- Myślę, że wszyscy widzieli, że był to bardzo trudny mecz dla nas. Długo wchodziliśmy w swój rytm. Lepsze było bez wątpienia ostatnie 15‑20 min. pierwszej części gry, wcześniej grało nam się niełatwo. Stworzyliśmy sobie dwie sytuacje, lecz naszemu przeciwnikowi również się to udało. Kluczowym momentem była bramka do szatni.
Druga połowa wcale nie była łatwiejsza. Widać było, ile trzeba było zostawić na boisku zdrowia i zaangażowania. Sprawę dodatkowo utrudniła nam czerwona kartka, choć chciałbym podkreślić, była ona zasłużona - była wcześniej żółta, potem doszedł faul. Trudno, żebym miał pretensje do sędziego. Mogliśmy uniknąć tej kartki. Ważne było to, że odpowiadaliśmy rywalowi po straconych golach. Uważam, że dziś mój zespół wygrał charakterem. Nie zawsze będziemy mogli w pełni kontrolować przebieg spotkania.
Nasz dzisiejszy przeciwnik pokazał dziś na boisku, czemu wcześniej przegrał tylko jedno spotkanie na wyjeździe. Zaprezentował w Gdyni dużą determinację oraz pokazał dobrą organizację gry. Taki mecz, wygrany w trudny sposób, był nam potrzebny. Wiemy, że popełniamy błędy, i wiemy, co czeka nas w kolejnych meczach. Dzisiaj spotkaliśmy się z zespołem, który jest zaprawiony w pierwszoligowych bojach. To było widać. Musieliśmy zostawić na boisku dużo zdrowia. Duży szacunek dla zespołu, ponieważ potrafił strzelić zwycięskiego gola, grając jednego zawodnika mniej.
Nie jest łatwo, kiedy tracisz zawodnika i po chwili jeszcze tracisz gola. To bardzo trudny moment dla drużyny. Dziś potrafiliśmy na to odpowiedzieć. To dodatkowo buduje zespół. Trzeba zawsze pamiętać, że można wygrać w trudnej sytuacji, zwłaszcza że tego typu momentów na pewno nie będzie brakowało. One zdarzają się często.
Po czerwonej kartce nie ma czasu na szczegółowe analizowanie. Muszę od razu korygować ustawienie zespołu. Zareagować na kartkę taktycznie. To jest moja rola. Tu była o tyle "lepsza" sytuacja, że chodziło o ofensywnego pomocnika. Gdy chodzi o zawodnika z innych pozycji, trzeba robić zmiany, aby korygować ustawienie. Tu musieliśmy zagęścić defensywę i nieco się cofnąć. Dodatkowo później wprowadziliśmy zmienników. W końcówce mogliśmy dać odpocząć "Młynkowi", bo bardzo się dziś napracował. Nie chciałem jednak wpuszczać Patryka Soboczyńskiego w tak trudnym momencie. Mogliśmy zrobić jeszcze jedną lub dwie zmiany, wpuścić na bok wysokiego pomocnika. Liczyły się warunki fizyczne, co było widać przy dośrodkowaniach. Miałem to z tyłu głowy, że trzeba tam mocno napracować się fizycznie.
notował: MU