TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

11.11.2017

Ojrzyński: Na Zachodzie Arce by współczuli.

Dawid Kowalski: Niepokojące głosy docierają do nas, jakoby Leszek Ojrzyński miał być przegrany w oczach kibiców po derbach z Lechią. Trochę to absurdalne i niedorzeczne.

Leszek Ojrzyński: Nie słyszałem takich opinii, szczerze mówiąc.

Wytworzyła się swoista nagonka, że pana błędy były ewidentne, a że to mecz z Lechią, to... samemu można połączyć.

– Każdy ma prawo do własnego zdania. Ja jako trener przegrałem ostatni mecz. Pewne rzeczy powinienem zmienić. To wiem teraz – po tym, jak nie wygraliśmy. A czy to, co bym zmienił, przyniosłoby efekt? Tego też nikt nie wie. Wiem tyle, że zawiodłem. Tyle że jest czwartek, a my dalej „derbujemy”...

Dlatego tą rozmową zamykamy ten temat.

– Nie, no uśmiecham się akurat. Rozumiem, taka rola trenera, on musi się spowiadać, ale drużyna nie może już o tym myśleć, bo wpadnie w dołek. Widać po zajęciach, że humory dopisują nawet tym, o których samopoczucie można było się obawiać najbardziej.

Na przykład Michała Nalepy?

– Na przykład.

Kogo personalnie by pan zmienił teraz na derby?

– Nie chcę tego zdradzać. To moje przemyślenia, ale mogę z pewnością stwierdzić, że ci, którzy dostaliby drugą szansę, wykorzystaliby ją. Ale żyć ciągle tym jest już trochę śmieszne – typowo polskie. Na Zachodzie każdy by nam współczuł, że straciliśmy gola w doliczonym czasie gry, a u nas się tylko strzela jak do kaczek, bo chyba nie ma co robić. Życie toczy się dalej, to nie jest koniec świata. My już o tym zapomnieliśmy.

Nie ma pan wrażenia, że współczucie byłoby większe, gdyby choć odrobinę było gry w piłkę, a nie „rąbanki”?

– Ja bym każdemu współczuł, jakby w taki sposób stracił bramkę.

Wróćmy do personaliów. Co się dzieje z Yannickiem Sambeą? Ostatnio nie łapie się nawet do meczowej kadry, a wydawał się wyrastać na jednego z liderów środka pola.

– Jak się nie znalazł, to znaczy, że więcej od niego wymagamy. Wystarczy obejrzeć sobie jego ostatni mecz. Słabiej wyglądał i stracił miejsce. Można się dopytywać o Yannicka, Siergieja Kriwca, Alvaro Reya...

Wywołał pan wilka z lasu.

– Coraz częściej padają o nich pytania, ale zapraszam też wszystkich na treningi, które dają możliwość wnikliwej obserwacji tych panów. Kibice przychodzą tylko na mecz.

Ale mimo wszystko to właśnie mecz jest sprawdzianem umiejętności piłkarza.

– Wyznaję zasadę „jak trenujesz, tak grasz”. Jeśli na zajęciach masz chwilę dekoncentracji, to w meczu będzie podobnie, a jak nie miałoby być podobnie, to problem zawodnika, by w treningu mi to pokazał. Bo to nie ja wybieram skład, a zawodnicy sami siebie swoją dyspozycją. Ja tylko wskazuję tych, którzy w treningowych gierkach strzelają, bronią, asystują i są niesamowicie zaangażowani. Na jakiej podstawie miałbym kogoś takiego nie wystawić potem w składzie? Byłoby mi głupio.

A nie ma pan ochoty zaryzykować i widząc, jak czasem ten, kto na treningach odpala, a na kilku meczach zawodzi, usiadł jednak na ławce, a szansę dostał teoretycznie słabszy w treningu? A nuż w meczu zatrybi.

– Chyba jeszcze nie było sytuacji, by ktoś zawiódł na całego w dwóch meczach i w trzecim grałby dalej. Oczy mamy i analizujemy. Wiem, że jest krytyka na Mateusza Szwocha, ale jak spuścił z tonu, to siedział na ławce trzy mecze z rzędu. Potem wrócił do lepszej dyspozycji i ostatnio z Legią wcale źle nie zagrał, chociaż wszyscy wymagali, by ją sam rozwalił. Teraz – jak cała drużyna – zawiódł, ale niektórzy znaleźli kozła ofiarnego i do niego strzelają. A winny jest co najwyżej trener, bo Mateusz, gdyby nie zasługiwał na grę, toby nie grał. Pozostali niech pokażą się w treningu i na pewno swoje szanse dostaną. Nikt za metrykę i ładne oczy nie gra.

Mecze pucharowe nie pokazały, że Kriwiec i Rey dają sygnały?

– Coś na pewno w najbliższym meczu zmienimy, ale mamy jeszcze dużo treningów do tego czasu i nazwiskami rzucał nie będę.

A Marcus da Silva?

– Zagrałby już dwa tygodnie wcześniej, ale był chory. Dostał szansę w derbach, chodziło mi o zawodnika mobilnego, a my monitorujemy ich wnikliwie pod względem biegania, a Marcus to top drużyny w tym temacie.

Wyglądało to bardziej na dobór charakterologiczny pod to spotkanie.

– Oczywiście, to też. Graliśmy praktycznie całym polskim składem, chciałem mieć większą pewność w mentalne zaangażowanie zawodników...

...ale serce nie wygrało nad ich aktualną dyspozycją.

– W niektórych przypadkach na pewno. Niektórzy zwietrzyli swoją szansę przez te dwie porażki. Dla nich to sygnał, że trzeba docisnąć śrubę na treningu, i będą mieli okazję do zaistnienia. A zmiany na pewno będą, tym bardziej po meczu, w którym nie potrafiliśmy wymienić choćby trzech podań. Przegrane derby bolą jak diabli. Wszyscy to odczuli. Ale skupmy się już na przyszłości.

Kibicom ciężej.

– Jeśli ktoś chce skończyć na meczu z Lechią i nie kibicować nam dalej, to ma do tego prawo. Może ciągle odgrzewać derbowego kotleta, ale my nie mamy zamiaru tego robić. Niektórym się wydaje, że jesteśmy tuzami, bo ostatnio wygrywaliśmy dwa puchary. Zejdźmy na ziemię. My nawet z Chrobrym jeszcze nie wygraliśmy, ciągle możemy dostać w czapkę i dopiero wtedy byłby lament. Życzyłbym sobie, żeby kibice nie dokuczali zawodnikom. Ze mną mogą jechać.

 

Rozmawiał Dawid Kowalski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony