TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan

Aktualności

img

08.04.2016

Yannick Sambea wraca na stare śmieci.

W piątek (godz. 18) Arka zagra swój kolejny mecz ligowy. Mimo, że jedzie do Legnicy na mecz z Miedzią, z którą na jej terenie gdynianom nie idzie najlepiej, to okoliczności mocno się już zmieniły. Dzisiaj należy raczej zapytać, czy ktokolwiek będzie w stanie żółto-niebieskich zatrzymać? Drużynie ma pomóc były piłkarz Miedzi, którego trener Ryszard Tarasiewicz odstawił na boczny tor, a więc Yannick Sambea Kakoko.
 

Po pobiciu rekordu dziewięciu meczów bez porażki w I lidze od momentu ostatniego spadku do niej z ekstraklasy, Arka walczy o wyśrubowanie tej serii. Już wskoczyła na tory "dwucyfrówki", bowiem ostatnie zwycięstwo nad Pogonią Siedlce (3:0), było dziesiątym z kolei meczem bez przegranej.

Spotkanie w Legnicy do zwyczajnych należeć nie będzie. A to z kilku względów. Wystarczy wspomnieć, że gdynianie nie za bardzo chyba trawią legnicką ziemię. W czterech ostatnich meczach na terenie Miedzi trzy razy gdynianie remisowali, raz przegrali. Pamiętny jest rezultat 4:4, który kryje w sobie dodatkowy smaczek.

 

 

Otóż, mecz ten został rozegrany w końcówce sierpnia 2014 roku, lecz gdy spojrzymy na skład żółto-niebieskich, dostrzeżemy jedną istotną kwestię. W 18-stce meczowej na to spotkanie było aż dziesięciu obecnych graczy Arki. Pokazuje to, że mimo upływu ponad półtora roku, kadra zespołu nie uległa wielkim zmianom. Trzon pozostał, którego zgranie dzisiaj w pełni procentuje. Spójrzmy: Antoni Łukasiewicz, Krzysztof Sobieraj, Alan Fialho, Michał Nalepa, Michał Marcjanik, Marcin Warcholak, Marcus da Silva, Paweł Abbott, Paweł Wojowski i Jakub Miszczuk. Ośmiu z nich dzisiaj regularnie gra w żółto-niebieskiej koszulce i każdy z tej ósemki może sobie zapisać wiele pozytywnej roboty wykonanej dla drużyny.

Z Arką do Legnicy pojechał... były piłkarz Miedzi, Yannick Sambea Kakoko. Kongijczyk z niemieckim paszportem nie mieścił się w kadrze drużyny trenera Ryszarda Tarasiewicza i zimą dostał zielone światło. Skorzystała na tym Arka i szybko okazało się, że pozyskanie środkowego pomocnika było strzałem w dziesiątkę.

- Nie jest to dla mnie jakiś specjalnie wyjątkowy mecz. Nie traktuję go w innych kategoriach. Cieszę się ogromnie, że zobaczę swoich kolegów - Adriana Cierpkę, czy Dominika Budzyńskiego. Ale ten mecz jest tak samo ważny, jak każdy inny. Nie odbieram go osobiście - wyjaśnia jednak Yannick.

 

- Nie mam żadnego żalu, ani nie tłumię w sobie złości do trenera Tarasiewicza. Co było, to było. Ja gram, trener wybiera. Tak też było w Miedzi. Trener Tarasiewicz na mnie nie stawiał i to była jego decyzja. Co było w Miedzi, dla mnie teraz nie ma większego znaczenia. Obecnie jestem w Arce i wyszło mi to na dobre. Nic, tylko się cieszyć - dodaje.

Jak wspomnieliśmy, forma Yannicka jest wręcz imponująca. Zostawia mnóstwo serca i zaangażowania na boisku, wygrywa sporo pojedynków w środku pola i szybko wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce - zasłużenie, dodajmy. Wszystko dodatkowo spowodowane było nieco słabszą dyspozycją Michała Nalepy, w którego to miejsce wskoczył właśnie Niemiec.

- Mamy znakomite relacje z Michałem [Nalepą] i ogromny szacunek do siebie. Piłka nożna jest naszą pasją, robimy to, co kochamy, staramy się, jak tylko możemy na treningach, ale koniec końców to nie my decydujemy, kto gra. To należy do trenera, dlatego nie ma takiej szansy, żeby negatywnie wpłynęło na nasze relacje. Dla mnie Michał to człowiek z super charakterem, taki naprawdę mały wariat, świetny kolega. Każdemu takiego życzę - zakończył Sambea Kakoko.

 

Dawid Kowalski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony