. Po zmianie stron jeszcze jedną bramkę zdobył Brunes, a o honorowe trafienie dla Arki postarał się Marc Navarro.
Sędzia: Karol Arys (Szczecin); VAR: Łukasz Szczech (Warszawa)
Widzów: 8 781
W przedostatnim meczu w tym roku Arka podejmowała przy Olimpijskiej Raków Częstochowa. Zespół, o którym obok Legii Warszawa, w ostatnich tygodniach mówi i pisze się najwięcej. Wszystko za sprawą zamieszania związanego z prawdopodobnym odejściem Marka Papszuna do klubu ze stolicy i okoliczności, w jakich ten transfer się przeprowadza. Zamieszanie ze szkoleniowcem Rakowa nie wpłynęło negatywnie na zespół z Częstochowy, co potwierdził czwartkowy mecz pucharowy z Rapidem Wiedeń i wysokie, przekonujące zwycięstwo polskiego klubu. Diametralnie inaczej było przed tygodniem w meczu ligowym, który Raków przegrał na własnym boisku z Piastem.
Trener Dawid Szwarga podkreślał jednak na konferencji przed tym meczem, że najważniejsze jest to, jak zaprezentuje się jego zespół. Wszyscy bowiem liczymy, że Arka zademonstruje swoje najlepsze oblicze znane ze spotkań rozgrywanych na własnym stadionie, a to jakże jest odmienne od prezentowanego na wyjazdach. Szkoleniowiec żółto-niebieskich największy problem miał z zastąpieniem na środku boiska Aureliena Nguiamby – Francuz w Niecieczy otrzymał bezpośrednią czerwona kartkę i w tym roku już nie zagra. Szwarga zdecydował się ostatecznie na wariant z początku sezonu, czyli z Alassane Sidibe. Warto zwrócić też uwagę na brak Kike Hermoso w wyjściowej jedenastce, który do tej pory wydawał się pewniakiem do gry na środku obrony – tego dnia zastąpił go Dominick Zator. Ponadto poza kadrą meczową znalazł się Dawid Kocyła, a na wahadło powrócił po dłuższej przerwie Tornike Gaprindaszwili.
Arka zaczęła spotkanie odważnie, chciała odbierać piłki na połowie rywala i często jej się to udawało. Nie przekuwało się to jednak na sytuacje do oddawania strzałów, bo częstochowianie nie pozwalali na dośrodkowanie czy zagranie przed pole karne. W 10 minucie Arkowcom przydarzył się poważny błąd – piłkę posłaną w ich szesnastkę wybił Marcjanik, po czym z powietrza uderzył Diaby-Fadiga. Piłka leciała po ziemi w sam środek bramki, ale okropny klops przydarzył się Węglarzowi, który teoretycznie prosty do obrony strzał puścił pod brzuchem…
Arka próbowała zagrozić po rzucie rożnym w 15 minucie – zagrana przez Navarro piłka wywołała spore zamieszanie pod bramką Oliwiera Zycha, jednak Arkowcy nie doszli do okazji na oddanie strzału. Do takiej okazji doszedł dwie minuty później Amorim, który zbiegł z piłką z lewej strony, pokonał kilka metrów wzdłuż szesnastego metra, oszukując naszych obrońców i kropnął wprost w poprzeczkę! Dobijać jeszcze próbował Repka, ale tą próbę udało się zablokować.
W 28 minucie Kerk był bardzo bliski zaskoczenia Zycha bezpośrednio z rzutu rożnego. Bramkarz, który swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Gdyni, w ostatniej chwili trącił futbolówkę i uchronił Raków przed utratą gola. Pięć minut później z rzutu wolnego przy bocznej linii pola karnego mocno uderzył Navarro, lecz piłka nie dotarła do bramki. Chwilę później Sidibe popisał się ładnym zwodem przed polem karnym, czym wywalczył sobie pozycję do oddania strzału, a ten ponownie zablokowali zawodnicy spod Jasnej Góry.
W 40 minucie Arkę dopadło kolejne nieszczęście. Podobnie jak przed tygodniem Nguiamba, tym razem Zator bardzo niebezpiecznie sfaulował Amorima i otrzymał czerwoną kartkę. Stało się jasne, że sytuacja żółto-niebieskich z trudnej stała się… arcytrudna.
W 45 minucie goście szybko wykorzystali fakt gry w przewadze. Po zagraniu ręką Navarro, do wykonania rzutu wolnego z lewej strony przygotował się Ameyaw. Uczynił to perfekcyjnie, bo oddał precyzyjny strzał w kierunku dalszego słupka ponad Węglarzem, który po raz drugi mógł tylko wyciągnąć futbolówkę z siatki.
Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się dwubramkowym prowadzeniem Rakowa i chyba za szybko uwierzyli w to piłkarze Arki. W doliczonym czasie gry naciskany przy linii bocznej Gojny stracił piłkę, ta szybko trafiła do Brunesa, który zdecydował się na uderzenie z 20 metrów. Znów Węglarz nie sięgnął piłki i na przerwę schodziliśmy przy prowadzeniu gości aż 3:0. Zespół trenera Papszuna wszystko, co skierował w światło naszej bramki, znalazło do niej drogę…
W przerwie na boisku się pojawili Predenkiewicz i Hermoso, kosztem Gaprindaszwilego i Rusyna. A po wznowieniu gry goście nie zwolnili tempa. Już wkrótce po rozpoczęciu drugiej połowy groźnie zacentrowali z rzutu wolnego spod linii bocznej boiska, ale szczęśliwie udało się uniknąć utraty kolejnego gola.
W 57 minucie Ameyaw centrował z rzutu rożnego. Do piłki wyskoczył Węglarz, ale został zablokowany przez piłkarzy z Czestochowy, z czego skrzętnie skorzystał Brunes, kierując z bliska piłkę do naszej bramki. Wydawało się, że bramkarz Arki był faulowany, ale sędziowie byli innego zdania i zrobiło się 0:4…
W 62 minucie wreszcie znaleźliśmy się pod polem karnym gości. Z rzutu wolnego zacentrował Gojny, lecz piłkę wybili obrońcy Rakowa. Odbitą futbolówkę z 20 metrów bez namysłu uderzył Navarro, lecz jej lot przerwali obrońcy. W 69 minucie dobra akcja ze skrzydła
W 71 minucie Marc Navarro postanowił skopiować wyczyn Ameyawa z pierwszej połowy – z rzutu wolnego z lewej strony pola karnego posłał piłkę w kierunku okienka bramki Zycha. Bramkarz jednak nie zdołał jej sięgnąć i mogliśmy się ucieszyć z pięknego trafienia Hiszpana w barwach Arki.
Trzy minuty później znów bardzo groźnie zaatakował Raków. Pieńko idealnie dograł w polu karnym do Ivi Lopeza, a ten w doskonałej sytuacji posłał piłkę „na wiwat”. Ten sam piłkarz pokazał się w 81 minucie, bardzo groźnie uderzając z dystansu, ale Węglarz zmienił lot piłki, który skierowany był pod poprzeczkę.
W 86 minucie było bardzo blisko drugiej bramki dla Arki. Po przejęciu piłki przez Predenkiewicza, w pole karne zabrał się z nią Jakubczyk. Kamil zagrał wzdłuż bramki, tam sięgnął ją Percan, ale znakomitą interwencją wykazał się Zych, instynktownie odbijając strzał z tak bliskiej odległości.
W ten sposób zakończyła się znakomita passa Arki w meczach przy Olimpijskiej. Wiadomo, że ten dzień kiedyś musiał nastąpić, a że tak się stanie było już niemal przesądzone po 45 minutach. Trzy zdecydowanie zbyt łatwo stracone bramki i czerwona kartka dla Zatora w meczu z tak dojrzałym zespołem jak Raków, nie mogły zapowiadać niczego dobrego na kolejne trzy kwadranse. Arka co prawda straciła jeszcze jedną bramkę, ale o honorowe trafienie postarał się w znakomitym stylu Marc Navarro. Niemniej porażka w Gdyni stała się faktem i nie pozostaje nic innego, jak już w przyszłym tygodniu zacząć budować nową passę bez porażki.
Arkadiusz Skubek


| Bramki | 1 | 4 |
| Gole oczekiwane | 0,71 | 1,66 |
| Strzały | 6 | 17 |
| Celne | 2 | 6 |
| Posiadanie piłki | 37 | 63 |
| Spalone | 1 | 1 |
| Rzuty rożne | 3 | 4 |
| Faule | 11 | 14 |
| Podania | 324 | 543 |
| Celne podania | 73% | 87% |
| Dystans | 105,45 | 107,00 |
| Żółte kartki | 1 | 3 |
| Czerwone kartki | 1 | 0 |


GALERIA 1
GALERIA 2
GALERIA 3










































