TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport Wirtualna wycieczka

Aktualności

img

10.08.2017

Arka Ojrzyńskiego: Kto pierwszy wypełni kontrakt Stawowego?

W polskim środowisku piłkarskim był kiedyś taki szkoleniowiec, który podpisał kontrakt na 10 lat, a miesiąc później w klubie już go nie było. To Wojciech Stawowy, który chciał zostać krakowskim Fergusonem. Miał w Cracovii zbudować potęgę, a skończyło się na porwaniu rozdmuchanej na cały kraj umowy. Bo 10 lat to abstrakcyjny i wręcz awykonalny czas do przetrwania na stołku trenerskim w Polsce.

 

Nikt takiej umowy wcześniej, jak i później nie dostał. Wszystko działo się na początku 2006 roku, a więc ponad 18 miesięcy temu kontrakt właśnie by wygasał.

 

Minęło więc już 11 lat, a polska piłka w tym kierunku nie zrobiła choćby pół kroku do przodu. W dalszym ciągu trudne do wyobrażenia  jest to, że jakiś trener nawet nie tyle zwiąże się z klubem dziesięcioletnią umową, co w tym klubie byłby choćby połowę tego czasu. Ireneusz Mamrot (w Chrobrym Głogów przez siedem lat) i Marcin Kaczmarek (w Wiśle Płock przez pięć lat) to tylko ewenementy i wciąż zapisujące rekordowe statystyki przede wszystkim w I lidze. Ekstraklasa natomiast szybko przeżuwa i wypluwa.

 

Mimo to kibicom polskich drużyn marzy się posiadanie na ławce swojego ukochanego klubu takiego „polskiego Fergusona”. Zmiany szkoleniowców jak rękawiczki nigdy nie wychodzą na dobre. Kilka nieudanych meczów i na stanowisku robi się wakat. A może w końcu ktoś przełamie ten bezsensowny trend?

 

Malutki tego zalążek mieliśmy w Arce, kiedy przejmował ją Grzegorz Niciński. Trenerem pozostał blisko trzy lata, a przecież nie miał drogi usłanej tylko różami. Często też musiał przejść gołymi stopami po jej kolcach. Awansował z drużyną do ekstraklasy, choć wcześniej przeżywał z klubem niemałe rozterki. Ale prezes Wojciech Pertkiewicz wtedy wytrzymał (co okazało się dobrym wyborem), choć później już nie mógł ciągnąć Arki Nicińskiego (to też okazało się strzałem w dziesiątkę). Arka wówczas nie wpadła w dołek, a rów mariański. Z tego wygrzebać mógł zespół ktoś zupełnie nowy.

 

No i się pojawił Leszek Ojrzyński. Dzisiaj odbierany jako zbawiciel.

 

– Nie tylko ja, ale cały zespół docenia jego warsztat. Jest facetem, z którym można śmiało podyskutować, przedstawić swój punkt widzenia i trener nigdy tego nie pominie – komplementuje szkoleniowca kapitan Krzysztof Sobieraj, który spośród piłkarzy Arki ma największe doświadczenie z pracą w Gdyni z różnej maści trenerami. W sumie aż z dwunastoma: Mirosławem Draganem, Zbigniewem Kaczmarkiem, Wojciechem Wąsikiewiczem, Wojciechem Stawowym, Robertem Jończykiem, Czesławem Michniewiczem, Petrem Nemecem, Pawłem Sikorą, Piotrem Rzepką, Dariuszem Dźwigałą, Grzegorzem Nicińskim i właśnie Leszkiem Ojrzyńskim.

 

– Mógłbym go porównać chyba tylko do trenera Stawowego: obaj konsekwentni, kładą nacisk na kwestie, których inni szkoleniowcy nie poruszali. Za Stawowego Arka grała fajną piłkę – wspomina Sobieraj i dodaje: – Jeśli miałbym wybrać tych, którzy według mnie byli najlepsi w Arce, to zdecydowanie Stawowy i potem długo, długo nic. No i teraz trener Ojrzyński. Zaszczepił charakter tej drużynie – przyznaje 35-latek.

 

– Trener Ojrzyński wywarł na nas ogromny wpływ nawet przez ten krótki czas. Zawsze dba o naszą psychikę, stara się dotrzeć do naszych głów, rozwiązywać wszystkie problemy na bieżąco i pozytywnie nastawiać na mecze. Jest bardzo ambitny. Wierzy i tę wiarę przelewa w nas. Czujemy jego fluidy – analizuje z kolei obrońca Arki Damian Zbozień.

 

– W tamtym sezonie nam tego brakowało. Teraz są determinacja, agresja i walka do końca o każdą piłkę – dodaje.

 

Ale czy możemy w ogóle brać go pod uwagę jako trenera, który w Gdyni zostanie na lata? Póki co to abstrakcja, ale nie ma też pewnie ani jednego szkoleniowca, który w ciągu czterech miesięcy pracy wygrałby dwa trofea i o mało nie ograł rywala w eliminacjach Ligi Europy.

 

– W Polsce w warunkach, w jakich funkcjonujemy, to trudne do ocenienia. Wszystko jest możliwe. Ja już pewnie tego nie doczekam, ale fajnie byłoby za kilka lat wspominać Arkę Ojrzyńskiego, który zapisze się w klubie nie kilkumiesięczną, a długoletnią pracą tego trenera – uśmiecha się Sobieraj.

 

Dawid Kowalski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony