TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

26.08.2017

Leszek Ojrzyński: Arka to nie "Banda świrów".

- W poprzednich klubach osiągałem najlepszy wynik w historii i moim celem jest osiągnięcie takiego wyniku również w Gdyni ? zapowiada trener Arki, Leszek Ojrzyński, z którym portal gol24.pl podsumował niezwykle gorący dla naszej drużyny początek sezonu.
Przed rozpoczęciem rozgrywek mówił Pan, że planem minimum jest utrzymanie, ale pańskim celem jest zajęcie najwyższego miejsca w lidze w historii klubu, czyli celujecie w szóste miejsce. To bardzo duża różnica.

Cel dla klubu to utrzymanie. Moim prywatnym celem jest poprawienie najlepszego wyniku Arki. To się nie mija. Mam swoje marzenia i cele, ale nie mogę ich narzucać klubowi czy drużynie. Ambitni na pewno będą chcieli zająć jak najwyższe miejsce.

Z Koroną i Podbeskidziem osiągnęliśmy najlepszy wynik w historii klubu i teraz chcę to samo zrobić z Arką w lidze, bo w pucharze już wyrównaliśmy najlepsze osiągnięcie.

 

 

Moje cele i marzenia nie muszą równać się strategii klubu; na pewno są wyższe niż sama walka o utrzymanie. A czy tak będzie, to zobaczymy. Liga jest ciężka, a budżet się jakoś diametralnie nie zwiększył żeby zmienić cele. Stąpamy twardo po ziemi - celem jest utrzymanie, a jeśli uda się zapracować na coś więcej, będziemy szczęśliwi.

 

 

Czy kadra do realizacji tego celu jest już zamknięta?

M

amy miejsce dla jednego, liczę na to że dobrego, napastnika. Chciałbym żeby to była jakość dodana, zawodnik, który może nam pomóc. Najlepiej jakby to był wysoki napastnik, bo zwiększyłby nam pole manewru. Nie wiem, czy taki gracz do nas dołączy, rozmowy trwają. Ja skupiam się na pracy z chłopakami, których mam. Nie ma co narzekać, mamy szerszą kadrę niż w poprzednim sezonie. Trzeba dawać z siebie jak najwięcej w lidze i Pucharze Polski, bo tylko te rozgrywki nam zostały.

 

A jak ważna będzie dla zespołu obrona Pucharu Polski?

Zawsze ambitnie podchodzimy do tematu, myślę że nie tylko my. Będziemy chcieli znaleźć się w finale, a potem będziemy chcieli go wygrać. Jak przyjdzie czas na mecze pucharowe, to się sprężymy, żeby jak najwięcej z tego spotkania wycisnąć. Najpierw są gry ligowe, trzeba pokazać swoje atuty, żeby punktować. Kroczymy od meczu do meczu i niezależnie od rozgrywek będziemy chcieli wygrywać.

 

W nowym sezonie Arka z jednej strony zanotowała długą serię meczów bez porażki, ale z drugiej strony tylko raz udało się wygrać, i to ponad miesiąc temu. Jaką ocenę wystawiłby Pan drużynie za pierwsze mecze w lidze?

Z czterech remisów w jednym spotkaniu byliśmy drużyną słabszą, a trzy razy lepszą – tak to trzeba nazwać, choć piłka jest taka, że mogliśmy je też przegrać. Oceny wystawia się na koniec sezonu

- wtedy wiesz, czy zrealizowałeś cel, czy nie. Teraz ocena może być dobra, a potem spadniesz z ligi; może być ocena słaba, a zajmiesz, przypuśćmy, piąte miejsce. Jestem przyzwyczajony do tego, że moje drużyny są skazywane na dół tabeli, ponieważ jeszcze nie byłem w klubie głośno mówiącym o pierwszej ósemce czy walce o puchary, zawsze przychodziłem do klubów borykających się z problemami - to jest mój dorobek w Ekstraklasie.

 

 

Dlatego podchodzę do tego spokojnie i wiem, że gdy jest się na ostatnim miejscu, i są matematyczne szanse na wyjście z tego, trzeba walczyć. Do tej pory mi się udawało. No, w Zabrzu nie było mi dane dokończyć pracy, ale w poprzednich klubach, kiedy byłem trenerem do końca roku, praktycznie wszystkie cele były realizowane.

 

A co najbardziej chciałby Pan poprawić po tych sześciu meczach?

Wszystko. Piłka nożna rozkłada się na cztery fazy – atak, obrona, przejście z ataku do obrony i z obrony do ataku. Wszędzie mamy rezerwy i jest nad czym pracować. Szkoda że okres przygotowawczy był taki krótki - 3 tygodnie a 6 tygodni to różnica, myślę że wtedy wyglądałoby to dużo lepiej. Inna sprawa, że Arkę dotknęły duże zmiany – wielu zawodników odeszło, wielu nowych przyszło i trzeba to wszystko skomponować, a nie było czasu na treningi. Po okresie przygotowawczym mieliśmy tylko 2 pełne mikrocykle, ponieważ mecz gonił mecz. Była tylko regeneracja, podróż, mecz, regeneracja, podróż mecz, trening wyrównawczy... Kroczyliśmy od spotkania do spotkania i nie było czasu, żeby spokojnie poprawić niektóre rzeczy.

 

A czy zawirowania wokół klubu, zmiany właścicielskie miały wpływ na drużynę?

Myślę że nie miało to dużego wpływu. Sądzę że każdy to śledził, ponieważ to nasze miejsce pracy, ale nie uważam, żeby to miało aż taki wpływ na to, co się działo na boisku. Żyjemy w miarę bezpiecznym kraju, lidze, gdzie pewne rzeczy są respektowane i zawodnik nie musi się martwić o to, że straci pracę. Jest tu miasto, stadion, są gwarancje że klub nie upadnie i może być tylko lepiej. Każdy z optymizmem patrzy w przyszłość.

 

Wśród komentarzy do waszych poczynań w lidze nie brakuje zarzutu, że jesteście jeszcze w „pucharowym śnie”.

W ostatnim meczu można tak powiedzieć – że gdzieś przeżycia z meczów pucharowych spowodowały to, że w codzienności ligowej można było więcej ugrać. Z drugiej strony sami podnieśliśmy sobie poprzeczkę swoimi poczynaniami. Pamiętam jak niektórzy, przed meczem o superpuchar i Ligą Europy mówili, że Arka jest pewnym spadkowiczem, ośmieszy się w Europie, a po tych meczach stanowisko się zmieniło. Zawsze można stawiać jakieś zarzuty, ale proszę mi pokazać, kto przed Ligą Europy stawiał że będziemy grać jak równy z równym.

 

No właśnie, Liga Europy. Kolega kazał mi zadać to pytanie: „dlaczego Arka zawaliła mi kupon?”. Jak udało się ograć FC Midtjylland? Mieliście nie mieć najmniejszych szans.

Chłopaki zapracowali. Byliśmy dobrze przygotowani fizycznie i taktycznie, wierzyliśmy w to, co robiliśmy. W większości fragmentów tych meczów było widać, że atuty piłkarskie są po stronie Duńczyków, ale, tak jak powiedziałem po pierwszym meczu, nie wygrywa ten, kto lepiej gra w piłkę, ale ten, kto wie czego chce. Wiedzieliśmy że stać nas na zwycięstwo, szkoda że w rewanżu nie przypilnowaliśmy sprawy do końca... Trudno, zdarzyło się, trzeba o tym zapomnieć i spróbować, najszybciej przez Puchar Polski, dać sobie drugą szansę. Wiem, że to bardzo trudne zadanie, ponieważ trzeba wygrać kilka meczów, ale na wszystko przyjdzie czas.

 

Dlaczego takiej formy nie udaje się zaprezentować w lidze? Kwestia mobilizacji?

Jest dużo czynników, które mają na to wpływ. Mobilizacja też. Gra w Lidze Europy to było coś nowego, jak pierwsza przejażdżka nowym samochodem. Jesteś zafascynowany, chcesz dać z siebie nie 100, a 130 procent. Potem, gdy schodzisz półkę niżej, pewne rzeczy są oczywiste i bardzo ciężki wytworzyć sobie w głowie takie warunki i nastawienie, a przecież chodzi tu nie o jedną, ale dwadzieścia osób. Poza Tadkiem Sochą czy Pavelsem Steinborsem, który gra w kadrze i jeździ po międzynarodowych arenach, było to dla nas nowe doświadczenie, raj. Zagraliśmy na 130 procent, potem było rozczarowanie i to musiało się odbić na na aspektach psychofizycznych, ponieważ nie było czasu, kolejny mecz był za 3 dni, a nie dwa tygodnie. Nie tylko Arce się to nie udaje, tak naprawdę odbija się to na większości zespołów.

 

Jak wygląda obecnie Arka pod względem cech wolicjonalnych? Jak wypada w porównaniu z „Bandą świrów”, którą stworzył Pan w Kielcach?

Trochę brakuje. Jeśli chodzi o zaangażowanie, pracę na treningach, tam było coś naprawdę niesamowitego, ale miałem tam 6 tygodni okresu przygotowawczego, a nie jak teraz w Arce tylko trzy. Na pewne rzeczy musisz mieć czas, trzeba je zaplanować i realizować, tam było o wiele łatwiej, ale zawsze chcę, żeby drużyna grała z zaangażowaniem, bo to wzbudza szacunek. Pokazaliśmy w niektórych meczach, że gramy do końca, nieustępliwie i potrafimy sprawić niespodziankę, ale są też spotkania, że są rezerwy - jak w ostatnim meczu, w którym mogliśmy zrobić więcej.

 

Jaki jest Pana sposób na Arkę? Jak wygląda codzienna praca z drużyną?

Trener zawsze pracuje więcej, ponieważ do wszystkiego trzeba się przygotować, zanalizować. Poświęca się na to dużo czasu, ale po to tu jestem, żeby pracować jak najwydajniej. Mam współpracowników, bo samemu się nic nie zrobi, trzeba wszystko kontrolować, współdziałać i pomagać zawodnikom w realizacji swoich celów. Jeśli chodzi o planowanie treningów to kroczymy od meczu do meczu, robimy szczegółowy plan na dwa tygodnie; musimy też cały czas obserwować jak prezentują się zawodnicy i czasami wprowadzać korekty planu, inne czynniki również wpływają na zmiany. Każdy mikrocykl jest inny, nie wpadamy w schemat, że w taki dzień robimy zawsze to, a w taki – tamto.

 

Wyciągnął już Pan wnioski z meczu przeciwko Pogoni?

Każdy przeciwnik jest inny. Te błędy na pewno nie powinny były się nam przytrafić, ale taki jest futbol. Na wielkich stadionach też widzimy błędy. Czy wyciągnęliśmy wnioski to pokażą następne mecze, mam nadzieję że tak. Pracujemy dalej, nikt się przed nami nie położy i my też się przed nikim nie położymy.

 

Po tamtym spotkaniu największa krytyka dotknęła Mateusza Szwocha. Poza dwoma zawinionymi golami było zwalnianie gry, pojawiły się zarzuty że nie pasuje charakterologicznie do zespołu, a także uwagi, że chyba wykupił abonament na grę. Czy z Lechem usiądzie na ławce?

Nie ma co ukrywać, przy tych dwóch golach Mateusz mógł się inaczej zachować, ale ma też swoje atuty, które pokazał zagrywając do Jazvicia, który to raz był na minimalnym spalonym, a raz obrońca wybił mu piłkę. W moich oczach nie zmienia się opinia, że Mateusz jest bardzo dobrym zawodnikiem. Wierzę w swoich graczy i jestem po to, żeby im pomagać. Byłem zwolennikiem tego, żeby Mateusz do nas dołączył, a on we wcześniejszych meczach spełniał swoją rolę. Gdybym przejmował się krytyką, to nie mógłbym spać i musiałbym zmieniać składy. Mam plan, wiem jak chcę żeby grała moja drużyna i przede wszystkim ten plan jest nakierowany na najbliższy mecz, żeby wycisnąć z niego jak najwięcej.

 

W sierpniu policzono, że z Arką zdobywa Pan trofeum średnio co 60 dni. Czyli kibice powinni być spokojni o sezon.

Oby. Tak się ułożyło że zdobyliśmy Puchar i Superpuchar Polski, ale teraz jest liga. Następny finał Pucharu Polski dopiero 2 maja.

 

Trochę się średnia pogorszy...

Tak... Ktoś się bawi w takie podsumowania, ale ja podchodzę do tego spokojnie i z pokorą. Życie nie znosi próżni – raz stawiają ci pomnik, a potem na ciebie plują. Trzeba umieć nabrać do tego dystansu. Myślę że jestem w trenerce już tyle lat, pracowałem w takich warunkach, doświadczałem wzlotów i upadków, że podchodzę do tego spokojnie.

 

 

rozmawiał: Bartłomiej Krawczyk

 

 http://arka.gdynia.pl/images/galeria_zdjecie/big/gol24_dc0abf95fb9303dbd7c687b4cd929ab7.jpg








Poprzedni Następny

Mapa Strony