TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
gdyniasport

Aktualności

img

25.12.2020

Dariusz Marzec: w Arce będzie dużo zmian

Mateusz Miga, TVPSPORT.PL: – Lubi pan morze?
Dariusz Marzec:
– Uwielbiam. Z żoną często rozmawialiśmy na ten temat i zawsze dochodziliśmy do tego samego wniosku. Trójmiasto to dla nas poza Krakowem drugie miejsce do życia. I teraz udało się to wcielić w życie.

 

– Od kiedy rozmawiał pan z Arką?
– To się rozgrywało w ostatnich godzinach. Najpierw właściciel porozumiał się z Irkiem Mamrotem i wtedy my siedliśmy do rozmów. Pan Jarosław Kołakowski, który w Arce jest doradcą zarządu, zna mnie ze wspólnej pracy w KKS Kalisz. Dziś mogę się cieszyć, bo chociaż wtedy zostałem zwolniony, moja praca została jednak doceniona. W Arce powstaje bardzo duży projekt, a przed nami mnóstwo ciężkiej pracy. Wierzę, że zakończy się sukcesem.

 

– Niech pan przybliży ten projekt.
– Ten projekt to przede wszystkim powrót do Ekstraklasy. To jest jasne i przejrzyste i nie mamy zamiaru czarować. Zrobimy wszystko, by Arka w tym sezonie wróciła do Ekstraklasy. Każdy ruch jest dobrze przemyślany i ma doprowadzić do osiągnięcia tego celu. W Arce będzie się działo wiele rzeczy, ale na wszystko przyjdzie czas.

 

– Postawiono przed panem inne zadania? Odpowiedni styl gry? Wprowadzanie młodych? Czy liczy się tylko awans i jest to cel, który przysłania wszystko inne?
– O stylu gry nie chcę mówić zbyt dużo, by nie zdradzać naszych planów. Niech nasza gra w Stali Mielec będzie przykładem. Mówiąc w skrócie – chcemy być skuteczni i wygrywać mecze.

 

– Na pewno będziecie mogli postawić na ofensywę. W Arce macie kadrę, która stawia was w gronie żelaznych faworytów do awansu.
– Na razie jesteśmy na miejscu barażowych, ale naszym cele jest pierwsza dwójka. W to będziemy uderzać.

 

– Zaczyna się pan czuć jako specjalista od awansów? Wprowadził pan Stal, teraz to samo ma pan powtórzyć z Arką.
– Nie podchodzę tak do tego. Na razie to był tylko jeden awans. Na pewno jestem ambitny i głodny pracy po rozstaniu z Mielcem. Zrobię wszystko, by udało się Arce przywrócić Ekstraklasę, bo ten klub na to zasługuje. To klub z długą tradycją, sięgającą 1929 roku. Będę szczęśliwy, jeśli to właśnie ze mną zdołają wrócić na najwyższym poziom.

 

– Prawda jest taka, że dzięki Stali wskoczył pan na trenerską karuzelę. Oczywiście, Kołakowski pamiętał pana z Kalisza, ale w Mielcu udowodnił pan, że zasługuje na szansę.
– Myślę, że zostawiłem po sobie dobre wrażenie. Stal po wielu latach powróciła do Ekstraklasy. Nawet mimo tego, że kadra była dość krótka. Z właścicielami Arki porozumiałem się bardzo szybko. Nie było żadnych problemów. Do klubu wraz ze mną przychodzą ludzie, których chciałem.

 

– W tym Janusz Świerad. W Mielcu to on został wykorzystany jako pretekst, by pana zwolnić.
– Tak, Janusz jest z nami, a do sztabu wejdzie także Dawid Musiał, z którym pracowałem w Stali. Przez ostatnie pół roku pracował jako trener przygotowania fizycznego w Sandecji Nowy Sącz. Właściciele Arki przyglądali się mojej pracy w Stali. Skoro udało się coś zrobić dobrze, to dlaczego to podcinać? W Arce dostaję pełne wsparcie, a kadra trenerska będzie dość szeroka.

 

– Czuł pan ból patrząc na grę Stali w Ekstraklasie?
– Tak. Oczywiście, cieszyłem się z dobrej gry chłopców, z którymi robiliśmy ten awans. Cieszyłem się z każdego dobrego występu, każdej bramki i asysty. Choćby w piątek Stal wygrała w Warszawie z Legią, a gole strzelali Maciek Domański i Grzegorz Tomasiewicz. Ale muszę przyznać, że ta cała sprawa ciągle we mnie siedzi.

 

– Stal zdążyła jeszcze raz zmienić trenera.
– Nie chcę tego komentować.

 

– Rozmawiał pan już z trenerem Mamrotem?
– Rozmawialiśmy i była to bardzo fajna, przyjacielska rozmowa. Jesteśmy kolegami z kursu, bo razem robiliśmy UEFA PRO.

 

– Co powiedział panu Mamrot na temat warunków pracy w Arce?
– Wiem, czego się spodziewać. Właścicielom klubu bardzo zależy na sukcesie, więc wiem, że przede mną godziny rozmów, analiz, na które trener musi być dobrze przygotowany. Pan Jarek jest znawcą z najwyższej półki, a naszą współpracę w Kaliszu oceniam bardzo wysoko. Właściciele Arki, dzięki kontaktom na całym świecie wiedzą, jak pracują trenerzy w klubach z najsilniejszych lig na świecie – w Bundeslidze, Serie A czy La Liga.

 

To przydatne informacje. Pan Jarek ma potężną agencję menedżerską i ludzie tam pracujący pozostają do jego dyspozycji. To nie jest właściciel klubu, który obejrzy sobie mecz i coś tam sobie pomyśli. Ma ludzi, którzy rozbiorą mu grę na czynniki pierwsze. I z tych informacji trzeba wyciągać odpowiednie wnioski. W niektórych klubach właściciel ocenia pracę trenera i grę zespołu tylko na podstawie wyniku. Inaczej jest w przypadku, gdy właścicielem jest fachowiec z odpowiednią wiedzą. Na pewno napotkam w tej pracy na problemy, ale będziemy wspólnie szukać optymalnych rozwiązań.

 

– Nie ma gorszej zniewagi dla trenera jak wręczenie mu kartki ze składem.
– Na takie coś nie można sobie pozwolić. Każdy kto mnie zna, wie, że ja bym się nie zgodził na pracę w takich warunkach.

 

– Po rundzie jesiennej jesteście na piątym miejscu w tabeli? W kim upatruje pan głównego rywala w walce o awans?
– Nie chcę nikogo typować. Termalica odskoczyła, ale to nie jest przewaga, której nie dałoby się roztrwonić i oni na pewno dobrze o tym wiedzą. Walka o dwa pierwsze miejsca będzie bardzo zacięta, bo chrapkę na awans ma pięć, sześć klubów. Przychodząc do Stali słyszałem, że dużo trudniejsza jest runda wiosenna i potem to się potwierdziło. Jesienią kluby grają na luzie, mało kto ma jasno sprecyzowany cel. Dopiero po rundzie jesiennej widać o co walczymy. Wtedy nie ma już kalkulacji – musimy wykrzesać z siebie wszystko, bo walczymy o utrzymanie albo bijemy się o awans. W zeszłym sezonie na bodaj cztery kolejki przed końcem Sandecja wciąż była w walce o baraże. Przegrała jeden mecz i nagle znalazła się blisko strefy spadkowej. Wtedy każdy mecz był o coś.

 

– Mateusz Młyński po spadku chciał odejść. Udało się go zatrzymać, ale w czerwcu wygasa jego kontrakt. Rozmawiał pan już z nim na temat jego przyszłości?
– Nie rozmawiałem z żadnym zawodnikiem, bo nie było na to czasu. W środę rozpoczęliśmy rozmowy, a w czwartek pierwszy raz przyjechałem do klubu. Wszystko działo się bardzo szybko, ale świetnie znam każdego piłkarza Arki. Wszyscy są przeanalizowani i mamy już pewne wnioski. Na pewno będą zmiany i wszyscy zawodnicy muszą zdawać sobie z tego sprawę. Ktoś przyjdzie, ktoś odejdzie, ale za wcześnie, by mówić o nazwiskach.

 

 Mateusz Miga

 

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony