Arka utrzymała status niepokonanej drużyny na własnym stadionie w 2025 roku i pokonała lidera PKO BP Ekstraklasy Wisłę Płock 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Edu Espiau na początku drugiej odsłony spotkania. Dzięki wygranej podopieczni trenera Dawida Szwargi przerwę reprezentacyjną spędzą w środkowej części ligowej tabeli.
Sędzia: Paweł Malec (Łódź) VAR: Piotr Urban (Warszawa)
Widzów:10 862
Po zwycięstwie nad Pogonią Arka udała się w dwie delegacje. Niestety z obu wróciła z zerową zdobyczą punktową, więc mecz na swoim stadionie znów urósł do rangi o podwyższonym znaczeniu. Napisać, że nie ma łatwych meczów w Ekstraklasie to truizm, ale gdy na Olimpijską przyjeżdża lider tabeli, to skala trudności dodatkowo wzrasta. Tak właśnie było w piątek, choć trzeba przyznać, że ten lider to największa niespodzianka aktualnych rozgrywek.
Wisła Płock wystartowała znakomicie i w sześciu meczach nie zaznała jeszcze goryczy porażki. Na koncie ma wygrane m.in. z Legią i Rakowem, więc trudno tu mówić o przypadku. Warto było jednak pamiętać, że Arka w tym roku na swoim stadionie jeszcze nie przegrała, a ostatnio z tym rywalem radziła sobie tutaj całkiem przyzwoicie, więc były podstawy do optymizmu.
Trener Szwarga zmaga się z problemami na lewej obronie, gdzie z kontuzjami zmagają się Gojny i Abramowicz, więc wydawało się, że to może być pewien problem, ale szybko okazało się, że nic z tych rzeczy. Szkoleniowiec Arki zdecydował się zagrać w tym meczu trójką obrońców, złożoną z Hermoso, Marcjanika i Celestine’a. Arkowcy musieli sobie za to radzić bez Kamila Jakubczyka, który szybko uzbierał cztery „żółtka” i tego dnia musiał usiąść na trybunach.
Przez pierwszych 10 minut to Arka była zespołem utrzymującym się przy piłce, jednak nie znalazła sposobu, aby wykreować jakąś sytuację w polu karnym przyjezdnych. Po tym czasie Wisła przeniosła grę pod naszą bramkę i zdołała przekuć to na dwa niecelne strzały z dystansu Edmundssona i Nesticia oraz kilka dobrze wybronionych przez Arkę rzutów rożnych. Był to jednak sygnał, że goście przejęli inicjatywę.
Arka z lekkiego letargu wybudziła się w 19 minucie, gdy Sidibe odebrał piłkę w środku pola i od razu uruchomił Kocyłę. Ten, po dobiegnięciu do 18 metra, oddał strzał po ziemi, ale nie zaskoczył nim Leszczyńskiego. W 24 minucie Wisła zaskoczyła gdynian rozegraniem rzutu wolnego, po którym piłka dotarła do wbiegającego w szesnastkę z prawej strony Sekulskiego. Snajper z Płocka oddał strzał z powietrza, ale Weglarz kapitalnie odbił piłkę, która spadła na głowę Kamińskiego, a ten trafił w słupek. Z kolejną dobitką pośpieszył Sangre, ale i to zagranie nie trafiło do bramki, lecz w nogi naszych obrońców!
W 37 minucie to gospodarze byli bliscy objęcia prowadzenia. Dobra akcję na lewej stronie boiska przeprowadził Oliveira, a zagrana przez niego piłka wzdłuż piątego metra nieznacznie ominęła Espiau, ale też obrońców Wisły i zabrakło tylko zamknięcia tej sytuacji przy dalszym słupku. Minutę później ponownie z dobrej strony pokazał się Szwajcar, który minął rywala przed polem karnym i uderzył po ziemi z 17 metrów, ale tuż obok słupka.
W 42 minucie Kerk skorzystał z odrobiny wolnej przestrzeni i od razu dokładnie zacentrował w pole karne na głowę Espiau. Hiszpan poszukał strzałem dalszego słupka i pomylił się zaledwie o kilka centymetrów! W doliczonym czasie niewiele zabrakło, a ucieszyłaby się Wisła – Kamiński skorzystał z błędu Kocyły i mając trochę miejsca w polu karnym oddał strzał lewą nogą w kierunku dalszego słupka. Na szczęście w tym miejscu odnalazł się Hermoso, który nie pozwolił wpaść piłce do naszej bramki.
Do przerwy mieliśmy wynik bezbramkowy i trzeba było ocenić ten remis jako sprawiedliwy. Widać było dużą pewność siebie w zespole gości, a z kolei u podopiecznych trenera Szwargi zupełnie niepotrzebną nerwowość, choć dość zrozumiałą z perspektywy ostatnich wyników.
Druga połowa mogła się zacząć w najgorszy możliwy dla Arki sposób. Dośrodkowanie z lewej strony boiska zostało strącone przez naszych obrońców spadło pod nogi Djalo na 6 metrze, a ten posłał piłkę pod dach stadionu!
Arka odpowiedziała w najlepszy sposób. Kerk odebrał piłkę pod linią boczną na wysokości pola karnego Wisły i od razu podał do Navvarro. Ten dostrzegł w polu karnym Espiau, a nasz napastnik, mimo obecności Sangre, oddał strzał przy słupku i Leszczyński był bezradny!
W 54 minucie przypomniał o sobie Sekulski, który zabrał się z piłką i oddał strzał z 18 metrów po ziemi, ale w środek bramki, a przy nieznacznym rykoszecie miał pewne problemy Węglarz z interwencją. Dziesięć minut później dalekie zagranie Navarro dotarło do Espiau, który od razu wyłożył piłkę na strzał Oliveirze – Szwajcar skrzętnie z tego skorzystał, ale trafił wprost w Sangre.
W 67 minucie piłka wrzucona z autu w pole karne Wisły minęła kilku piłkarzy, aż w końcu chciał jej sięgnąć Espiau. Hiszpan złożył się do przewrotki, lecz nie trafił czysto w futbolówkę. Sześć minut później zagotowało się pod naszą bramką, bo piłka posłana w jej okolice padła łupem Salvadora, a gdy ten chciał posłać ją w kierunku dalszego słupka, na linii bramkowej interweniował Marcjanik. Do uderzenia wybitej piłki złożył się przewrotką Niarchos i piłka o centymetry minęła okienko naszej bramki!
W 77 minucie Arka miała rzut wolny z odległości ok. 25 metrów na wprost bramki Leszczyńskiego. Niestety uderzenie Navarro okazało się znacząco niecelne. Po dwóch minutach gra przeniosła się pod pole karne Arki, a tam chybiony strzał zza linii szesnastki oddał Jimenez.
W 84 minucie trybuny przy Olimpijskiej eksplodowały po raz drugi, bo piłkę do bramki przyjezdnych wpakował Hermoso. Niestety szybko entuzjazm trzeba było zgasić, bo Hiszpan przy dośrodkowaniu Navarro z rzutu wolnego był za linią obrońców, więc gol nie mógł być uznany.
Wisła coraz bardziej ryzykowała, angażując większą liczbę zawodników do gry pod naszym polem karnym i posyłając coraz częściej tam futbolówkę. Arka próbowała korzystać z tego poprzez wyprowadzenie kontrataków. W 89 minucie taką akcję zainicjował Percan, który świetnie obsłużył podaniem Vitalucciego, a ten mógł pokusić się o drugiego gola, lecz oddał strzał w zasięgu rak Leszczyńskiego…
Chwilę później Pacheco bardzo niewiele się pomylił, oddając strzał z 20 metrów, a to zapowiadało 5 bardzo gorących doliczonych minut. I rzeczywiście, nerwów nie brakowało, bo płocczanie za wszelką cenę chcieli odbierać piłkę Arkowcom i posyłać ją w szesnastkę, a nie przebierali przy tym w środkach. Gdynianie jednak nie pozwolili im na wiele i utrzymali korzystny rezultat do końcowego gwizdka!
To był bardzo wymagający rywal i trudny mecz dla gospodarzy, ale pomysł trenera Szwargi na ogranie lidera PKO BP Ekstraklasy okazał się skuteczny. Przeprowadzone zmiany odniosły spodziewany skutek, zespół wykreował większą ilość sytuacji pod bramką rywala, utrzymując jednocześnie wysoki poziom gry defensywnej. Nagroda najlepsza z możliwych – zwycięstwo!
Arkadiusz Skubek


| Bramki | 1 | 0 |
| Gole oczekiwane | 0,78 | 1,36 |
| Strzały | 8 | 18 |
| Celne | 2 | 4 |
| Posiadanie piłki | 51 | 49 |
| Spalone | 1 | 1 |
| Rzuty rożne | 0 | 5 |
| Faule | 12 | 9 |
| Podania | 462 | 451 |
| Celne podania | 79% | 78% |
| Dystans | 113,77 | 109,45 |
| Żółte kartki | 1 | 2 |
| Czerwone kartki | 0 | 0 |

[z uwagi na duży rozmiar pliku, zapraszamy na www.arka.gdynia.pl w celu obejrzenia materiału video]
GALERIA NR 1
GALERIA NR 2
GALERIA NR 3
GALERIA NR 4




