TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

18.04.2018

Był odsuwany, został bohaterem.

Jeszcze nie tak dawno Marcus da Silva był w katastrofalnej formie. Do tego doznał kontuzji, a po powrocie do zdrowia trener regularnie odsuwał go od grania. Gdy wrócił, strzelił gola na wagę finału Pucharu Polski, po którym rozpłakał się na boisku.

 

 

W Gdyni nie oglądaliśmy wielkiego widowiska. Arka, by marzyć o powtórce z zeszłego roku, czyli majówce na PGE Narodowym, musiała odrobić jednego gola z Kielc. Tylko i aż. I choć w całym spotkaniu przeważała, cechy wolicjonalne, liczbę strzałów i ataków miała po swojej stronie, to nie stworzyła zbyt wielu klarownych sytuacji. Korona była w absolutnej opozycji. Zagrała bardzo słabo, czekając jedynie aż mecz zakończy się bezbramkowym remisem. Tak się nie stało, a Arka po raz kolejny dokonała rzeczy wielkiej.

Łzy szczęścia i ulgi

– Przez długie lata takie cuda się w Arce nie wydarzały, nikt nie wierzył, że kiedykolwiek mogą się stać. Ja wierzyłem, możecie zapytać się prezesa. Przed ostatnim finałem całą radą drużyny poszliśmy do prezesa i rozmawialiśmy o Arce. Mówiłem mu, że możemy wygrać na Narodowym. I tak się wtedy stało, a teraz myślę identycznie. Nie ma znaczenia z kim zagramy. Chcemy powtórzyć wielki sukces i tylko o tym teraz będziemy myśleć – mówi bohater rewanżowego półfinału Marcus da Silva.

 

Brazylijczyk z polskim paszportem wszedł na boisku w drugiej połowie, a losy spotkania rozstrzygnął pięć minut przed końcem. Strzelił fantastycznego gola, po którym emocjonalnie pękł i... się rozpłakał.

 

– Płakałem, bo urwało mi film ostatnio w klubie. Nie gram często z kilku powodów. Najpierw była kontuzja, a potem, gdy byłem gotowy, trener na mnie nie stawiał. Żałuję, ale to już za mną. Zagrałem w tym meczu, co mnie niezmiernie cieszy, bo miałem w sobie mnóstwo energii. Czułem, że mogłem pomóc tego dnia drużynie, musiałem tylko dostać szansę. I pomogłem – uśmiecha się da Silva. – Nie było opcji, że wchodzę tylko po to, by dostarczyć drużynie jedynie nieco świeżości, sił. Czułem ten moment, wiedziałem, że mogę zrobić coś wielkiego. Nie wchodziłem, żeby przede wszystkim dogrywać, wszedłem, żeby zmienić losy meczu – dodaje podekscytowany pomocnik.

 

– Jestem trzy razy bardziej szczęśliwy niż to ja bym zdobył bramkę. Marcus jest jednym z naszych liderów. Miał swoje trudne chwile – kontuzje, nie zawsze potem był w składzie. A teraz został bohaterem. Dla mnie jest ikoną Arki ostatnich lat. To, jaką drogę przeszedł z tym klubem i ten stempel na Koronie budzą mój ogromny szacunek. Jestem dumny, że mogłem i mogę z nim grać razem w zespole – komplementował kolegę z drużyny obrońca Adam Marciniak.

Nowy kontrakt?

Da Silva jeszcze przed startem rundy wiosennej szykowany był do sprzedaży. Wiele mówiło się o Bruk-Bet Termalice Nieciecza, w której pracował trener Maciej Bartoszek. To u jego boku pomocnik Arki rozpoczynał ekstraklasową przygodę. Gdy jednak był o taki ruch pytany, stanowczo odpowiedział, że woli niepewną sytuację z graniem w Arce, niż regularne występy gdzie indziej.

 

Został, ale był bez formy, a później bez szans na granie, bo nie stawiał na niego Leszek Ojrzyński, mimo że jego zawodnik wyglądał już lepiej. Da Silva przeszedł ciężki, być może najcięższy w Arce czas, ale nie zrezygnował. Wszedł w decydującym momencie i niczym w epickim scenariuszu został bohaterem. Teraz o nową umowę, która kończy mu się w czerwcu, powinno być dużo łatwiej.

 

– Czy da mi to nowy kontrakt? Pytanie do prezesa. Ja zawsze byłem, jestem i będę sercem za Arką. Zawsze bym chciał i nie odmówię nowej umowy – zapewnia z uśmiechem

 

Dawid Kowalski








Poprzedni Następny

Mapa Strony