TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
grandprixgdyni

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

12.03.2018

Ósemka ucieka. Czas strzelać gole.

Jeśli nie z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza u siebie, to z kim? - pytają zaniepokojeni kibice Arki, którzy na ligowe zwycięstwo swoich ulubieńców czekają niemal od trzech miesięcy. A dokładnie od 13 grudnia, kiedy to żółto-niebiescy ograli 1:0 przy ul. Olimpijskiej ówczesnego lidera, Górnika Zabrze. Gdynianom w ostatnich tygodniach idzie niestety w ekstraklasie, jak po grudzie i w konsekwencji słabych występów osuwają się oni w tabeli.

Miejsce w czołowej ósemce to już tylko wspomnienie. Arka zakotwiczyła obecnie na dziesiątym miejscu w ligowej stawce. Zdecydowanie, aż o cztery punkty wyprzedza ją nie tylko Zagłębie Lubin, ale gdynian prześcignął również ich ostatni pogromca, zespół Cracovii. Matematycznie szanse na grupę mistrzowską, po zaplanowanym na 7 kwietnia zakończeniu zasadniczego sezonu rozgrywek Lotto Ekstraklasy, nadal jednak są.
 
Zawodnicy Arki deklarują, że zrobią wszystko, aby uratować jeszcze piękny sen o pierwszej ósemce. Myśląc o tym dziś o godz. 18 na stadionie miejskim w Gdyni trzeba koniecznie wygrać. Porażka, a nawet remis redukują szanse Arki na czołową ósemkę i automatyczne utrzymanie w zasadzie do minimum. Zawodnicy zdają sobie sprawę, że jeżeli dziś nie zwyciężą, drugi sezon z rzędu czeka ich walka o utrzymanie w grupie spadkowej.
 
- Presja jest spora - przyznaje Dawid Sołdecki, pomocnik Arki.
 
- W przypadku zwycięstwa z Termaliką dołączymy do grupy pościgowej, walczącej o czołową ósemkę. Ciągle wierzymy, że jest to realne. Jeśli jednak coś pójdzie nie po naszej myśli, musimy zacząć powoli oglądać się za siebie.
 
Teoretycznie w starciu z Bruk-Betem Termaliką Arka powinna być zdecydowanym faworytem. Zespół ze wsi w Małopolsce jest jedną z ekip najsłabiej spisujących się w tym sezonie w Lotto Ekstraklasie. Pod koniec lutego głową za taki stan rzeczy zapłacił trener Bruk-Betu Maciej Bartoszek. Już w ubiegłej rundzie z identycznych przyczyn, czyli niezadowalających wyników, właściciele drużyny zwolnili Mariusza Rumaka. Obecny szkoleniowiec Bruk-Betu Jacek Zieliński jest więc trzecią osobą na tym stanowisku w relatywnie krótkim czasie.
 
Trudno zrozumieć, jaki jest tok rozumowania właścicieli, być może zapatrzyli się zbytnio w styl Jesúsa Gila, legendarnego dawniej prezesa Atletico Madryt, który delikatnie pisząc niezbyt przywiązywał się do nazwisk trenerów. Tyle tylko, że zespół z Małopolski z madryckim Atletico zbyt wiele wspólnego nie ma i nigdy mieć nie będzie, a dość ekstrawaganckie pomysły ze zmianami szkoleniowca co kilka kolejek jak na razie nie skutkują. Bruk-Bet okupuje przedostatnie miejsce w ligowej tabeli i jest jedną z drużyn, które w kontekście walki o utrzymanie mają już nóż na gardle.
 
W ostatniej kolejce małopolskie „Słonie” przegrały u siebie w słabym stylu 1:2 z Wisłą Płock. Kilka dni wcześniej przy okazji meczu z Lechią w Gdańsku także powinny zejść z murawy pokonane, ale punkt sprezentował im sędzia Tomasz Kwiatkowski, zaliczając bramkę strzeloną z pozycji spalonej. Nie jest też żadną tajemnicą, że drużyną z Niecieczy w ostatnich tygodniach targały wewnętrzne konflikty. Bruk-Bet, choć ma w składzie kilku uznanych na polskich boiskach piłkarzy, jak Jan Mucha, Szymon Pawłowski, czy Roman Gergel, prezentuje nawet jak na polskie warunki wyjątkowo toporną, prymitywną grę i jest obecnie jednym z głównych kandydatów do opuszczenia szeregów ekstraklasy.
 
Jednak w obliczu tego, co pokazuje ostatnio na boisku Arka, nawet przy okazji starcia u siebie z tak słabym i będącym w kryzysie rywalem kibice żółto-niebieskich nie mają prawa dopisywać swojej drużynie z urzędu trzech punktów w tabeli. Fakty bowiem są takie, że gra gdynian wygląda równie żałośnie, szczególnie, jeśli przeanalizujemy poczynania gdynian w ofensywie. Można było przewidywać, że skomasowana obrona i liczenie na zdobywanie goli jedynie po stałych fragmentach gry, dośrodkowaniach i wrzutach z autów, kiedyś może przestać działać. Tak się właśnie ostatnio stało i Arka przestała punktować na zadowalającym poziomie. Co gorsza, okazało się, że taka taktyka jest mieczem obosiecznym, bowiem w ostatnim spotkaniu właśnie takimi, prymitywnymi metodami potrafiła skarcić żółto-niebieskich Cracovia.
 
Trener Leszek Ojrzyński jest w trudnej sytuacji, bo dotychczas nie miał w zasadzie żadnych możliwości prowadzenia normalnych treningów na naturalnej murawie. Ćwiczenia na sztucznej nawierzchni zgodnie z jego przewidywaniami spowodowały też szpital w drużynie. Do kontuzjowanych już wcześniej Adama Dancha, Yannicka Sambei i Marcusa da Silvy dołączali kolejno Rafał Siemaszko, Luka Zarandia i Antoni Łukasiewicz. Na szczęście sytuacja kadrowa się poprawia. Oprócz Dancha i Łukasiewicza pozostali zawodnicy wracają do zdrowia. Dodatkowo pozyskano nowych graczy, czyli Krzysztofa Janusa, Macieja Jankowskiego i potwierdzonego ostatnio do gry Achilleasa Poungourasa, środkowego obrońcę, wypożyczonego z PAOK Saloniki.
 
To wszystko sprawia, że kibice mają prawo z iskierką nadziei spojrzeć na najbliższą przyszłość. Aby jednak poprawić humory w żółto-niebieskiej ekipie i zacząć zwyciężać, zdecydowanie trzeba poprawić styl gry i skuteczność w ofensywie. Arka w ostatnich meczach zdecydowanie za rzadko nękała bramkarzy rywali, a nawet, jak jej zawodnicy znajdowali się w polu karnym przeciwników, to doskonałe okazje marnowali m.in. Luka Zarandia, Mateusz Szwoch i przede wszystkim Ruben Jurado.
 
- Jak na pięć meczów sytuacji mieliśmy za mało - przyznaje uczciwie Leszek Ojrzyński.
 
- Zastanawiamy się nad zmianami w grze ofensywnej. Jakieś korekty z pewnością nastąpią. Wszystko to jest jednak uzależnione od zawodników. Można grać dwoma napastnikami, ale w kadrze musisz mieć ich tylu zdrowych. Tak nie było, teraz już jest. Zobaczymy też, jak będzie wyglądała murawa stadionu miejskiego, bo od tego również zależą możliwości gry w ofensywie.

Szymon Szadurski









Poprzedni Następny

Mapa Strony