TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
gdyniasport

Aktualności

img

28.09.2010

Cracovia - Arka 2:0. Świętowali tylko gospodarze.

Wspaniały nowy obiekt wypełniony po brzegi, duża liczba kibiców z Gdyni i dwie drużyny, które pragnęły pokonać własne słabości - oto okoliczności meczu Cracovii i Arki Gdynia. Ta sztuka udała się jedynie "Pasom", bo zgarnęła pierwsze trzy punkty w tym sezonie, a Arka wciąż pozostaje bez strzelonej bramki na wyjeździe.

7. kolejka Ekstraklasy

Cracovia Kraków - Arka Gdynia 2:0 (1:0)
Bramki: 3' Witkowski (s), 59' Ślusarski

Cracovia: Cabaj - Mierzejewski, Jarabica, Polczak, Janus (46' Wasiluk) - Ntibazonkiza, Szeliga, Radomski, Klich (79' Suvorov), Ślusarski - Matusiak (72' Suart).

Arka: Witkowski - Noll, Rozić, Płotka, Bruma (80' Robakowski) - Glavina (78' Zawistowski), Bożok, Budziński, Wilczyński (63' Duarte) - Labukas, Ivanovski.

Żółte kartki: Noll, Labukas

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz)


Trudno było sobie wyobrazić gorszy początek meczu, niż ten który miał miejsce tego wieczora. Już w trzeciej minucie z rzutu wolnego w pole karne dośrodkowywał Klich, a do piłki wyskoczył Witkowski i z pewnością bez problemu chwyciłby piłkę, gdyby nie otrzymał ciosu łokciem w twarz od Polczaka. Tymczasem znokautowanemu bramkarzowi Arki piłka przeszła między rękami i wpadła do siatki, a gwizdek sędziego milczał jak zaklęty! Stało się jasne, że ta decyzja arbitra może zupełnie zburzyć plan naszego zespołu na ten mecz i kolejne pół godziny te obawy potwierdziło.

Grający z nieprawdopodobną wręcz determinacją gospodarze rzucili się do dalszych ataków i już kilka chwil później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Ślusarski. Po przyjęciu piłki i odwróceniu się w kierunku bramki, spróbował strzału, lecz wyraźnie chybił.

W 16 min. znów zakotłowało się pod naszą bramką. Tym razem Szeliga przedostał się pod linię końcową boiska, zacentrował wzdłuż bramki, gdzie był już Matusiak, ale piłkę dostał za plecy i nie był w stanie skierować jej do bramki. W tej fazie meczu trudno było doszukać się w Arce drużyny, która tydzień temu walczyła o każdy metr boiska i nie dała w ogóle pograć liderowi tabeli. Żółto-niebiescy w ogóle nie naciskali na gospodarzy, nie stosowali pressingu, a gdy już wchodzili w posiadanie piłki, od razu ja tracili. Można się pokusić o stwierdzenie, że pierwsze 30 minut tego meczu to był najgorszy fragment w wykonaniu naszych piłkarzy w bieżącym sezonie.

Niejako na potwierdzenie tej tezy może posłużyć fatalne zagranie z 22 min. Rozića, który zagrał wprost pod nogi Matusiaka, a ten nieomal wyszedł sam naprzeciw Witkowskiemu. Na szczęście w tej sytuacji zdążył wrócić jeden z Arkowców i wybić piłkę spod nóg napastnika „Pasów”.

Dopiero w 27. minucie doczekaliśmy się pierwszego, choć bardzo niecelnego strzału na bramkę Cabaja. Jego autorem był Glavina, który tą próbą niejako przebudził swoją drużynę, bo już po chwili udało się zanotować także uderzenie w światło bramki Cracovii. Po wybiciu piłki przez obrońców gospodarzy przed pole karne, do futbolówki doszedł Emil Noll, który z okolic narożnika pola karnego oddał celny strzał i zmusił do interwencji bramkarza z Krakowa. Nie upłynęła minuta, a znów udało się gdynianom stworzyć dobrą sytuację – tym razem do zagrania z głębi pola świetnie wyszedł Ivanovski, idealnie przyjął piłkę i mając przed sobą tylko Cabaja już miał uderzać, gdy z tyłu piłkę zablokował mu Polczak.

Macedończyk był bliski dojścia do piłki w 38. min., gdy idealnie zacentrował w pole karne Noll, lecz w tej sytuacji w ostatniej chwili uprzedził go Cabaj. Przewagę Arki w końcówce pierwszej połowy potwierdził jeszcze Labukas, gdy silnie uderzył z dystansu, lecz niestety niecelnie.

Drugą odsłonę zawodnicy Pasieki zaczęli zdecydowanie lepiej. Przez pierwsze 5 minut piłka ani razu nie opuściła połowy gospodarzy, a Arkowcy tym razem niemal bez przerwy byli w posiadaniu piłki, choć zagrozić bramce się nie udało. Tę dominację przerwała jednak akcja Cracovii, a konkretnie Ntibazonkizy, który zagrał prostopadłą piłkę do Matusiaka, a odległość do futbolówki źle obliczył Witkowski i gdy napastnik „Pasów” minął już naszego bramkarza, sytuację uratował nadbiegający Michał Płotka, który wybił piłkę na rzut rożny.

W kolejnych minutach nadal jednak więcej w posiadaniu piłki byli żółto-niebiescy. W ich grze jednak brakowało skutecznego pomysłu na konstruowanie akcji, a przede wszystkim dokładności w ich rozgrywaniu, czego przykładem były dośrodkowania Glaviny i Labukasa, które raz po raz lądowały za linią końcową boiska. Na uwagę zasłużyła jedynie indywidualna próba Ivanovskiego, który przebiegł z piłką wzdłuż pola karnego, ograł jednego z obrońców i oddał celny strzał, na raty obroniony przez Cabaja.

W 59. minucie Cracovia przeprowadziła drugą akcję ofensywną po przerwie, ale tym razem już skuteczną. Arkowcy, którzy wszystkie siły rzucili do ataku, nie zdążyli właściwie poustawiać szyków obronnych i gdy piłkę w pole karne posłał Radomski, minęło się z nią czterech gdynian, a ostatecznie dotarła ona do Ślusarskiego, który bez problemów dopełnił formalności.

Uspokojeni już zupełnie wynikiem podopieczni trenera Ulatowkiego skoncentrowali się już wyłącznie na przeszkadzaniu w grze Arce i czynili to z pełnym powodzeniem. Jedyne zagrożenie istniało wyłącznie po indywidualnych akcjach, jak chociażby po strzale z dystansu Bożoka w 61. minucie, które minimalnie minęło lewy słupek bramki Cracovii. Bliski powodzenia był również drugi z naszych środkowych pomocników Marcin Budziński, po tym jak przebił się przez linię obrony i nawet oddał strzał obok wychodzącego z bramki Cabaja, lecz piłkę zdążył jeszcze sprzed bramki wybić Wasiluk.

Niejako na potwierdzenie swojego zwycięstwa gospodarze przycisnęli w ostatnich minutach spotkania. Najpierw z rzutu wolnego tuż nad poprzeczką uderzył Suart, a tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego również ze stałego fragmentu gry strzelał Suvorov, ale pewnie złapał piłkę Witkowski.

Spełniło się marzenie Cracovii, która otworzyła swój nowy stadion upragnionym, pierwszym w tym sezonie zwycięstwem. Jej piłkarzom nie zabrakło tego wieczora determinacji i ambicji, czyli argumentów, które przed tygodniem były kluczem do sukcesu Arki w meczu z Jagiellonią. Niefortunna decyzja arbitra z pierwszej połowy z pewnością w istotny sposób wpłynęła na przebieg tego meczu, ale to nie usprawiedliwia słabszej postawy żółto-niebieskich. Niestety w dalszym ciągu pozostają oni bez zdobytej bramki w meczu wyjazdowym, a następną okazją do zmiany tego stanu rzeczy będą już derby…

Skubi







Poprzedni Następny

Mapa Strony