TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan


Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

09.08.2019

Fabian Serrarens: Często oglądana kaseta

Sezon 1994/95 był jednym z najlepszych w historii Ajaksu. Zespół nie tylko wywalczył mistrzostwo Holandii, ale również wygrał Ligę Mistrzów, po zwycięstwie 1:0 nad Milanem w finale. Fabian Serrarens miał wtedy cztery lata. Od rodziców dostał kasetę wideo, na której były skróty najważniejszych spotkań Ajaksu w tamtych rozgrywkach.

 

– Gdy trochę podrosłem, oglądałem ją dzień w dzień. Zostałem wielkim kibicem tego klubu – mówi holenderski napastnik, który kształcił się w szkółce Ajaksu, ale nie przebił się do pierwszej drużyny. Po występach w drugiej lidze w swoim kraju i grze w Eredivisie w barwach De Graafschap kilkanaście dni temu Serrarens został zawodnikiem Arki Gdynia.  

 

Tata – dziennikarz, mama – kibic

Wychowywał się z ojcem i rodzeństwem. Tata jest już na emeryturze, wcześniej pracował jako dziennikarz, ale nie zajmował się sportem. Pisał o innych państwach – ich kulturze, ciekawostkach – dla popularnego magazynu dla dzieci. Matka poważnie zachorowała i zmarła, gdy Fabian miał osiem lat. Była wielką fanką futbolu. Serrarens pamięta, że jeździła z jego starszym bratem na wyjazdowe mecze Ajaksu w Lidze Mistrzów. Fabian był wówczas za młody na takie wypady. 

 

Zaczynał grać w piłkę w klubie SC Voorland, którego siedziba znajdowała się blisko starego stadionu Ajaksu – De Meer. Jako dziecko, ciągle widział ten obiekt i marzył o tym, by kiedyś zagrać dla ukochanej drużyny.

 

– Piłkarzem, którego najbardziej podziwiałem przez lata, był Zlatan Ibrahimović, ale to nie zaczęło się od razu. Kiedy chodziłem na mecze Ajaksu, już na nowym stadionie, w ataku występował Egipcjanin Mido i strzelał dużo goli. Zlatan był wtedy słaby. Dużo gadał, ale na boisku zazwyczaj sobie nie radził. Ludzie go nie lubili, zdarzały się gwizdy kibiców. Sam czasami tak reagowałem. Ale minęło kilka lat i Zlatan stał się fantastycznym piłkarzem. Uwielbiałem jego drybling, łatwość zdobywania goli i osobowość. Cenię sportowców, którzy nie boją się mówić tego, co myślą – opowiada Serrarens.

 

Czarodziej Eriksen

W szkółce Ajaksu zetknął się z innym geniuszem. Christian Eriksen jest od niego rok młodszy, ale potrafił tak wiele, że trenerzy skierowali go do starszego rocznika.

 

– Był czarodziejem na boisku. Już wtedy miał świetną technikę, groźnie strzelał obiema nogami, ale największe wrażenie robiło to, że zawsze wiedział, w którym miejscu znajduje się przeciwnik i co zrobić, żeby go przechytrzyć – opisuje nowy napastnik gdynian. W Amsterdamie nie miał szczęścia, bo trafił na moment, gdy działacze woleli ściągać obcokrajowców, a nie stawiać na zdolną młodzież.

 

– Miałem pecha. Dopiero w ostatnich latach jest inna filozofia – mówi. 

 

Po ostatnim roku w juniorach miał możliwość występów w drugiej drużynie, ale ta nie grała nawet na drugim szczeblu rozgrywek. Przeniósł się do NAC Breda, gdzie ćwiczył z pierwszym zespołem, ale występował w rezerwach.

 

– Trener wolał stawiać z przodu na doświadczonych piłkarzy. Po pewnym czasie zrozumiałem, że się tam nie przebiję – tłumaczy. Podjął trudną decyzję o transferze do niższej ligi, ale nie żałował, bo w Almere City i SC Telstar regularnie zdobywał bramki. Jeszcze więcej dały mu przenosiny do De Graafschap, bo z tym zespołem w sezonie 2017/18 wywalczył awans do Eredivisie. Serrarens najpierw w 34 spotkaniach strzelił 12 goli i miał sześć asyst, a później błysnął w play-off, choć te nie były dla niego łatwe. 

 

– Najpierw trafiliśmy na Telstar. Pojechaliśmy na mecz wyjazdowy i każdy mnie tam serdecznie pozdrawiał. Mieli nadzieję, że im nie zaszkodzę. Graliśmy w tamtym spotkaniu fatalnie: przegrywaliśmy, kolega z drużyny dostał czerwoną kartkę. Ale udało nam się pokonać ich w dwumeczu. Podobnie było w finale play-off, przeciwko Almere City. Nie wiem, jak to zrobiliśmy, bo w trzech z tych czterech spotkań byliśmy beznadziejni.

 

Myślę, że trochę paraliżowała nas stawka spotkań – przyznaje Serrarens, który w każdym z tych meczów raz trafiał do siatki. I z każdego gola się cieszył. Nie było sentymentów. 

 

„To naprawdę Polska?!”

W Eredivisie, choć zdarzały się świetne spotkania (Fabian strzelił trzy gole Fortunie Sittard, trafił też do siatki w wygranym meczu z Feyenoordem) De Graafschap nie udało się utrzymać.

 

– Przed końcem sezonu działacze chcieli, bym został, ale już wtedy powiedziałem im, że wyjadę za granicę. Całe życie grałem w Holandii i pragnąłem spróbować czegoś nowego. Chciało mnie kilka klubów u mnie w kraju, ale to były zespoły, które prawdopodobnie broniłyby się przed spadkiem – tłumaczy. 

 

– Wiele wskazuje na to, że z Arką będzie podobnie – mówimy. 

 

– A ja myślę, że może być lepiej. Możemy osiągnąć coś więcej niż walka o utrzymanie. Miałem też oferty m.in. z Chin i Indii oraz różnych krajów europejskich. Wybrałem Arkę, bo jej przedstawiciele kontaktowali się ze mną osobiście. Dzwonił dyrektor sportowy. Ludzie z Gdyni byli bardzo zainteresowani, pokazali mi stadion, miasto. Przed wyjazdem znajomi w Holandii pytali: „Jesteś pewien? Przecież w Polsce jest jak w Rosji: szare budynki, brzydka pogoda, nudno, biednie, a ludzie chodzą smutni po ulicach”. Taki niestety panuje stereotyp u mnie w kraju. Gdy porobiłem zdjęcia na plaży w Sopocie, w sklepach, na ulicach i wysyłałem je kolegom, mówili: „Fabian, wkręcasz nas. To nie może być Polska” – opowiada Serrarens.

 

Każdy piłkarz potrzebuje relaksu. Ale też adrenaliny, bo większość profesjonalnych sportowców nie potrafi bez niej żyć. W przypadku Fabiana jedną i drugą potrzebę zaspokaja jazda na motocyklu.

 

– Kiedy muszę się wyciszyć, jadę spokojnie, wolno. Bywa też, że muszę się wyżyć, wyrzucić coś z siebie. Wtedy wciskam gaz. Kiedyś wsiadłem na motocykl wyścigowy i rozpędziłem się do ponad 290 km/h. Gdy zobaczyłem, że wskazówka na liczniku zbliża się do 300 i poczułem mocne uderzenia wiatru, stwierdziłem, że to jednak trochę szalone. W Polsce, podczas sezonu, nie zamierzam jeździć. Skupię się na tym przede wszystkim po zakończeniu kariery – kończy nowy napastnik Arki.

 

Jakub Radomski








Poprzedni Następny

Mapa Strony