TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan


Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
gdyniasport
gdyniasport
bo2020

Aktualności

img

18.08.2011

Piłkarze Arki przepraszają kibiców. (Przegląd Sportowy)

Arka Gdynia osiadła na dnie pierwszoligowej tabeli. Zawodnicy przyznają, że wstydzą się za siebie. Arka miała walczyć o powrót do ekstraklasy. Jednak dwa zdobyte punkty w czterech meczach i dwie porażki z rzędu zepchnęły drużynę na ostatnie miejsce.
 
 – Zdecydowałem się przeprosić kibiców z szacunku do nich. Przejechali przecież za nami 800 kilometrów, a my w Niecieczy straciliśmy frajerskie bramki i znów przegraliśmy – mówi Damian Krajanowski, obrońca Arki. – Jestem arkowcem z krwi i kości. Chcę być z tego dumny. Tymczasem patrząc na tabelę jest mi wstyd, gdzie jest nasz zespół i że ja mam w tym swój udział – dodaje Wojciech Wilczyński, choć on akurat dostał szansę gry dopiero od czwartej kolejki.
 
Trener Petr Nemec cały czas szuka optymalnego zestawienia. Po każdej kolejce zmiany w podstawowym składzie są coraz większe, ale efekt jest odwrotny od zamierzonego. W trzech ostatnich spotkaniach żółto-niebiescy stracili aż siedem goli.
 
– Wszyscy się zastanawiamy, dlaczego tak się dzieje. Ja nie wiem, bo gdybym miał taką wiedzę, od razu poszedłby z nią do trenera. Tym bardziej kibic ma prawo nie rozumieć takiej sytuacji. Jednak najłatwiej jest krytykować, a to wcale nam zadania nie ułatwi – zauważa Marcin Radzewicz, który we wspomnianym meczu w Niecieczy strzelił swojego pierwszego gola dla Arki.
 
– Gdyby ta bramka dała nam choćby punkt, to można byłoby mówić o satysfakcji, a tak trudno o radość. Na pewno tymi przegranymi nikt nie chce nikomu robić na złość. Wszyscy chcemy jak najszybciej się przełamać i wygrać – dodaje lewoskrzydłowy.
 
Gdynianie zapewniają, że w obecnej sytuacji do umiejętności muszą dołożyć jeszcze większą ambicję. – Każdemu może zdarzyć się słabszy mecz, ale jak ktoś obok gry przejdzie bez walki, to już jest katastrofa. Mogę obiecać, że tak długo, jak trener będzie na mnie stawiać, jestem gotowy wziąć odpowiedzialność na swoje barki i nic nie będzie dla mnie obojętne – zapewnia Krajanowski.
 
– Jak każdy sportowiec nienawidzę przegrywać. Uważam, że limit przegranych już wypełniliśmy. Nie jesteśmy w komfortowej sytuacji, ale stać nas, aby podnieść głowy. Zachęcam kibiców, aby przyszli na najbliższy mecz i pomogli nam wygrać z Olimpią Elbląg – apeluje Wilczyński.

 
Jacek Główczyński







Poprzedni Następny

Mapa Strony