TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport

Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

18.05.2018

Krzysztof Sobieraj żegna się z Arką Gdynia.

Meczem ze Śląskiem Krzysztof Sobieraj zakończy karierę. To będzie jego 265 występ w barwach Arki.

Piotr Wiśniewski: Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Czy to właśnie naszedł ten moment?

Krzysztof Sobieraj: Tak. Ze słowami piosenki Perfektu, nomen omen jednego z moich ulubionych zespołów, trafił pan w punkt. Bardzo lubię utwór „Niepokonani”. Bardzo często ta piosenka była gwoździem programu w autokarze podczas podróży powrotnej. Czasami sam łapałem za mikrofon i śpiewałem. A wracając do pytania - z myślą o zakończeniu kariery nosiłem się już od jakiegoś czasu. Chcę ze sceny zejść niepokonany. W tym sezonie rozegrał osiem meczów, i tylko raz przegraliśmy – to był dwumecz z FC Midtjylland w Lidze Europy. Pracowałem ciężko, żeby odejść z podniesioną głową. Nie jest mi łatwo. Staram się już układać w głowie scenariusz na sobotę. Pewnie łezka się zakręci w oku.

 

Czyli jednym słowem – emocje wezmą górę?

Krzysztof Sobieraj: Na pewno. To będzie mój wielki dzień, święto. Ściągam całą rodzinę z Kielc. Mamę, tatę, siostrę ze szwagrem. Przyjeżdżają koledzy ze Świętokrzyskiego. Będzie też mój trener z drużyn młodzieżowych Korony Kielce. Jestem bardzo uczuciowym człowiekiem, nie wiem jak moje serce to wytrzyma.

 

Namiastkę tego, co czeka w sobotę, miał pan na ostatnim meczu. Kibice skandowali: „Hej Sobi gol!”

Krzysztof Sobieraj: Myślę, że sporo dla Arki wygrałem, ale też przegrałem. Wiem, że budziłem skrajne emocje. Wierzę jednak, że zostanę zapamiętany wyłącznie z dobrej strony. Mam nadzieję, że kibice docenią moje oddanie dla tego klubu i solidność w grze. Zyskałem szacunek kibiców. Z wzajemnością. Często w trudnych momentach brałem wszystko na siebie. Całą złość wylewano na mnie. Chroniłem w ten sposób kolegów. Można mieć medale, puchary, ale szacunek to coś, dzięki czemu człowiek czuję dumę. Nie zamieniłbym tego na żadne trofea.

 

Dlaczego uznał pan, że warto teraz zakończyć przygodę z piłką?

Krzysztof Sobieraj: Bo zdrowie mi na to nie pozwala. W życiu przeszedłem już sześć operacji, ostatnia mocno mnie ogranicza. Ten zabieg zostawił duży ślad na moim zdrowiu. I przez to nie mogę grać już na tym poziomie, na jakim bym chciał.

 

Co dalej? Arka bez Krzysztofa Sobieraja brzmi dziwnie.

Krzysztof Sobieraj: Na pewno zostanę przy piłce. Taki plan już wcześniej narodził się w mojej głowie. Chciałbym zostać trenerem. Skończyłem kursy UEFA A i B. Został tylko kurs UEFA Pro. Wiem, że dziwnie brzmi Arka bez Sobieraja, ale nic nie trwa wiecznie. Na tą chwilę nie dostałem żadnej propozycji ze strony klubu i uważam, że tematu nie ma. Nic na siłę.

 

Kibice uważają, że jak pan ikoną obecnej Arki. Miał pan udział we wszystkich sukcesach żółto-niebieskich w tym wieku.

Krzysztof Sobieraj: Coś w tym jest... Miałem to szczęście, że z Arką wróciłem do ekstraklasy, później zdobyliśmy Puchar Polski i Superpuchar Polski, zagraliśmy w eliminacjach Ligi Europy. Odchodzę, ale nie żegnam się z tym miastem. Kibicem Arki pozostanę. Będę chodził na mecze. Mieszkam w Gdyni od kilkunastu lat. Nigdzie się stąd nie ruszam.

 

Najbardziej pamiętny pana mecz w Arce?

Krzysztof Sobieraj: Finał Pucharu Polski na Narodowym. Moment wzniesienia pucharu zapamiętam na zawsze. No i pierwsze spotkanie z FC Midtjylland i nasze zwycięstwo w doliczonym czasie gry. Stadion zapełniony do ostatniego miejsca, do tego wspaniała atmosfera.

 

W czym tkwiła tajemnica ostatnich sukcesów żółto-niebieskich?

Krzysztof Sobieraj: Myślę, że to była zasługa świetnej atmosfery w szatni, gdzie tak naprawdę stworzyliśmy jeden, zgrany kolektyw. Jeden za drugim szedł w ogień i nie tylko na boisku. Wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Sukcesów by nie było bez trenerów Nicińskiego i Ojrzyńskiego. Należą im się wielkie słowa uznania. Trener Ojrzyński przejął nas w trudnym momencie i szybko złapał z szatnią wspólny język. Ot, cała tajemnica naszych sukcesów.

 

Był pan w Arce za czasów Jacka Milewskiego. Jakim był prezesem?

Krzysztof Sobieraj: Organizacja klubu była na podobnym poziomie co dziś. Widzę nawet podobieństwa między Jackiem Milewskim, a panem Wojciechem Pertkiewiczem. To prężni menedżerowie. Na tyle ile mogą, umiejętnie prowadzą klub. Nie mogę na tych ludzi powiedzieć złego słowa.

 

Doświadczył pan także karnej degradacji Arki.

Krzysztof Sobieraj: Po tym przykrym spadku byłem pierwszy, który namawiał kolegów, aby zostali w Arce. Pamiętam jak prosiłem trenera Wojciecha Stawowego, żeby nas nie zostawił. Mam te obrazki w głowie do dziś. Wtedy stworzyliśmy ekipą charakternych chłopaków. Uważam, że na takich piłkarzach powinna opierać się dzisiejsza Arka. Tu powinni grać piłkarze, którzy utożsamiają się z Arką, a nie tacy co co pół roku zmieniają klub. Co ciekawe, nigdy nie spadłem z ekstraklasy sportowo. A trzy razy do niej awansowałem. Tym też się szczycę.

 

Na pewno z tymi ciemnymi czasami Arki wiążą się jakieś ciekawe historii. Opowie pan co się wtedy działo w klubie?

Krzysztof Sobieraj: Dyrektorów wypychano do autokarów drużyny, bo do klubu nie dało się wejść, tak waliło gorzałą. Świętej pamięci trener po wygranym meczu wsiadł do zupełnie innego pociągu, zaspał i pojechał w drugą stronę. Zadzwonił drugiego dnia, że nie trafił do domu. Tamte czasy były specyficzne. Byliśmy częścią pewnej machiny, która wtedy zbierała żniwa. Trzeba się było temu podporządkować. Wszyscy tak narzekają na Jacka Milewskiego. On tak naprawdę w żadne czarne gry się nie angażował z własnej woli. Wiedział, że wszedł między wrony i musi krakać tak jak one. A potem jako jeden z niewielu poniósł karę. Piłkarze Arki nie sprzedawali meczów, nie zrzucali się też na żadną łapówkę. I to też zasługa pana Milewskiego.

 

Ma pan na ręku tatuaż. W jakim języku to napis?

Krzysztof Sobieraj: Po hebrajsku. Mam wytatuowane imiona moich dzieci – Julii lat 14 i młodszego o cztery lata Daniela. Syn zaczyna stawiać pierwsze kroki w piłce. Ma mega zajawkę na futbol. Jest bramkarzem w Arce SI. Córka jest jedną z najlepszych uczennic w szkole. Mam super dzieci, jesteśmy zdrowi, to pożegnanie z Arkę nie będzie takie gorzkie.

 

Piotr Wiśniewski

 

 http://arka.gdynia.pl/images/galeria_zdjecie/big/prasa052_d91c003ef439aa787a03063d5a617b9a.jpg








Poprzedni Następny

Mapa Strony