TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
gdyniasport

Aktualności

img

07.09.2020

Fortuna uśmiecha się do Arki

Arka dyskontuje ekstraklasowe doświadczenia, choć w podstawowym składzie zwycięskiego meczu z Puszczą Niepołomice mieliśmy tylko pięciu piłkarzy z poprzedniego sezonu. Siłą Arki jest zatem rutyna tych, co zostali w Gdyni oraz niespełnione dotychczas ambicje zawodników, którzy zasilili zespół.

 

SNAJPER LETNIOWSKI

 

Z roli egzekutora znakomicie wywiązuje się Juliusz Letniowski. W Poznaniu nie zdołał przebić się w gronie rówieśników, których zresztą zauważył już selekcjoner pierwszej reprezentacji Polski. W Gdyni potwierdza wielki talent. To on, w doliczonym czasie pierwszej połowy, otworzył wynik spotkania. Z rzutu rożnego dośrodkował Drewniak, głową przedłużył Deja, a składającego się do strzału Dancha sfaulował kapitan Puszczy - Czarny. Rzut karny pewnie na bramkę zamienił Letniowski.

 

Prowadzenie gdynian zasłużone, choć Bartosz i Czarny mieli dobre okazje do zdobycia goli dla Puszczy.

 

PUSZCZA NIE ODPUSZCZA

 

W 55 minucie goście doprowadzili do wyrównania. Hubert Tomalski znalazł się w posiadaniu piłki ok. 40 metrów przed bramką gdynian. Nikt go nie niepokoił, zatem podciągnął piłkę o kilkanaście metrów i z wygodnej pozycji z 22 metra doprowadził do wyrównania.

 

W 63 minucie Arka odzyskała prowadzenie. Zdobywcą bramki Maciej Jankowski, który z bliska wepchnął piłkę do siatki. W akcji uczestniczyli wcześniej Młyński i Letniowski. Arka odzyskała inicjatywę i przeszła do ofensywy. Została jednak skarcona. W 77 minucie bramkę zdobył Radionov.

 

ARKA NIEZATAPIALNA

 

Dwie minuty później Arkowcy przeprowadzili akcję meczu. Kwiecień dalekim podaniem uruchomił Marciniaka, który dograł do Wolsztyńskiego, a ten chwilę wcześniej pojawił się na placu. Piłka trafiła ostatecznie do Mateusza Młyńskiego, który zmieścił ją przy dalszym słupku.

 

Gospodarze uznali, że szaleństw dosyć, cofnęli się do defensywy i w skupieniu pilnowali korzystnego wyniku.

 

Włodzimierz Machnikowski








Poprzedni Następny

Mapa Strony