TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

28.09.2018

Od Legii do... Legii

Podczas lipcowego meczu o paterę, kiedy na stanowisku trenera Arki debiutował Zbigniew Smółka, żółto-niebiescy zaprezentowali się wybornie. Wygrali 3:2, prezentując niezwykle odważny, ofensywny i bezkompleksowy przed utytułowanym rywalem futbol. Drużyna była wtedy tworem absolutnie nowym.

Zaczęło się więc obiecująco

Wszystko realizowało się zgodnie z obietnicą. 46-letni szkoleniowiec, gdy tylko pojawił się w Gdyni, podkreślał, że czas na zupełnie inną Arkę – grającą na „tak”, kreatywną i pewną siebie. Kibice przyjmowali te słowa z mocnym przymrużeniem oka. Jednak gdy efekty przyszły piorunująco szybko, zaczęto oczekiwać równie głośnych i widowiskowych fajerwerków w lidze.

 

Przy Łazienkowskiej na trzech zdobytych golach mogło się nie skończyć. Przy większej dokładności i skuteczności legioniści doświadczyliby istnego blamażu przed własnymi kibicami. Szybko okazało się jednak, że to nie Arka błyskawicznie pojęła filozofię trenera i jest w stanie realizować ją co tydzień, a rywal przechodził fatalny dla siebie moment. Pokonanie go – jakkolwiek to brzmi w odniesieniu do mistrza Polski – nie było wtedy czymś wybitnie trudnym. Kolejne tygodnie pokazały, że z zadziwiającą łatwością czynili to również inni. Arka zaś miała ogromne kłopoty w lidze...

Sprowadzeni na ziemię

Po inauguracji w ekstraklasie i furze szczęścia w Krakowie (bezbramkowy remis z Wisłą), Arka znalazła się na 10. miejscu w tabeli. Lokaty wyższej aż po dziś dzień nie osiągnęła, po drodze borykając się częściej ze słabą grą i brakiem jakikolwiek rezultatów pracy z zespołem Smółki.

 

Światełko zapaliło się po efektownej grze w Płocku i w pełni zasłużonej wygranej 3:1 z Wisłą. Zgasło jednak ponownie – na kolejne trzy spotkania. Tylko punkt w nich zdobyty sprawił, że pod szkoleniowcem zaczęło się robić gorąco. Trener przyjmował wszystko pozytywnie, zapewniając, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, lecz świadomy był jednego.

 

– Doskonale wiem, że punktów jest za mało i powinno być ich znacznie więcej. Mogę mówić, że jest dobrze i będzie lepiej, ale na koniec rozliczenie przyjdzie na podstawie punktów, a co za tym idzie, miejsca w tabeli – mówił Smółka. Humory znacznie poprawiła wygrana w Gdyni z Lechem Poznań (1:0), która wywindowała zespół na... nigdzie indziej, a 10. miejsce w tabeli.

Pewna prawidłowość

Niedawny mecz o Superpuchar Polski był trzecim na krajowym podwórku o trofeum, w którym mierzyły się Legia z Arką właśnie. I co ciekawe, gdy dochodziło to tych spotkań, najbliższe następne starcie obu ekip wygrywał ten, który po to trofeum nie sięgnął:

  • 7 lipca 2017 – Superpuchar Polski: Legia Warszawa – Arka Gdynia 1:1, k. 3:4
  • 29 października 2017 – Ekstraklasa: Legia Warszawa – Arka Gdynia 2:0
  • 2 maja 2018 – Finał Pucharu Polski: Arka Gdynia – Legia Warszawa 1:2
  • 14 lipca 2018 – Superpuchar Polski: Legia Warszawa – Arka Gdynia 2:3

Okres między oboma meczami Arki z Legią to mimo wszystko rozczarowanie dla żółto-niebieskich. Gdy tylko zespół, wydawało się, nabierał tempa i robił nieśmiały krok do przodu, tydzień później okazywało się, że druga noga, która miała wykonać krok kolejny, głęboko ugrzęzła. I Arka wracała do punktu wyjścia.

 

Ewentualna porażka z mistrzem Polski zapewne do tych wniosków by nie doprowadziła (jakby nie patrzeć, przegrać z najlepszym w kraju to nie ujma), lecz jakakolwiek zdobycz punktowa być może sprawiłaby, że niektórzy z kibiców Arki uwierzą, że zaczyna się pojawiać w Gdyni zalążek czegoś na kształt regularności i stabilności.

 

Dawid Kowalski








Poprzedni Następny

Mapa Strony