TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan


Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
gdyniasport

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

15.05.2019

Zadanie wykonane!

To, co jeszcze na początku kwietnia wydawało się mało prawdopodobne, zostało wykonane jeszcze w przedostatniej kolejce. Piłkarze Arki Gdynia utrzymali się w Lotto Ekstraklasie, prezentując w ostatnich tygodniach niezwykle skuteczny futbol, i stawiając pieczątkę na pozostaniu w lidze zwycięstwem 3:1 nad Wisłą Kraków.
 

Trener Jacek Zieliński podjął się w Gdyni niezwykle trudnego zadania. Gdy pojawiał się w klubie, Arka miała tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Dodatkowo była mentalnie pokiereszowana.


– Gdy trener Zieliński zobaczył nas na pierwszym treningu, powiedział, że wyglądamy jakbyśmy biegali z plecakiem pełnym kamieni. Fakt, wtedy nogi były bardzo ciężkie, przybici byliśmy brakiem wygranych – wspominał Damian Zbozień, obrońca zespołu.

 

Wtedy było to bowiem 14 meczów bez zwycięstwa. Sam trener Zieliński dorzucił dwa kolejne: niezwykle pechowy i dobijający psychicznie leżącego z Miedzią, gdy gola na 1:1 legniczanie zdobyli w samej końcówce. Tydzień później trzeba było przełknąć gorycz porażki w Zabrzu z Górnikiem (0:1).

 

Pojawiająca się rezygnacja i frustracja były w pełni uzasadnione, lecz… szkoleniowiec na konferencjach mówił:


– Nie z takich sytuacji się wychodziło.

 

Nie dało się nie zarazić takim podejściem. Zresztą, opiekun Arki wiedział, co mówi. Od tamtego czasu rozpoczęła się droga jego drużyny prowadząca do utrzymania przypieczętowanego w starciu z Wisłą. Najpierw udało się wygrać w ponownym spotkaniu z Miedzią (2:0). To dodało ogromnej wiary i wpuściło do szatni gdynian furę uśmiechów i powiew optymizmu. Na kanwie tego sukcesu dużo łatwiej grało się w Kielcach (2:0 z Koroną). Kluczowe do obudowy sfery mentalnej drużyny było jednak wyrównanie w 94. minucie meczu w Płocku (1:1). Seria bez porażki trwała więc trzy spotkania, a tydzień później po wielu zawałach serc wśród kibiców i niebywałej nawałnicy udało się pokonać zdegradowane już Zagłębie Sosnowiec (2:0).

 

Został wtedy tylko ostatni krok.


– I on jest najtrudniejszy. Nie po to jednak tyle walczyliśmy, nadrabialiśmy straty, by wypuścić to na ostatniej prostej. Marzyliśmy, by utrzymać się w ostatnim meczu, ale przed swoją publicznością. Teraz mamy na to szansę – mówił przed spotkaniem z Wisłą Kraków szkoleniowiec gdynian.

 

Z Wisłą, która nie dość, że pewna była utrzymania, to trudno było myśleć, by straciła najwyższe miejsce w grupie spadkowej. Na dwa mecze przed końcem sezonu „Biała Gwiazda” miała bowiem pięć punktów przewagi nad dziesiątą Koroną. 

 

Poziom motywacji i determinacji obu drużyn znajdował się więc po dwóch końcach krzywej. Arkowcy wręcz od pierwszej sekundy rzucili się na swojego rywala. Wiślacy nie tyle nie byli w stanie opuścić z piłką z własnej połowy, co bezpiecznie wyjść z własnego pola karnego. Nacisk błyskawicznie przyniósł efekt, bo po niespełna 300 sekundach wynik został otwarty przez Adama Deję. Przewaga gospodarzy rosła, momentalnie mogli podwoić lub nawet potroić przewagę. Nic z tego – celowniki były za bardzo rozregulowane. Jak to jednak na polskim podwórku bywa – grają jedni, a strzelają drudzy. Jeden stały fragment gry wystarczył, by wiślacy dosłownie wepchnęli piłkę do siatki. Druga połowa zapowiadała się dla gdynian niezwykle nerwowo.

 

Z pewnością w głowach piłkarzy i kibiców rozpoczęły się wówczas nerwowe kalkulacje. Myśli, że do Wrocławia na mecz ze Śląskiem pięć dni później trzeba będzie jechać z presją i niepewnością. To było widać po zmianie stron. Radość z gry wróciła jednak bardzo szybko. Po niespełna kwadransie daleki wyrzut z auto z lewej strony zamykał Marko Vejinović. Huknął potężnie i zmieścił piłkę w samym okienku. Holender chwilę później zapisał się jako bohater, wykorzystując wywalczony przez siebie rzut karny. Żółto-niebiescy ponownie mogli świętować utrzymanie w lidze.

 

To był ten moment, w którym zapewne zdecydowana większość na Stadionie Miejskim w Gdyni głęboko odetchnęła. Happy endem bowiem kończy się dla Arki sezon, w którym ta zaliczyła najdłuższą w historii swojego pobytu w elicie serię 16 meczów bez wygranej. Zadanie zostało wykonane i do ostatniej kolejki gdynianie przystąpią bez żadnej presji.

 

Wygranym bez wątpienia został nowy trener Jacek Zieliński, którego nazwisko gdyńscy fani skandowali jeszcze przez końcowym gwizdkiem.

 

Powiedzieli po meczu:

 

Jacek Zieliński (trener Arki Gdynia):

– Osiągnęliśmy cel, nie musimy we Wrocławiu walczyć o swój byt. Musieliśmy w szatni upuścić ciśnienie, bo to było wysokie jak tu przychodziłem. Udało się i nawet pokazaliśmy trochę dobrej piłki w ostatnich dwóch meczach. Do Wrocławia jedziemy po pełną pulę.

 

Maciej Stolarczyk (trener Wisły Kraków):

– Gratuluję Arce, dziś przez cały mecz przeważała. Niewiele można powiedzieć o naszej grze, mamy zespół w budowie. Mogliśmy oczywiście tych bramek uniknąć, ale stało się inaczej.

 

Arka Gdynia – Wisła Kraków 3:1 (1:1)


Bramki: Deja (5.), Vejinović (58.) i (70. – karny) – Śliwa (41.)
Arka: Steinbors – Zbozień Ż, Helstrup, Danch, Marciniak – Deja, Vejinović – Zarandia (89. Da Silva), Nalepa (84. Cvijanović), Aankour (46. Młyński) – Jankowski.


Wisła: Lis – Morys, Wasilewski, Klemenz, Grabowski Ż – Plewka, Savicević – Boguski, Drzazga (69. Brożek), Śliwa (59. Wojtkowski) – Kolar (87. Balicki).


 








Poprzedni Następny

Mapa Strony