TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

02.11.2019

Tytuł Legii, utrzymanie Arki

Spędził siedem sezonów w Legii, ale do niedawna pracował w Arce jako doradca. – Nie ukrywam, że mam też sentyment do Arki, ale wiadomo, że zawsze kibicowałem Legii i z nią jestem mocniej związany. Spodziewam się równie ciekawego meczu, jak niedawne derby z Lechią (2:2 – przyp. red.) – mówi Piotr Włodarczyk przed niedzielnym starciem obu zespołów.

 

Syn go przebije?

Do Warszawy trafił w styczniu 1997 roku, zaraz po wejściu do klubu przez południowokoreański koncern Daewoo. Początki nie były łatwe, 19-letni wówczas napastnik nie przebił się do pierwszego składu. Przeszedł więc na wypożyczenie do Ruchu, po powrocie dalej pełnił tylko rolę dżokera i w końcu znów trafił do Chorzowa. Potem grał m.in. w Auxerre i Widzewie. W styczniu 2004 roku wrócił do Warszawy już jako ukształtowany zawodnik i szybko stał się jedną z gwiazd drużyny. Utworzył bardzo groźny atak z Markiem Saganowskim, w pierwszej rundzie w nowym zespole zdobył 10 bramek w 12 meczach.

 

Potem co roku strzelał po 9–10 goli w ekstraklasie, w 2006 roku miał udział w zdobyciu przez warszawski zespół mistrzostwa Polski. Rok później odszedł do Zagłębia Lubin.

 

Teraz liczy, że drużyna także sięgnie po tytuł.

 

– Widać, że Legia złapała rytm. Wygrała trzy mecze z rzędu. W Pucharze Polski z Widzewem było trudniej niż z Wisłą, ale najważniejsze jest zwycięstwo. Na pewno piłkarze są dobrze przygotowani mentalnie, skład się wykrystalizował. Szkoda, że Legia co roku ma te same problemy na początku rozgrywek. Słabo zaczyna, dopiero później przychodzi jesień i sytuacja się stabilizuje. Niestety słabsza postawa latem ostatnio co sezon skutkuje szybkim odpadnięciem z pucharów. W tym sezonie Legia przegrała w nich tylko jedno spotkanie, ale i tak odpadła – mówi.

 

Włodarczyk chwali trenera Legii Aleksandara Vukovicia, choć oczywiście trzeba brać poprawkę na to, że był jego kolegą z boiska.

 

– Vuko jest konsekwentny. Ma plan na granie, wizję i to zaczyna dawać efekty. Drużyna wygrywa przekonująco. Nawet jeśli mówi się, że Wisła znajduje się w rozsypce, to niełatwo zwyciężyć z nią 7:0. Na pewno jednak Vuko to ciągle młody trener i cały czas się uczy – mówi Włodarczyk.

 

Jest optymistą, jeśli chodzi o przyszłość byłego klubu. – Na razie prowadzi Wisła Płock, ale moim zdaniem to Legia będzie mistrzem. Wraca na pozycję, gdzie powinna być – przekonuje.

 

Docenia swoich następców w ataku. Ostatnio błyszczy Jose Kante (cztery gole i asysta w dwóch kolejnych spotkaniach), a zepchnięty na ławkę Jarosław Niezgoda też daje mocne zmiany.

 

– To napastnicy innego typu. Teraz więcej gra Kante, który z dobrej strony pokazał się w ostatnich meczach, ale Niezgoda ma łatwość znajdywania się w sytuacjach bramkowych. Miał asystę z Lechem, potem strzelił Wiśle. Pamiętajmy też jeszcze o młodym Rosołku – wylicza.

 

Chwali także innych zawodników.

 

– Dobrze spisuje się Antolić, choć do niedawna wszyscy go krytykowali. Fajnie wygląda Lewczuk, odkryciem jest Karbownik, mimo że nie gra na swojej nominalnej pozycji. Widać, że młoda krew napiera – mówi.

 

Do grona legijnych talentów należy też jego syn Szymon. Na razie 16-latek dopiero zadebiutował w drugiej drużynie. Wszedł do niej w bardzo dobrym stylu, w spotkaniu 1/16 finału Pucharu Polski z Odrą Opole (1:0) miał asystę przy zwycięskim golu.

 

– Na pewno jestem z niego dumny. Serce rośnie, gdy na niego patrzę – cieszy się. Mówi, że Szymon ma wyższe umiejętności niż on, gdy był jego wieku.

 

– Gra w reprezentacjach młodzieżowych, ja nieco później do nich trafiłem. Mamy podobne warunki fizyczne (obaj mierzą po 186 cm – przyp. red.), też potrafi się znaleźć w polu karnym. Liczę, że zrobi większą karierę ode mnie. Ale na razie podchodzę do tego spokojnie. Przyjdzie pora na debiut w pierwszym zespole, ale trudno powiedzieć, kiedy będzie na to gotowy. Przecież dopiero od kilku dni trenuje z rezerwami. Na pewno ma potencjał – mówi Włodarczyk, a z tą opinią zgadzają się też osoby niespokrewnione z Szymonem.

 

Gole jak samobóje

Z Legią jest więc pośrednio ciągle związany. Z Arką do niedawna łączyło go więcej. W lipcu zeszłego roku został oficjalnie doradcą zarządu ds. sportowych, ale już wcześniej pomagał właścicielowi klubu Dominikowi Midakowi. Do jego zadań należały między innymi transfery. 

 

Wiosną drużyna z Gdyni grała jednak fatalnie, kibice domagali się zwolnienia trenera Zbigniewa Smółki, a dostawało się też Włodarczykowi.

 

– Nie uciekam od odpowiedzialności za zeszły sezon, kibice mieli prawo do krytyki. Drużyna nie potrafiła wygrać przecież 13 meczów z rzędu. Trener Smółka dostał duży kredyt zaufania. Nie chcę jednak oceniać, dlaczego osiągał takie wyniki – mówi z dystansu.

 

Po roku jego współpraca z klubem dobiegła końca.

 

– Antek Łukasiewicz został dyrektorem sportowym, a ja nie mogłem na stałe przenieść się do Gdyni. Uznaliśmy, że się pożegnamy – tłumaczy. 

 

Zespół znów jednak zawodzi i pracę stracił trener Jacek Zieliński, który w zeszłym sezonie uratował drużynę przed spadkiem.

 

– Na pewno Arka miała inne oczekiwania. Zmiana trenera była chyba konieczna, ale w szatni nie pojawiłem się od lipca, więc trudno mi powiedzieć – mówi.

 

Na razie nic to nie dało. W dwóch spotkaniach pod wodzą nowego szkoleniowca Aleksandara Rogicia ekipa znad morza zdobyła tylko punkt.

 

– Z Lechią jej gra fajnie wyglądała, ale gorzej było w następnym meczu we Wrocławiu (Arka przegrała ze Śląskiem 1:2 – przyp. red.). Straciła dwie bramki w praktyce po samobójach, bo tak można ocenić te rażące błędy – wskazuje Włodarczyk.

 

Pomyłki mogły wyniknąć z taktyki, którą narzuca nowy szkoleniowiec, domagający się, by zawodnicy budowali akcje od tyłu. W stolicy Dolnego Śląska zupełnie im to nie wyszło.

 

– Na pewno Rogić ma taki styl, ale wcześniej trener Smółka też chciał grać piłką, podobnie trener Zieliński – przypomina. Arka zajmuje 15. miejsce, jednak Włodarczyk przekonuje, że nie spadnie.

 

– Ma duży potencjał. Zwłaszcza linia pomocy jest dość mocna. Na pewno sobie poradzi – mówi.

 

Maciej Kaliszuk

 

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony