TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

28.09.2018

Adam Deja szybko znalazł miejsce w składzie

Szok. Taka była pierwsza reakcja kibiców Arki, gdy zobaczyli, że w pierwszym składzie gdynian na wyjazdowy mecze z Piastem Gliwice pojawił się Adam Deja. Zastanawiali się, jakim cudem zawodnik, który dołączył do drużyny już po zamknięciu okna transferowego (5 września), dziesięć dni później jak gdyby nigdy nic gra przeciwko zespołowi Waldemara Fornalika. I ten sam Deja był jednym z najlepszych zawodników na murawie.

 

Probierz go skreślił

Złego wrażenia z debiutu nie zatarła porażka żółto-niebieskich. Przeciwko Lechowi 25-latek znów grał od początku.

 

– Też byłem zaskoczony, że tak szybko dostałem szansę w Arce. Może ma znaczenie wcześniejsza praca z trenerem Zbigniewem Smółką w Kluczborku? – zastanawia się Deja.

 

– Nie ukrywam, że przed debiutem w Arce czułem strach. Przez pół roku praktycznie nie grałem. Wszedłem do nowej drużyny z marszu. Nie znałem chłopaków. Myślę, że z każdym treningiem i meczem będzie lepiej, a te dwa spotkania nie wyszły najgorzej – dodaje piłkarz, który wcześniej występował w innym klubie ekstraklasy, Cracovii. Tam po ledwie roku nie był już potrzebny.

 

– Rozwiązanie kontraktu to była inicjatywa trenera Probierza. Nie chcę tego komentować, mogę powiedzieć, że zostałem potraktowany nie fair. Żyję dalej i teraz walczę dla Arki – ucina piłkarz z najmłodszym stażem w gdyńskim zespole. 

 

Smółka poznał się z Deją, gdy obaj dopiero wchodzili do świata piłki. Trener przejmował swój czwarty klub, piłkarz rozpoczynał karierę seniorską. – Wtedy miałem 19 lat, nie znałem jeszcze stylu pracy zbyt wielu szkoleniowców. Przychodziłem do MKS-u z okręgówki. Trener Smółka był moim pierwszym, poważnym opiekunem. Wiele się od niego nauczyłem – tłumaczy Deja. 

 

Solidność i zaufanie

Ale i obecny szkoleniowiec gdynian bardzo zmienił się od czasów Kluczborka.

 

– Widzę, że cały czas się rozwija. To efekt nie tylko zagranicznych stażów, w których lubi uczestniczyć, ale też własnej profesjonalizacji. Chodzi o prowadzenie treningów, instruowanie zawodników na temat diety, odżywek. Naprawdę dużo się można od niego nauczyć. Od pierwszego spotkania minęło dużo czasu, Arka to pierwszy klub w ekstraklasie, który prowadzi, jednak można dostrzec, jak bardzo się stara, by jego praca była pozytywnie oceniona – przyznaje 25-latek. U swoich piłkarzy Smółka ceni zaangażowanie, Deja gwarantuje solidność. Ta cecha stała się znakiem rozpoznawczym Dei we wszystkich klubach, które reprezentował.

 

Potrzebuje dużego zaufania trenera. W poprzednich drużynach grałem nierówno, nie budowałem tym swojej pewności. W Arce mam świadomość, że Zbigniew Smółka chce na mnie stawiać. W ten sposób rośnie poczucie bezpieczeństwa. Przydatność muszę udowodnić na boisku. Jeśli grą będę się bronić, to myślę, że trener Smółka nie będzie miał powodów, żeby odstawić mnie na ławkę rezerwowych – przekonuje zawodnik. 

 

W ślady Smółki

Z boku przypatruje się karierze starszego o rok brata Sebastiana, który niedawno też zmienił klub – z MKS Kluczbork przeniósł się do Kotwicy Kołobrzeg. 

 

Obok rodzinnego domu mamy boisko, na którym razem spędziliśmy wiele godzin. Nigdy nie czuliśmy potrzeby wewnętrznej rywalizacji. Nie zakładaliśmy się o nic. Rozmawiając o bracie, przychodzi mi do głowy marzenie z nim związane. Chciałbym kiedyś spotkać się z Sebastianem w jednym zespole, myślę, że wyszlibyśmy na tym nie najgorzej. Może jeszcze doczekamy takich czasów – zastanawia się Deja. 

 

W niedalekiej przyszłości chciałby także zająć się profesją Zbigniewa Smółki.

 

Po skończeniu kariery nie widzę siebie w innej roli niż trener. W tym zawodzie mam zamiar kiedyś się realizować. Bo poza piłką trudno byłoby mi się odnaleźć – podkreśla 25-letni zawodnik Arki. 

 

Piotr Wiśniewski








Poprzedni Następny

Mapa Strony