
27 grudnia 2018
Najważniejsze, żeby piłkarze rozumieli, że codzienną pracą muszą zasłużyć na szacunek kibiców
Dziesiąta pozycja w tabeli, więcej niż zwycięstw - odnotowanych remisów i porażek. Druga część 2018 roku to dla Arki także pożegnanie z Pucharem Polski, pierwsza zaś - drugi z rzędu finał na Stadionie Narodowym. - Oczekuję, że kolejny rok będzie lepszy, ale nie obrażając Boga, trzeba mu za ten ubiegły podziękować - mówił w rozmowie z Radiem Gdańsk trener Zbigniew Smółka.
Rok 2018 w wykonaniu Arki Gdynia to dwaj trenerzy, a także dwa osobne pasma sukcesów i porażek. Wiosna Leszka Ojrzyńskiego przyniosła kolejny finał Pucharu Polski oraz zdobyty Superpuchar, jednak obfitowała w porażki ligowe, które w samodzielnej tabeli styczeń-maj dałyby Arce ostatnią pozycję. Jesień Zbigniewa Smółki to poprawa występów w Ekstraklasie, sprowadzeni do Gdyni bramkostrzelni Michał Janota i Maciej Jankowski (9 i 7 goli), ale i koniec pucharowej przygody jeszcze przed przerwą zimową.
"BĘDZIEMY TEN ROK MIŁO WSPOMINAĆ"
- Uważam, że ten rok nie był zły, że był okraszony sukcesami, że ten rok będziemy miło wspominać - powiedział do mikrofonu Radia Gdańsk trener żółto-niebieskich, rozpoczynając swoją refleksję na temat dobiegających końca ostatnich dwunastu miesięcy.
- Na pewno to zasługa mojego poprzednika, finał Pucharu Polski na Narodowym - kontynuował.
- My również chcieliśmy grać o marzenia, ale jednostka i pech w losowaniu spowodował, że tak szybko odpadliśmy z tegorocznego pucharu - dodał, zwracając uwagę na to, że Jagiellonia zasłużenie awansowała do kolejnej rundy pucharowych rozgrywek.
ZMIANA STYLU, TRUDNY POCZĄTEK I ZADOWALAJĄCY KONIEC
Trener jasno podkreślił, jaki był główny, postawiony przed nim wymóg, gdy w czerwcu oficjalnie meldował się na pokładzie Arki. Nie od dziś wiadomo, że długo broniony przez kibiców i dziennikarzy Leszek Ojrzyński nie wybronił się przed zwolnieniem przede wszystkim w jednej kwestii.
- Gdy przychodziłem do Arki, mieliśmy z zarządem określone, spójne zadania i cele. Ten styl miał być inny - mówił Smółka.
Nie od samego początku Smółka się wspomnianą pracą bronił, ale jak sam przyznaje, przewidział taki bieg wydarzeń.
- Mówiłem, że początek będzie trudny, te 8 pierwszych kolejek było naprawdę ciężkich. Później bywało różnie, ale jednak z tych ostatnich 11 spotkań jestem mimo wszystko zadowolony - słyszymy.
BILANS 2018
Choć w oczach sympatyków Arki do sytuacji idealnej zapewne sporo jeszcze brakuje, gra zespołu faktycznie uległa zmianie i coraz większa liczba spotkań może się podobać. Zadowolenia nie ukrywa również debiutujący w 2018 roku w Ekstraklasie szkoleniowiec.
- Grało wielu zawodników z drużyny poprzedniej, wielu zawodników również od nas odeszło, była bardzo duża przebudowa. Uważam, że duża część trafionych transferów, wielu zawodników udało mi się podnieść i robią progres. Udało mi się też odkryć i wprowadzić do pierwszej drużyny bardzo młodego chłopaka - wylicza Smółka, podsumowując dobiegający końca rok i akcentując ekstraklasowy debiut 17-letniego Mateusza Młyńskiego.
- Jako człowiek głodny i ambitny oczekuję, że kolejny rok będzie lepszy, ale nie obrażając Boga trzeba mu za ten ubiegły podziękować. Najważniejsze, żeby w drużynie było więcej zdrowia, żeby piłkarze rozumieli, że swoją codzienną pracą muszą zasłużyć na szacunek kibiców - podkreślił trener.
"MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE ZAWIODĘ"
W styczniu trener i zespół otworzą wspólnie nowy rozdział, co sprzyja zmianom, a także stawianiu nowych, ale i kontynuacji dotychczasowych celów.
- Mam nadzieję, że nie zawiodę. Mam nadzieję, że dalej będziemy podążać tą drogą, żeby kibic chciał przychodzić i oglądać dobrze grającą drużynę - liczy po cichu szkoleniowiec żółto-niebieskich.
- Ale przede wszystkim życzę sobie w tym kolejnym roku, szczególnie na jego początku, żebyśmy nie musieli nerwowo i ciężko oddychać w żadnej sytuacji, i żeby ten pierwszy krok na ten sezon, czyli utrzymanie, zapewnić sobie w miarę wcześnie - zaznaczył.
Czy po cichu również liczył, że jeszcze przed przerwą zimową uda się zamknąć górną, a nie zajmować pozycję w górnych rejonach dolnej ósemki tabeli Ekstraklasy?
- Nad tym się w ogóle nie zastanawiałem. Mnie interesuje, żeby być w pierwszej ósemce po 30 spotkaniach. Na którym miejscu spędzę zimę to jest nieistotne. Będzie się liczyło to, co po 30. kolejce i dalej wierzę, że możemy o nią zawalczyć - podkreślił.
EGZOTYCZNE ŚWIĘTA
Podsumowując, praca wre, a jej wznowienie po świątecznej przerwie zaplanowano w Gdyni na 8 stycznia. Wcześniej jednak, oczywiście, zasłużony odpoczynek.
- Szykuję się już na święta z najbliższymi i na jakieś wakacje, bo nie miałem ich przechodząc z klubu do klubu - zdradził trener.
- Nie miałem jeszcze żadnego dnia na plaży w tym roku i tak sobie wymarzyliśmy z żoną, że kilka dni na tej plaży spędzimy, gdzieś w ciepłych krajach, i odetniemy się na święta. Ja już też jestem tą rundą bardzo zmęczony - dodał.
KARPIA NIE LUBI, ALE ŚLEDZIKIEM NIE POGARDZI
W świątecznym już klimacie pytamy zatem, czy podczas celebrowania świąt w egzotycznych stronach trener nie zatęskni za najprawdopodobniej najbardziej tradycyjną ze świątecznych polskich potraw - karpiem. Nic z tych rzeczy.
- Ja bardzo lubię karpia, ale tylko na wigilię. Jak my wszyscy Polacy, każdy u nas pyta: "Ależ ten karp jest pyszny! Dlaczego nie robimy go pięćdziesiąt razy w roku, jedynie na wigilię?" Tak naprawdę wolę chociażby śledzie od karpia, w wielu wydaniach - żartuje.
- Na naszej klubowej wigilii było kilka rodzajów śledzi na przystawkę, wszystkie wyśmienite, pyszne. Obok podjadłem jeszcze kilka fizjoterapeucie, bo mi troszeczkę brakło - dodaje z uśmiechem trener.
A po śledziku? Powrót do pracy i - między innymi - skok na wagę. Zbigniew Smółka podchodzi do tematu bardzo spokojnie.
- Jesteśmy dorośli. Jesteśmy mężczyznami i profesjonalistami, każdy ma limit wagowy i jestem przekonany, że nikt z drużyny go nie przekroczy. Widzę, jak moi piłkarze do tego podchodzą - podsumował.
Pierwszy mecz Arki po przerwie zimowej odbędzie się 10 lutego o 15:30 w Gdyni, a jej przeciwnikiem będzie Korona Kielce.
Anita Kobylińska