- Mam dużo pretensji do swoich zawodników. Zwłaszcza za pierwszą połowę, w której zagraliśmy słabo. Brakowało nam jakości, szczególnie w środku pola. Druga połowa połowa była już lepsza w naszym wykonaniu.
Nie przegraliśmy jednak dlatego, że graliśmy słabo. Muszę to powiedzieć, bo mam takie odczucia, że gdyby nie sędzia, to byśmy tego meczu nie przegrali. Nie wiem, czy była "jedenastka" dla Arki, ale przed rzutem karnym dla Arki był ewidentny faul na naszym zawodniku. Sędzia to puścił i potem odgwizdał karnego. Mam też pretensje o dwie sytuacje z drugiej połowy - faul na Małeckim, a także strzał Karbowego, bo z mojej perspektywy wyglądało tak, że zawodnik Arki zablokował to uderzenie ręką. Była jeszcze sytuacja w pierwszej połowie, gdy było wejście od tyłu zawodnika Arki, a miał on już chyba żółtą kartkę.
Byłem spokojny do 30 minuty, ale każdy ma swoje granice. Później byłem już bardzo zdenerwowany, a jedyna reakcja ze strony sędziów to ostrzeżenie, że zaraz zostanę odesłany na trybuny. Mi się to nie podoba i powiedziałem sobie, że będę o tym mówił.
Ja też reaguję czasem impulsywnie na wydarzenia na boisku. To jest dla mnie normalne. Mogę się nie zgadzać z sędzią, ale jak zobaczę, że się pomyliłem, to się do tego przyznam. Jednak nie mam zamiaru milczeć w sytuacjach, gdy moim zdaniem zostaliśmy ewidentnie skrzywdzeni.
Ireneusz Mamrot (Arka Gdynia):