TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

12.12.2018

Mogliśmy awansować do pierwszej ósemki

Po dwóch przegranych z Jagiellonią Białystok w lidze i Pucharze Polski tym razem podopieczni Zbigniewa Smółki nie sprostali w poniedziałek u siebie Cracovii w 18 kolejce Lotto Ekstraklasy, przegrywając z tym rywalem 0:3 (0:2).
 
Fatalny jest niestety nie tylko wynik tej rywalizacji, ale niepokoi także słaby styl gry żółto-niebieskich. Gdynianie kolejny już raz w tym sezonie ułatwili zadanie przeciwnikom, w zasadzie prezentując im bramki. Pierwsza z nich padła po bezsensownym rzucie karnym, sprokurowanym przez Michała Nalepę.
 
Po pół godzinie gry arkowcy przegrywali już 0:2, bowiem niefortunną interwencją popisał się Luka Marić, a futbolówka po kontakcie z nim ponownie wpadła do bramki, strzeżonej przez Pavelsa Steinborsa. Co znamienne, Łotysz był w szeregach gospodarzy jedynym zawodnikiem, wobec którego za poniedziałkowy występ nie można wysuwać większych pretensji. Być może przy odrobinie szczęścia mógł obronić rzut karny, jednak strzał Airama Cabrery był bardzo silny i ostatecznie zatrzepotał w siatce.
 
Długimi momentami przykro było patrzeć nie tylko na nieudolne próby Arki w ofensywie, która nie potrafiła złamać Cracovii i nie kreowała sobie sytuacji, ale także na trybuny stadionu miejskiego w Gdyni. Choć był to mecz przyjaźni, gdyż fani obu ekip sympatyzują ze sobą, na obiekt przy ul. Olimpijskiej 5 pofatygowały się zaledwie 4223 osoby. Była to zdecydowanie najniższa frekwencja na domowym meczu żółto-niebieskich w tym sezonie. - Dziś na tle rywali wyglądaliśmy dużo słabiej - podsumował po meczu wydarzenia na boisku trener Arki Zbigniew Smółka.
 
- Patrzyłem już w statystyki i było to bardzo widoczne. Arka przebiegła od Cracovii na boisku aż o ponad siedem kilometrów mniej. Żółto-niebiescy niemal w ogóle nie notowali też kluczowych podań, które skutkowałyby dogodnymi okazjami strzeleckimi. Po zakończonym spotkaniu piłkarze posypali głowę popiołem i obiecali poprawę już w najbliższej kolejce ligowej w sobotę przeciwko Górnikowi w Zabrzu. Aby jednak wywieźć ze Śląska chociaż punkt, trzeba zdecydowanie ożywić grę.
 
- Mieliśmy szansę na poprawę nastojów, bo mogliśmy awansować do pierwszej ósemki - podsumował wydarzenia na boisku Michał Nalepa, który zawinił przy pierwszej bramce, nieodpowiedzialnie powstrzymując w „szesnastce” Javiego Hernandeza.
 
- Do czasu mojego głupiego faulu w polu karnym to spotkanie było na remis, bez sytuacji bramkowych dla obu drużyn. Wślizg był zupełnie niepotrzebny i po tym golu Cracovia złapała wiatr w żagle. My zagraliśmy słabo. Nie potrafiliśmy dobrze zareagować na straconą bramkę.

Szymon Szadurski


 







Poprzedni Następny

Mapa Strony