TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan


Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport

Wirtualna wycieczka


Aktualności

img

31.12.2018

Luka Zarandia: Gdynię zawsze będę traktował jak swój drugi dom!

O Gruzji, w której ludzie wznosili za niego toasty. O trudnej historii swojego kraju i pozytywnym podejściu do życia. O ojcu, który sprzeciwiał się jego grze w piłkę. O straconych latach w Genku, w którym w tym samym czasie pięknie rozwijały się kariery Baileya i Milinkovicia-Savicia. O spontanie, przez który w ostatniej chwili olał duński klub i podpisał kontrakt z Arką. O jedzeniu w McDonald?s, duszeniu piłkarza Pogoni i porównaniach do Novikovasa.

Gaumardżos! 

 

Gaumardżos.  

 

Możesz wyjaśnić, co to znaczy?

Wiele rzeczy, wy nie macie takiego słowa w języku polskim. Cześć. Na zdrowie! Zwyciężaj! 

 

To słowo, które przewija się w słynnych gruzińskich toastach. Wznosi się je za Lukę Zarandię? 

Kiedyś się wznosiło. Nie wiem, czy teraz również, ale jak pojadę do domu na święta, to na pewno sprawdzę! Mam nadzieję, że tak. Gdy Gruzini piją wino, zawsze piją za coś. Za co konkretnie? To zależy od tamady. Nie wiem, jak nazwać go po polsku, więc powiedzmy, że to po prostu szef biesiady. Oni ubierają to wszystko w ładne słowa. Czasami piją wino z rogu i nie mogą nic zostawić. A największy podobno pomieści siedem litrów! 

 

To piękna tradycja, którą uwielbiam. Pijesz za matkę, za miłość, za ojczyznę, za przyjaciół. Za wszystko, co ma znaczenie. Za pomyślność dla piłkarzy i drużyn również. 

 

Jak Gruzin czuje się w Polsce? 

Jestem człowiekiem, który wszędzie potrafi się odnaleźć. Tutaj było z tym o tyle łatwiej, że miałem świetny czas, przez co czułem, iż ludzie, którzy chodzą na stadiony, bardzo mnie szanują i kochają. Powiem ci, że Gdynię zawsze będę traktował jak swój drugi dom. Nawet jeśli wyjadę tysiące kilometrów dalej, to zostawię tu kawałek serca, bo wszyscy są dla mnie bardzo dobrzy. 

 

Wcześniej przez dwa lata mieszkałem w Belgii i było inaczej, trochę trudniej. Miałem tylko 18 lat i pierwszy raz wyjechałem z kraju, a tam ludzie są chłodni, zachowują bezpieczny dystans. Może gdybym grał i pokazał się im z dobrej strony, byłoby łatwiej. Kto wie… Ale bardzo dużo zależy od nacji. Polacy są bardziej otwarci i gościnni.

 

Ciebie, jako mieszkańca Tbilisi, wojna w większym stopniu nie dotknęła. 

Miałem 12 lat. Rosjanie byli w Gori, zbombardowano także bazę wojskową niedaleko Tbilisi. Nas cały czas informowano, że jesteśmy bezpieczni. Że Rosjanie przyszli, wzięli to, co chcieli i za chwilę pójdą. Trochę paniki jednak było, bo mówimy przecież o potężnym państwie, któremu trudno się przeciwstawić. 

 

Ja sam się bałem. I nie rozumiem mówienia, że wojna kogoś nie dotknęła. Nie wszyscy w pełni doświadczyli jej grozy – to prawda. Jednak gdy niedaleko zabijają twoich rodaków – zarówno tych, którzy walczą, jak i tych niewinnych – to również masz prawo czuć się dotknięty. To nie tak, że Tbilisi nie przeżyło wojny. Cała Gruzja zawsze będzie o niej pamiętać.

 

Jaka rolę w twojej karierze odegrał ojciec? 

Dziś wydaje mi się, że w 90% to właśnie jemu zawdzięczam to, że jestem tu, gdzie jestem. Woził mnie na wszystkie treningi, poświęcał się dla mnie i był ogromnym wsparciem. Cieszę się, że to wszystko przemyślał, bo kiedyś bardzo nie chciał, żebym ganiał za piłką. Gdy grałem na ulicy, wolał, żebym robił coś innego. Chodziłem na gimnastykę, bo moja mama była mistrzynią i jedną z najlepszych zawodniczek w kadrze ZSRR, ale nie podobało mi się to, tak samo jak tenis, na którym później wylądowałem.

 

Wszyscy mówili tacie, że mam talent, więc powinienem trenować piłkę, ale on był nieugięty. W końcu pomogła mi ciocia, siostra taty, która powiedziała, że skoro on nie chce tego robić, to ona będzie wozić mnie na treningi. Dopiero po pewnym czasie trenerzy przekonali mojego ojca, że powinien się mocniej zaangażować, bo mogę zostać zawodowcem.

 

Oferta z Polski dla gracza z gruzińskiej ekstraklasy to w tej chwili bardzo atrakcyjna opcja? 

Żadna z waszych drużyn już drugi rok nie gra w pucharach, ale my też tam nikogo nie mamy. A porównaj sobie, ilu zawodników wyjeżdża z Polski do zachodnich klubów, a ilu w Gruzji. Tu już jest bardzo duża różnica. Nie chcę nikogo urazić, bo w Gruzji gra wielu moich przyjaciół, ale poziom naszej ligi jest jednak dużo niższy niż w Polsce. 

 

Czyli po zniesieniu limitu obcokrajowców spoza UE będziesz mógł polecić kilka nazwisk. 

Wielu piłkarzy z Gruzji się w Polsce sprawdziło, więc dlaczego nie? To oczywiście zależy też indywidualnie od każdego zawodnika. Popatrz na Arweladze z Korony. Ma w sobie coś i z wujka, i z taty, który również był znanym piłkarzem, jest dobry technicznie, ale potrzebuje trochę czasu, żeby się wzmocnić. On jest ledwie 20-latkiem, a w polskiej lidze wymagania fizyczne są dużo wyższe niż u nas.

 

Ty najlepiej czujesz się w tych meczach o dużą stawkę, prawda? 

Ja po prostu zawsze cieszę się grą! Na każdy mecz wychodzę z czystą głową. Mówię sobie tylko: „idź, baw się i pomóż drużynie”. Czasami nie wychodzi, co się zdarza nawet największym piłkarzom, ale na następne spotkanie wychodzę z takim samym założeniem. 

 

Gdyby zabrać ci drybling i szybkość, nie byłoby piłkarza? 

Byłby, ale taki zwykły, bez czegoś ekstra. To moje największe atuty, dzięki nim ludzie lubią mnie oglądać. A ja czerpię od nich tę pozytywną energię i dalej się nakręcam. 

 

A nie obawiasz się trochę, że w końcu upoluje cię przez to jakiś rzeźnik? 

Wybraliśmy taki sport dla mężczyzn, w którym czasem kopią cię po nogach. Jeśli nie jesteś na to gotowy, to powinieneś zapisać się na balet i tańczyć.

 

Jaka będzie twoja przyszłość? Na razie wiemy tyle, że do Lechii nie poszedłbyś nawet za pięć milionów. 

Niezależnie od ceny. W Arce jestem jednym z ulubionych piłkarzy, ludzie szanują i kochają mnie jako zawodnika i człowieka, co zawsze próbowałem na meczach odwzajemnić. Gdybym poszedł do Lechii, to… No nie wiem, bo nie rozumiem, jak można by coś takiego zrobić! Może ktoś ma to w głowie poukładane tak, że najważniejsze są pieniądze i stwierdzi, że gadam głupoty, ale ja naprawdę nie poszedłbym do Lechii nawet, gdyby był to jedyny klub, który chciałby mnie zatrudnić. Szanuję tę drużynę, poważam wielu jej piłkarzy i myślę, że w drugą stronę działa to tak samo – oni też nie przeszliby do Arki.

 

Jesteś zadowolony z tego, jak grałeś jesienią? Jeszcze przed startem rozgrywek mówiło się, że to może być twój sezon. 

Ostatnie mecze mi nie wychodziły, ale uważam, że ogólnie było nieźle. Jest trochę tak, że liga trwa długo, do tego dochodzi trudniejsza pogoda i niełatwo cały czas utrzymać formę. Nie zrozum mnie źle – nie mówię, że mi nie wychodziło, bo było za zimno. Po prostu sam nie wiem, z czego to wynikało.

 

A Gruzini w końcu doczekają się gwiazd pokroju tych sprzed kilkunastu lat? 

Tak, jest Czakwetadze i paru innych zawodników. Mieliśmy kryzys, to normalne. W Polsce po zakończeniu kariery przez Lewandowskiego i paru innych może to wyglądać podobnie, a Gruzinów jest tylko cztery miliony. Uważam jednak, że niedługo moi rodacy będą grać w topowych ligach. 

 

Tak jak miał grać Zarandia. I jeszcze będzie? 

Oczywiście, że tak. 

 

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

 

więcej: weszlo.com

 

 

 

 

 

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony