TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
chignahuapan
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
gdyniasport

Aktualności

img

17.01.2013

Rafał Grzelak całe życie grał na lewej stronie. W Arce Gdynia ma być inaczej.

- Chcę go spróbować na prawej pomocy, gdzie mamy wakat. Rafał to doświadczony piłkarz, z jego prawą nogą wcale nie jest tak źle - mówi trener Paweł Sikora. - Czy sobie poradzę? Spokojnie - odpowiada piłkarz.
 
Grzelak pojawił się w Gdyni w ubiegłym tygodniu. W sobotę zagrał w sparingu zorganizowanym dla testowanych zawodników, których trener Paweł Sikora sprawdził na tle III-ligowych rezerw klubu. Grzelak wypadł obiecująco, a sztab szkoleniowy zaproponował mu dalsze testy, już z pierwszą drużyną.

- Na razie o ewentualnym kontrakcie nikt ze mną nie rozmawiał - mówi w rozmowie z trójmiasto.sport.pl były mistrz Europy do lat 18 z 2001 r. - Do Arki mogłem trafić już pół roku temu. Latem zadzwonił do mnie pan Michał Globisz. Akurat skończył mi się kontrakt z Ruchem Chorzów, byłem do wzięcia od zaraz. Weto postawił jednak trener Nemec, który uznał, że na mojej pozycji ma dwóch zawodników i mnie nie potrzebuje.

Ostatnim klubem Grzelaka, który w czerwcu skończy 31 lat, był Ruch. Jak wspomina jednak sam piłkarz, do Chorzowa trafił już w trakcie przygotowań i nie zdążył przekonać do siebie trenera Waldemara Fornalika. Po sezonie, gdy wygasł mu kontrakt, trenował w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Łodzi, później trafił na testy do Sandecji Nowy Sącz.

- Nie dogadaliśmy się w sprawach finansowych. I tyle. Teraz najważniejsza sprawa dla mnie to regularna gra, bo uważam, że stać mnie jeszcze na występy nawet w ekstraklasie. Arka to fajny klub, gdzie można się pokazać. Ale podchodzę do tego spokojnie. Chcę przekonać do siebie trenera Sikorę już w sobotnim sparingu z Polonią Warszawa, choć oficjalnie nikt nie powiedział mi, że to moje "być albo nie być" w Gdyni - mówi Grzelak, który niemal całą karierę spędził na lewym skrzydle. Gdy zapytaliśmy trenera Sikorę, po co mu czwarty lewy pomocnik w kadrze (po Marcinie Radzewiczu, Piotrze Tomasiku i Dariuszu Formelli), szkoleniowiec Arki przyznał, że widzi Grzelaka na innej pozycji.

- Chcę go spróbować na prawej pomocy, gdzie mamy wakat - przyznaje Sikora. - Rafał to doświadczony piłkarz, z jego prawą nogą wcale nie jest tak źle. Wiele drużyn korzysta z piłkarzy, którzy na prawym skrzydle mają lepszą lewą nogę i odwrotnie - na lewej stronie potrafią zejść do środka i uderzyć prawą. Zobaczymy w sobotę, jak to będzie funkcjonować.

Sam piłkarz nie ma nic przeciwko koncepcji Sikory. - Poradzę sobie. Co prawda w poprzednich klubach rzadko ruszałem się z nominalnej pozycji, ale teraz priorytetem jest dla mnie powrót na boisko i udowodnienie niektórym ludziom, którzy postawili już na mnie krzyżyk, że się mylili - podkreśla Grzelak. Arka byłaby dla niego... 13. klubem w karierze. - Rzeczywiście, sporo ich było, ale nie ma co gadać o przyczynach takiego stanu rzeczy. Powodów było dużo, ale to przeszłość. Nie chcę do tego wracać. Teraz chcę solidnie przepracować okres przygotowawczy i wiosną wyjść na boisko. Jest w Arce kilku chłopaków, których znam z boisk z ekstraklasy. Myślę, że możemy zrobić w Gdyni fajny wynik.

Ostatnim klubem, w którym Grzelak był pierwszoplanowym zawodnikiem, było greckie AO Xanthi. Problem w tym, że było to cztery lata temu, w sezonie 2008/2009.

- Transfer do Steauay Bukareszt był wymuszony ówczesną sytuacją finansową Greków. Prezes prosił mnie wówczas, żebym przyjął propozycję z Rumunii, bo kwota, jaką za mnie mieli dostać, pokryłaby zadłużenie wobec zawodników. A dla mnie transfer był też awansem sportowym, bo z przeciętnego klubu greckiego szedłem do zespołu, który co rok walczy o mistrzostwo kraju i grę w Lidze Mistrzów - wspomina Grzelak, który w ekstraklasie rozegrał w sumie prawie 140 meczów, w których strzelił osiem bramek.

Dziś o wielkim klubie na razie nie myśli, a rzeczywistość zmusiła go do testów w 9. drużynie I ligi. - Takie życie piłkarza. Znam swoją wartość i jeszcze pokażę, że potrafię grać w piłkę - zapowiada.
 
Maciej Korolczuk 







Poprzedni Następny

Mapa Strony