TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan


Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
gdyniasport
gdyniasport
bo2020

Aktualności

img

26.02.2020

Od 0-2 do 3-2. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem

Szwedzki stoper Arki Douglas Bergqvist zadebiutował w Ekstraklasie niezwykłym meczem gdynian z Rakowem Częstochowa. Do 72. minuty "Żółto-Niebiescy" przegrywali 0-2, jednak zdołali wygrać 3-2.

 

Maciej Słomiński, Interia: W Zabrzu byłeś na ławce, z Rakowem Częstochowa rozpocząłeś grę od pierwszej minuty. Z trybun było widać sporą nerwowość w grze Arki w pierwszej połowie.

Douglas Bergqvist, obrońca Arki Gdynia: - Wolałbym skupić się na drugiej połowie i pozytywach. Udało nam się wyciągnąć wynik i wygrać, mimo że staliśmy właściwie na straconej pozycji.

 

Oglądam polską ligę od lat i mogę cię zapewnić, że tak dramatyczne mecze jak wasz z Rakowem nie zdarzają się co tydzień. Czy w swojej karierze brałeś udział kiedyś w spotkaniu o podobnym przebiegu jak ten sobotni?

- W niższych ligach angielskich, gdzie długo grałem, często dzieją się rzeczy niezwykłe, ale czegoś takiego sobie nie przypominam.

 

Nie spotkałem jeszcze Skandynawa, który by nie mówił po angielsku, ale twój akcent nie jest szwedzki.

- Mieszkałem w Anglii prawie 15 lat, stąd moja wymowa. Mój ojciec miał firmę, dlatego przenieśliśmy się tam całą rodziną ze Szwecji w 2001 roku, gdy miałem osiem lat.

 

Długo byłeś zawodnikiem Aldershot Town, występującego w League Two, czyli na czwartym poziomie ligowym. Nie zdołałeś jednak przebić się na stałe do składu.

- Byłem bardzo młodym zawodnikiem, jeszcze nastolatkiem, niższe ligi angielski to bardzo twarda gra. Sporo występowałem poniżej League Two, w Conference, gdzie dopiero uczyłem się seniorskiej piłki. W Aldershot nigdy nie dostałem prawdziwej szansy.

 

W niższych ligach angielskich można spotkać zawodników o znanych nazwiskach, którzy schodzą z piłkarskiej sceny. Czy tobie zdarzyło się grać z takimi?

- John Halls kiedyś był w Arsenalu. Potem zagrał ponad 60 razy w Stoke City na drugim poziomie ligowym. On zrobił największą karierę po odejściu z Aldershot.

 

Jak to? Z tego co widziałem w Aldershot  jego kariera była u schyłku.

- Piłkarska tak, ale zaraz potem został modelem. To było dziwne uczucie, gdy grałem w Norwegii, patrzył na mnie ze ścian wieżowców, ciężko się przed nim było ukryć. A wcześniej byłem z nim w jednej szatni, to się nazywa kariera (śmiech)!

 

Z powrotem do ojczyzny ściągnął cię trener nazwiskiem Graham Potter. Dziś ten szkoleniowiec jest managerem Brighton and Hove Albion w Premier League. Wcześniej trenował Swansea w najbogatszej lidze świata.

- Niesamowity facet. Przejął szwedzki klub Oestersund w czwartej lidze, w kilka lat doprowadził go do zdobycia krajowego pucharu. Pracowałem z nim pięć lat. Potter przebył podobną drogę do Roya Hodgsona, który również wyrobił sobie nazwisko w Skandynawii by wrócić do Anglii, gdzie lata później przez cztery lata prowadzić kadrę "Trzech Lwów".

 

Jakbyś pokrótce scharakteryzował Pottera?

- Na pewno wyjątkowo trener i dobry człowiek. Myślę nawet, że w odwrotnej kolejności. Wierzył, że jeśli ktoś będzie przyzwoitą osobą dzięki, temu stanie się też lepszym piłkarzem. Cały czas mamy kontakt i rozmawiamy.

 

Jaka jest tajemnica jego sukcesu?

- To człowiek zafiksowany na punkcie taktyki, przywiązujący ogromną wagę do detali. Nazwałbym go "Mini Pepem Guardiolą". Nie mówię już nawet i wszechstronnej analizie meczów i treningów, bo to dziś norma, ale trener Potter przykładał nawet wagę do drogi jaką musieliśmy pokonać na trening.

 

Na razie jestem krótko w Gdyni, ale widzę że trener Aleksandar Rogić jest również tego typu szkoleniowcem, przywiązującym dużą wagę do detali.

 

Dołączyłeś do Oestersund w drugiej w lidze, po dwóch latach udało się wam wejść do Allesvenskan.

- Bez Pottera byłoby to niemożliwe. Oestersund to niewielki klub, założony dopiero w 1996 roku, po dwóch dekadach grał już w najwyższej lidze. Wygraliśmy Puchar Szwecji w 2017 roku, to największy sukces tego klubu i w mojej karierze.

 

W nagrodę zagraliście w Lidze Europy. W eliminacjach do fazy grupowej wyeliminowaliście Galatasaray. Jak udało się wam ujść z życiem w Stambule?

- To bardziej gracze Galaty mieli problemy, wygwizdali ich kibice, nam bili brawo w nagrodę za niespodziankę która sprawiliśmy. Potem było jeszcze lepiej. W grupie zajęliśmy drugie miejsce, Przypominam, że mówimy o klubie, który dysponuje stadionem, na osiem tysięcy widzów. Dopiero w fazie pucharowej ulegliśmy Arsenalowi. 0:3 u siebie, 2:1 na wyjeździe. Zagrałem 20 minut w pierwszym meczu, w rewanżu byłem na ławce. Kontuzja pokrzyżowała mi szyki, sprawiła że w grupowej fazie Ligi Europy zagrałem jedynie 2 czy 3 mecze.

 

Kiedy pierwszy raz usłyszałeś o zainteresowaniu Arki twoimi usługami?

- Ostatni mecz sezonu w Norwegii, gdzie byłem wypożyczony do Haugesund rozegraliśmy 8 grudnia. Pojechałem na urlop, sporo się działo, było kilka klubów zainteresowanych moją osobą. Nie udało się załatwić spraw kontraktowych przed obozem w Turcji, ale temat sfinalizowano przed rozpoczęciem rozgrywek Ekstraklasy. Jestem w Gdyni, z czego bardzo się cieszę.

 

W dzisiejszych czasach większość piłkarzy mówi przyzwoicie po angielsku. Z kim jesteś najbliżej w gdyńskiej szatni?

- Chris Maghoma tak jak ja spędził sporo czasu w Anglii. To również mój partner na środku obrony, dobrze dogadujemy się na boisku i poza nim. Podobnie z Frederikiem Helstrupem, który jest Duńczykiem, ale sporo grał w Szwecji. Rozmawiamy po szwedzku.

 

Pomimo ostatniej wygranej Arka jest wciąż w strefie spadkowej. Jeśli nie poprawicie swej sytuacji w tabeli, nie będzie Ekstraklasy w Gdyni w przyszłym sezonie.

- Spokojnie, mamy dobrą grupę zawodników, świetnego trenera, jest jeszcze dużo spotkań do końca sezonu. Wyjdziemy z kłopotów.

 

Rozmawiał Maciej Słomiński 







Poprzedni Następny

Mapa Strony