TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

06.05.2017

Przez Puchar Polski do ligi?

Jak krótka jest droga z bohatera do zera, brutalnie niejednokrotnie pokazuje życie. Bramkarz Arki Pavels Steinbors zaprzeczył tej teorii i pokazał, jak z wyśmiewanego zawodnika można stać się gladiatorem finału Pucharu Polski. Czy dostanie teraz szansę od trenera w lidze?

 

Rewanżowe spotkanie półfinału tychże rozgrywek. Arka Gdynia – Wigry Suwałki. Formalność. Nic przecież nie może się stać, bo trzybramkowa przewaga przywieziona z polskiego bieguna zimna to coś, co mało kto zaprzepaści. Ale na telebimie w Gdyni widnieje wynik 2:3. Chwilę później pada kolejny gol dla przyjezdnych – gol, którego łotewski bramkarz Arki nie zapomni zapewne do końca życia.

 

Przez to robi się gorąco. Suwałszczanom wystarczy bowiem już tylko jedno trafienie, by sprawić nie tylko sensację XXI wieku piłkarskiej Polski, ale i upokorzyć zespół, który miał tak wyraźną zaliczkę. W głowie Łotysza kołatają się zapewne najgorsze myśli. Nie dość, że w ekstraklasie jest tylko bramkarzem numer dwa, to może mieć znaczny, niechlubny udział w zaprzepaszczeniu życiowej szansy Arki. Na szczęście dla niego wszystko kończy się dobrze – to gdynianie jadą na PGE Narodowy.

 

Steinbors po tym spotkaniu niemiłosiernie był krytykowany – słusznie dodajmy. Ten mecz wybitnie mu nie wyszedł, był winny nie tylko wspomnianej bramki, ale i poprzedniej. Ostatnia jednak mocno zapisała się w głowach kibiców. Można było przypuszczać, że również w głowie samego zainteresowanego i trudno będzie o wyczyszczenie się przed finałem.

 

A jednak.

Postawienie na niego w decydującym o trofeum meczu z Lechem było z jednej strony kontynuacją pucharowego dzieła Grzegorza Nicińskiego. Były trener Arki wybierał bowiem Steinborsa w każdym meczu tych rozgrywek. Konsekwentnie czynił więc jego następca, Leszek Ojrzyński. Z drugiej strony nowy szkoleniowiec nie miał wielkiego wyboru. Kontuzjowany w minionych tygodniach był przecież Konrad Jałocha, stąd nie był gotowy na finał.

 

Łotysz stanął więc między słupkami i... prawdopodobnie zagrał mecz życia. Zaczęło się po upływie kwadransa, kiedy wybronił wydaje się niemożliwy do skutecznej interwencji strzał lechitów – potem trzymał poziom. Tego popołudnia Steinbors był jednym z mocniejszych punktów Arki. Z pewnością gdyby nie miał dnia konia, do dogrywki w ogóle by nie doszło, a puchar wznosiłby Lech. Zapomniał, co go spotkało jeszcze chwilę temu, jak chowano twarze w dłoniach ze wstydu po jego półfinałowej interwencji. Nic sobie z tego nie zrobił, czyniąc siebie jednym z bohaterów finału.

 

Jakie to będzie miało przełożenie na przyszłość? Prawdopodobnie Steinbors stanie między słupkami przy Kałuży w Krakowie. Głównie dlatego, że Jałocha wciąż nie trenuje w pełnym wymiarze czasowym, zatem trudno przypuszczać, by był do dyspozycji na poniedziałkowe starcie z Cracovią (godz. 18). Przed Łotyszem zatem niebywała okazja. Finał Pucharu Polski pokazał, że warto dać mu szansę w decydującym momencie sezonu i wykorzystać jego dobrą formę, pięć minut. Okazać się to może teraz najlepszym z wyborów. Nawet jeśli gotowy będzie jego rywal w bramce, Konrad Jałocha.

 

Dawid Kowalski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony