TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

29.11.2017

Trenerzy po meczu Arka - Chrobry.

Trener Leszek Ojrzyński na konferencji prasowej cieszył się z realizacji celu i awansu do półfinału Pucharu Polski. Podkreślił jednak, że Arka mogła w pierwszej połowie zdobyć więcej bramek i zapewnić sobie większy spokój. Z kolei zdaniem trenera Grzegorza Nicińskiego, Chrobry pokazał dziś ambicję, ale jego drużynie zabrakło nieco jakości w grze. Pogratulował także Arce awansu.

 

Grzegorz Niciński (Chrobry):

 

- Zacznę od gratulacji dla Arki, życzę jej awansu do finału, bo to byłaby fajna sprawa, by zagrać po raz drugi z rzędu na Stadionie PGE Narodowym. Jeżeli chodzi o ten dwumecz to wiedzieliśmy, że musimy się wznieść na wyżyny umiejętności. Pierwszy mecz przegraliśmy 2:0, w rewanżu chcieliśmy postraszyć Arkę. Pierwsze 10 minut było dobre, potem Arka nas zdominowała i przejęła kontrolę. Przegrywaliśmy do przerwy 0:1, a ten wynik mógł być wyższy. W drugiej połowie zdobyliśmy bramkę i do końca każdy chciał ten mecz wygrać. Zostawiliśmy dużo zdrowia na boisku, byliśmy ambitni, ale nieco zabrakło jakości piłkarskiej.

 

Półfinały będą bardzo wyrównane, czekamy na losowanie. Życzę Arce, by trafiła na takiego rywala, którego pokona w dwumeczu.

 

Czuję się dobrze w Gdyni. Myślę, że całkiem dobrze wykonałem tutaj swoją pracę przez 2,5 roku. Bardzo dobrze zostałem przyjęty dziś w klubie. Była to dla mnie sentymentalna podróż. Teraz jestem jednak trenerem Chrobrego i będę się starał, by ten zespół jak najlepiej funkcjonował w 1 lidze. 

 

Leszek Ojrzyński (Arka):

 

- Mamy awans i to jest najważniejsze. Gratulacje dla drużyny, takie było nasze zadanie, by przejść do półfinału. Zakończyliśmy w tym roku grę Pucharze Polski i skupiamy się na lidze. W pierwszej połowie mieliśmy, poza bramką, jeszcze cztery sytuacje, po których powinny paść kolejne. Były to bardzo klarowne okazje.

 

Mieliśmy zaliczkę z pierwszego meczu, ale powiedzieliśmy sobie, że musimy wyjść na to spotkanie z takim nastawieniem, jakby było 0:0. Udało nam się zdobyć jedną bramkę. W drugiej połowie była jedna kontrowersyjna sytuacja przy stanie 1:0, ale gwizdek milczał. Potem straciliśmy bramkę i zrobiło się gorąco. Dlatego nie zadebiutował Jan Łoś, bo pojawiła się niepewność, trzeba było uspokoić grę i wszedł Mateusz Szwoch. Skupiamy się teraz na ostatnich meczach ligowych.

 

Odczuwam pewien niedosyt, bo w pierwszej połowie powinniśmy zdobyć kolejne bramki i byłby większy spokój. Bramkarz gości jednak dobrze interweniował.

 

Alvaro Rey nie znalazł się w kadrze meczowej z powodów sportowych. Pewne rzeczy uwarunkowała też zaliczka z pierwszego meczu i postawiliśmy na młodszych zawodników. Patrzymy nie tylko na najbliższy mecz, ale też ustalamy strategię na następne spotkania. Mieliśmy innych ludzi, którzy grali na jego pozycji i osiągnęli awans.

 

Każdy z zawodników mógł zagrać lepiej. Szukamy doskonałości, ale ciężko jest to osiągnąć. Zawodnicy w meczach pucharowych dostają szansę. Wyznaję zasadę, że "jesteś tak dobrym trenerem, jak twój najsłabszy zawodnik w kadrze". Grając z rywalem 1-ligowym trzeba pokazać swoją jakość i wyższość. Wtedy wiem, że z takiego zawodnika mogę skorzystać w Ekstraklasie. Jeśli tego nie ma, to musi on jeszcze trochę poczekać. Zawodnicy też są o ten mecz mądrzejsi i liczę na to, że jeśli wystąpią w kolejnym meczu to zaprezentują się lepiej.

 

Tomas Kosut borykał się z kontuzjami i to był jego największy problem. Gdy graliśmy mecze kontrolne to nie mógł grać z powodu urazów. Byłoby ryzykowne postawić na niego, bo czekało nas 90, a może nawet 120 minut walki. To nie jest to samo, co gra w drugiej drużynie, gdzie rozegrał kilka spotkań.

 

Wyznaję zasadę "niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba". Z kim przyjdzie nam grać, z tym będziemy walczyć. Można zakładać, że z mistrzem Polski będzie najtrudniej, ale z każdym można wygrać albo przegrać. To jest piękne w tym sporcie, że faworyci są tylko na papierze. Wolałbym w półfinale drugi mecz zagrać u siebie. 

 

Żebrakowski grał na skrzydle już w meczu kontrolnym z Wisłą Płock, zaprezentował się bardzo dobrze i przyczynił do naszego zwycięstwa w tamtym spotkaniu. Także w jeszcze jednym spotkaniu oraz na treningach grał jako skrzydłowy. Wystawienie go na ten pozycji nie było działaniem "na gorąco".  

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony