Aktualności

23.04.2010
Czas na windę w górę (Gazeta Wyborcza)
- Tabela jest chybotliwa. Nie interesowała mnie zarówno, jak byliśmy na 10. miejscu, jak i teraz. Spojrzę na nią dopiero po 30. kolejce - mówi trener Arki Dariusz Pasieka
Sześć meczów, 18 punktów, każdy na wagę złota. Tylko i aż tyle leży jeszcze do podniesienia z boisk ekstraklasy.
Na sztucznej murawie Narodowego Stadionu Rugby w Gdyni tych punktów leży jeszcze dziewięć. Oprócz piątkowego (godz. 17.45, transmisja w Orange Sport) spotkania z Koroną Kielce żółto-niebiescy zagrają jeszcze z GKS Bełchatów i Piastem Gliwice. Natomiast na wyjeździe zmierzą się z Jagiellonią Białystok, Odrą Wodzisław i Śląskiem Wrocław. Aby myśleć o spokojnym utrzymaniu, do końca sezonu Arka musi wygrać co najmniej trzy mecze. W Gdyni wszyscy zachodzą w głowę, czy piłkarze Pasieki są w stanie tego dokonać? W dotychczasowych siedmiu wiosennych kolejkach gdynianie uzbierali zaledwie siedem punktów. Teraz, w sześciu meczach, potrzebują minimum dziewięciu.
- Tabela jest chybotliwa, jedno zwycięstwo może wywindować kilka miejsc w górę, a jedna porażka zsunąć kilka pięter w dół - tłumaczy trener Arki. - Tabela nie interesowała mnie zarówno, jak byliśmy na 10. miejscu, jak i teraz. Na statystykę spojrzę, ale dopiero po 30. kolejce - zarzeka się Pasieka.
Arka zamierza zaatakować, dlatego wraca do ustawienia 4-4-2. Do składu, po pauzie za żółte kartki, wróci defensywny pomocnik Adrian Mrowiec. W ataku ponownie od pierwszych minut zagra odbudowany hat trickiem w sparingu z Orkanem Rumia (7:1) najskuteczniejszy w drużynie Przemysław Trytko. Jeśli wpisze się na listę strzelców, skończy się jego dziewięciogodzinna passa bez zdobytej bramki. Warto dodać, że wszystkie cztery gole napastnik Arki strzelił drużynom z dolnej części tabeli (dwie Odrze i po jednej Zagłębiu Lubin i Śląskowi).
Tymczasem nad rozkopaną ul. Olimpijską uparcie ciążą czarne chmury i bynajmniej nie jest to pył z islandzkiego wulkanu. Wszystko za sprawą przeciągających się (Michał Płotka i Marcin Wachowicz) i odnawiających (Mateusz Siebert) kontuzji podstawowych piłkarzy, regularnego wypłukiwania i tak mocno nadwątlonego budżetu klubu (kary finansowe za jesienne rozróby kiboli i wiosenny pirotechniczny incydent w Poznaniu), przegranych procesów sądowych (casus Marcina Adamskiego) i wreszcie kilkutygodniowych opóźnień na budowie nowego stadionu. Gdyby dodać do tego wygasające w czerwcu kontrakty 14 piłkarzy (ponad połowa obecnej kadry), sztabu szkoleniowego i zarządu klubu, to kwestia utrzymania Arki w ekstraklasie staje się sprawą życia i śmierci. W Gdyni wciąż pamiętają rundę wiosenną z ubiegłego sezonu, kiedy losy klubu ważyły się jeszcze długo po zakończeniu sezonu. Teraz ma być inaczej, a pierwszym krokiem ku lepszemu ma być piątkowe zwycięstwo z Koroną.
Maciej Karolczuk - Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Sześć meczów, 18 punktów, każdy na wagę złota. Tylko i aż tyle leży jeszcze do podniesienia z boisk ekstraklasy.
Na sztucznej murawie Narodowego Stadionu Rugby w Gdyni tych punktów leży jeszcze dziewięć. Oprócz piątkowego (godz. 17.45, transmisja w Orange Sport) spotkania z Koroną Kielce żółto-niebiescy zagrają jeszcze z GKS Bełchatów i Piastem Gliwice. Natomiast na wyjeździe zmierzą się z Jagiellonią Białystok, Odrą Wodzisław i Śląskiem Wrocław. Aby myśleć o spokojnym utrzymaniu, do końca sezonu Arka musi wygrać co najmniej trzy mecze. W Gdyni wszyscy zachodzą w głowę, czy piłkarze Pasieki są w stanie tego dokonać? W dotychczasowych siedmiu wiosennych kolejkach gdynianie uzbierali zaledwie siedem punktów. Teraz, w sześciu meczach, potrzebują minimum dziewięciu.
- Tabela jest chybotliwa, jedno zwycięstwo może wywindować kilka miejsc w górę, a jedna porażka zsunąć kilka pięter w dół - tłumaczy trener Arki. - Tabela nie interesowała mnie zarówno, jak byliśmy na 10. miejscu, jak i teraz. Na statystykę spojrzę, ale dopiero po 30. kolejce - zarzeka się Pasieka.
Arka zamierza zaatakować, dlatego wraca do ustawienia 4-4-2. Do składu, po pauzie za żółte kartki, wróci defensywny pomocnik Adrian Mrowiec. W ataku ponownie od pierwszych minut zagra odbudowany hat trickiem w sparingu z Orkanem Rumia (7:1) najskuteczniejszy w drużynie Przemysław Trytko. Jeśli wpisze się na listę strzelców, skończy się jego dziewięciogodzinna passa bez zdobytej bramki. Warto dodać, że wszystkie cztery gole napastnik Arki strzelił drużynom z dolnej części tabeli (dwie Odrze i po jednej Zagłębiu Lubin i Śląskowi).
Tymczasem nad rozkopaną ul. Olimpijską uparcie ciążą czarne chmury i bynajmniej nie jest to pył z islandzkiego wulkanu. Wszystko za sprawą przeciągających się (Michał Płotka i Marcin Wachowicz) i odnawiających (Mateusz Siebert) kontuzji podstawowych piłkarzy, regularnego wypłukiwania i tak mocno nadwątlonego budżetu klubu (kary finansowe za jesienne rozróby kiboli i wiosenny pirotechniczny incydent w Poznaniu), przegranych procesów sądowych (casus Marcina Adamskiego) i wreszcie kilkutygodniowych opóźnień na budowie nowego stadionu. Gdyby dodać do tego wygasające w czerwcu kontrakty 14 piłkarzy (ponad połowa obecnej kadry), sztabu szkoleniowego i zarządu klubu, to kwestia utrzymania Arki w ekstraklasie staje się sprawą życia i śmierci. W Gdyni wciąż pamiętają rundę wiosenną z ubiegłego sezonu, kiedy losy klubu ważyły się jeszcze długo po zakończeniu sezonu. Teraz ma być inaczej, a pierwszym krokiem ku lepszemu ma być piątkowe zwycięstwo z Koroną.
Maciej Karolczuk - Gazeta Wyborcza Trójmiasto
|