TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
gdyniasport

Aktualności

img

05.08.2015

Tomasz Korynt: Arka w tym sezonie do grona faworytów nie należy.

- Arka w tym sezonie do grona faworytów nie należy. Drużynie brakuje lidera, szkoda, że nie udało się wypożyczyć Mateusza Szwocha - uważa legendarny piłkarz żółto-niebieskich Tomasz Korynt.
 

Robert Kobierowski: W minioną sobotę Arka zainaugurowała ligowe rozgrywki, remisując z Zawiszą Bydgoszcz 1:1. Uważa pan to za dobry wynik?

Tomasz Korynt: Biorąc pod uwagę skalę i poziom przeciwnika, przeciwko któremu grała Arka, uważam, że wynik ten nie jest najgorszy. Aczkolwiek z przebiegu gry można było mieć mieszane uczucia i nadzieję, że jednak mecz zakończy się naszym zwycięstwem. Przede wszystkim ten rzut karny, fatalnie wykonany, ale były też inne okazje do tego, by strzelić bramkę.

 

Ogólnie mówiąc, myślę, że czujemy pewien niedosyt, choć z drugiej strony pierwszy mecz w rozgrywkach z dość renomowanym przeciwnikiem można przyjąć za wynik obiecujący.

Arka w zeszłym sezonie miała duży problem z napastnikami. Paweł Abbott podczas całej kampanii strzelił tylko dwa gole, czyli tyle samo co w przedsezonowych sparingach (trafienia z Olimpią Grudziądz i Zawiszą). Uważa pan, że jest to napastnik na miarę Arki?

- Bramki w meczach sparingowych są istotne, jednak nie są to jakieś wykładniki dyspozycji czy predyspozycji danego zawodnika. Rzeczywiście, w ubiegłym sezonie Abbott nie spełnił pokładanych w nim nadziei i nie strzelił tylu bramek, ile należałoby się spodziewać. Mecze towarzyskie są niezłym prognostykiem dla niego. Uważam, że dobrze się stało, że został w ogóle w tej drużynie i mecz z Zawiszą pokazał, że jest on dla zespołu pożyteczny.

 

Musi troszeczkę popracować nad skutecznością (śmiech), bo sytuację też miał, jedną czy dwie, w których powinien lepiej się zachować. Natomiast sama jego gra mi się podobała, potrafił utrzymać się przy piłce, zastawiał się i stwarzał kolegom sytuacje do dalszego rozegrania piłki. Myślę, że jeśli się przełamie, to strzeli tych parę bramek.

 

Siła ofensywna Arki została teraz zwiększona. Z Chojniczanki do Gdyni przywędrował Rafał Siemaszko, który już grał kiedyś w Arce.

- Podczas poprzedniego pobytu Rafał nie za bardzo potrafił się sprawdzić. Może dostawał za mało szans, albo wynikało to z innych przyczyn, natomiast teraz wygląda na to, że będzie wsparciem dla Abbotta i przy jego sprycie - jak już nam pokazał - potrafi zdobyć bramkę. Miejmy nadzieję tylko, że ci dwaj zawodnicy podołają przez całą rundę. Dlatego, że w przypadku jakiejś kontuzji może to się wszystko rozsypać, a alternatyw nie widać.

Ktoś taki jak pan przydałby się Arce. 41 trafień w ekstraklasie to cały czas rekord klubowy.

- Ja już zakończyłem karierę (śmiech), ale poważnie mówiąc w naszej lidze brakuje zawodników, nie mówię pokroju Lewandowskiego, bo to jest już klasa światowa, ale takich, którzy byliby groźnymi środkowymi napastnikami, zdobywającymi bramki. W moich czasach było kilku takich na tej pozycji, którzy konkurowali ze sobą.

W Arce grali już piłkarze, którzy prezentowali się bardzo słabo, a w innych klubach grali jak z nut. Mam tutaj na myśli na przykład Łukasza Zwolińskiego, który przez 11 meczów w Arce ani razu nie trafił do siatki rywali, a dziś jest jednym z czołowych snajperów ekstraklasy.

- Czasami potrzeba czasu albo odrobiny szczęścia (śmiech), aby zaistnieć w zespole. Może te 11 spotkań to było za mało, on był wówczas młodszy, mniej doświadczony i tak to się potoczyło. Rzeczywiście obserwowałem go niedawno w akcji i bardzo mi się podobał. Szkoda, że nie wytrwał wówczas w Arce, bo może by się równie dobrze rozwinął.

Prawą stronę Arki wzmocnił Tadeusz Socha, który grał już kiedyś w Śląsku Wrocław. Według pana będzie on dużym wzmocnieniem żółto-niebieskich?

- Mam nadzieję, że będzie to wzmocnienie, aczkolwiek mecz z Zawiszą nie był w jego wykonaniu najlepszy. W tym momencie nie twierdzę, że jest lepszy od Stolca, który w ubiegłym roku grał na tej pozycji. Żeby wnieść coś do drużyny, to jednak trzeba wymagać więcej aktywności, włączania się do akcji i koncentracji. Od takiego zawodnika z przeszłością ligową wymaga się dużo więcej. Mam nadzieję, że potrzebuje on tylko trochę czasu i ogrania z kolegami.

Takim wzmocnieniem z prawdziwego zdarzenia wydaje się natomiast powrót Miroslava Bożoka.

- Rzeczywiście, to jeden z ciekawszych transferów w Gdyni. Powrót piłkarza, który grał już w ekstraklasie. Mam nadzieję, że on dużo wniesie bo podczas poprzedniego pobytu w Arce też był pozytywną postacią. Liczę na to, że szybko się wykuruje i poprowadzi drużynę. Szkoda, że tak szybko złapał kontuzję.

Linię defensywną Arki wzmocnił Alan, Brazylijczyk z polskim paszportem, który otwarcie mówi, że chce awansować z Arką do ekstraklasy. Uważa pan to za realne w tym sezonie?

- Wszystko jest możliwe, z tym że Arka w tym sezonie do grona faworytów nie należy. Są nimi drużyny, które spadły z ekstraklasy oraz te, które dokonały spektakularnych transferów. Taką drużyną wydaje się Miedź Legnica, która przeprowadziła największe transfery. Widać, że tam chcą awansować i robią wszystko, żeby cel osiągnąć. Aczkolwiek pierwszego meczu nie wygrali, czyli faworyt zanotował już pierwszą wpadkę (śmiech).

 

Dlatego różnie z tym awansem może być i ktoś, kto uchodzi za faworyta, może zupełnie się pogubić, a zespół cicho i konsekwentnie pnący się potrafi wejść. Arka ma niemałe tradycje, świetny stadion i wymagania dosyć licznych kibiców, dlatego należałoby zrobić wszystko, żeby podołać tym wymaganiom i liczyć się w grze o największe cele.

Trenerem Arki jest teraz Grzegorz Niciński, były piłkarz żółto-niebieskich, ale jednak z niewielkim doświadczeniem. Przed objęciem sterów w Gdyni trenował trzecioligowe drużyny - Orkan Rumia oraz Gryf Wejherowo. Uważa pan, że poradzi on sobie z takim przeskokiem?

- Myślę, że w sytuacji klubu, kiedy nie stać ich na pozyskanie trenera z wielkim doświadczeniem, Grzegorz sobie dobrze daje radę. Uczęszcza na kursy trenerskie i poszerza swoją wiedzę. Ma doświadczenie piłkarskie, bo grał w bardzo dobrych klubach, jak m.in. Wisła Kraków. Tam można się wiele nauczyć i podpatrzyć, także wydaje mi się, że mając autorytet, powinien sobie dać radę. Trzeba dać mu czas i spokój. Mam nadzieję, że to wszystko dobrze poukłada.

W Pucharze Polski Arka efektownie wygrała z Pogonią Siedlce 4:1, grając niemal najlepszym składem, wskutek czego kontuzji doznał Miro Bożok. Dwa sezony temu kibice posądzali trenera, że poprzez walkę na dwóch frontach Arka nie awansowała do ekstraklasy. Czy opłaca się angażować aż tak bardzo w te rozgrywki?

- Na pewno trzeba wyważyć proporcje i w zależności od tego, jak wygląda sytuacja w tabeli, rzucić całe albo mniejsze siły na Puchar Polski. Natomiast są to rozgrywki, których nie można traktować po macoszemu, ponieważ każdy kolejny mecz przeciwko drużynom z wyższej półki pozwala zebrać doświadczenie i pomaga w rozwoju. Jest to ciężki wybór. Liga jest ważniejsza i w sytuacji, kiedy trzeba na coś postawić, to wybiera się ligę. Najlepiej jest mieć na tyle szeroką kadrę, żeby oba rodzaje tych rozgrywek pogodzić.

 

 

Rozmawiał : Robert Kobierowski







Poprzedni Następny

Mapa Strony