TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Aktualności

img

13.06.2017

Wojciech Pertkiewicz: Chcę zobaczyć Rafała Siemaszkę strzelającego bramkę na San Siro.

Pierwszy sezon Arki po powrocie do ekstraklasy był dość mocno szalony. Z jednej strony udało się jej wywalczyć Puchar Polski, z drugiej, po niezłym początku w lidze przyszedł poważny dołek formy, który trwał i trwał, omal nie spychając gdynian na zaplecze.

Było panu wstyd za styl, w jakim utrzymała się Arka?

To nie my układaliśmy terminarz, zbieg wielu okoliczności spowodował, że zagraliśmy przeciwko drużynie, która w tamtym momencie miała zagwarantowane 9. miejsce i nie była maksymalnie zdeterminowana. To też po części element tego, co wydarzyło się tydzień wcześniej, czyli pojawiające się w prasie informacje jakoby Zagłębie miało wystawić skład rezerwowy czy wręcz zagrać przeciwko nam juniorami. Swoją drogą taka sytuacja wręcz prosi się o pewnego rodzaju przesunięcia w składzie, wcześniejsze urlopy dla kilku zawodników i tak dalej. Presja została jednak wywarta na trenera Stokowca i cały klub, to chyba Krzysiek Stanowski napisał, ze sytuacja jest bez wyjścia, bo cokolwiek się wydarzy będzie źle i dużo miał w tym racji. Ostatecznie Zagłębie zagrało drużyną prawie optymalną z kilkoma małymi roszadami. Zagrali zawodnicy, którzy myślami mogli być już na wakacjach i choć gra się dla kibiców, to z pewnością trudniej w takim momencie o pełną mobilizację. Dla nas z kolei był to mecz o wszystko. Nikt się przed nami nie położył, ale zgodzę się, że w tym meczu wola walki była po naszej stronie.

 

Pewnie też ta motywacja byłaby inna, gdyby w rolę Zagłębia obsadzić inną drużynę?

Tego się nie dowiemy. Powtórzę – zbieg wielu okoliczności spowodował, że w 37. kolejce ważyły się losy dwóch zespołów. To trochę na zasadzie efektu motyla – gdyby nie rzut karny w 92. minucie dla Wisły Płock w 30. kolejce, nie gralibyśmy z Zagłębiem Lubin, Korona nie grałaby w górnej połówce, trener Bartoszek nie zostałby trenerem roku i tak dalej. Antek Łukasiewicz trafiony w rękę poniekąd przyczynił się do wielu historii, łącznie z tym, że w Lubinie mieli już ugranego maksa jeśli chodzi o pozycję i zagraliśmy przeciwko nie wypruwającemu sobie flaków Zagłębiu.

 

Sebastian Staszewski napisał na Twitterze: Piłkarz Arki Gdynia. Po 7 czy 8 min zorientowałem się, że Lubin oddaje mecz. My w tym palców nie maczaliśmy. Ale szczerze? Wstyd mi było.

Chciałbym się dowiedzieć, który to zawodnik powiedział i chciałbym tę informację zweryfikować. Żyjemy w świecie szybkich informacji i krótkich newsów – nie mówię, że ten jest nieprawdziwy – tylko nie podoba mi się coś takiego, ponieważ taką notkę mogę zrobić na temat pana redaktora Staszewskiego. Jakąkolwiek, na zasadzie: ktoś mi powiedział, że redaktor Staszewski coś tam. Jeżeli informacja jest od zawodnika to trudno mi ją komentować, ale często wiarygodność takich wiadomości jest niska. Inna rzecz, że nie wiem czemu miałoby być temu anonimowemu zawodnikowi wstyd. Mieliśmy swoje okazje, ale Zagłębie też miało swoje. Jak pod koniec pierwszej połowy – kupa szczęścia, że piłka wtedy w siatce nie zatrzepotała, kończyłoby się po 45 minutach 2:1 i cholera wie co dalej.

 

Temu piłkarzowi mogło być wstyd właśnie dlatego, bo Arka potrzebowała odpuszczającego Zagłębia do utrzymania.

Nie chcę interpretować słów anonimowego piłkarza, który nawet nie wiem czy istnieje.

 

My wystawiliśmy za to spotkanie wszystkim jedynki.

No i okej, widziałem. Można oceniać czy mecz był kuriozalny, czy nie, ale też pamiętajmy: jedna drużyna za wszelką cenę musiała coś zrobić – przy takich umiejętnościach jakie posiada – druga, można powiedzieć, że nie musiała za wiele udowadniać. Tak to się zgrało, abstrahując od wszystkich teorii spiskowych, że taki wynik mógł się trafić. Wygląda na to, że wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, Arka nie miała prawa tego meczu wygrać, wszyscy byliby zadowoleni, gdyby przegrała. A my pojechaliśmy wygrać, w kalendarzu wypadło, że mamy Zagłębie w 37. kolejce. 3:1 i tyle.

 

Ale nie rozpaczał pan pewnie, że w 37. kolejce Arka gra akurat z Zagłębiem.

Nie rozpaczałem, oczywiście, że nie. Gdyby Zagłębie walczyło o dziewiąte miejsce z Wisłą, przypuszczam, że ten mecz wyglądałby inaczej. Z tym się wiążą wcale nie małe przychody finansowe, ale akurat ten mecz nie miał dla nich żadnego znaczenia pod względem dochodów z ekstraklasy.

 

Do tego utrzymania zbiera się też ręka Siemaszki.

Wiele meczów się zbiera – utrzymaliśmy się po 37. kolejkach, a nie przez jedną bramkę Siemaszki. Pamiętajmy, że ona była zdobyta w pierwszej połowie, a teraz się mówi, że ręka Siemaszki wyeliminowała Ruch. Nie, ta bramka mogła być równie dobrze nieuznana, my zaczęlibyśmy grać inaczej i wygralibyśmy 3:1. A może byśmy przegrali? Cholera wie. Jednak to był 36. mecz w sezonie – równie dobrze mogliśmy zremisować z Jagiellonią, gdzie była kontrowersja z rzutem wolnym pośrednim, który prawdopodobnie przypieczętował wtedy porażkę. Błędów w sezonie na korzyść czy niekorzyść jest wiele, sami prowadzicie taki ranking, to jest fragment wpisany w zawód. Pojawienie się VAR-u jest więc krokiem w dobrą stronę, jestem jak najbardziej za. Trzeba eliminować błędy sędziów, wynikające przecież głównie z ułomności ludzkiego oka.

 

Tę rękę tak szeroko komentowano też dlatego, ponieważ była – nazwijmy to – efektowna.

Tak i wydarzyła się w danym momencie – przypuszczam, że to nie odbiłoby się takim echem, gdyby miało miejsce w 2.-3. kolejce.

 

Również wypowiedzi nie pomogły Siemaszce, prawda?

No na pewno, jednak dumny z tego nie jest. Mógł uciec do szatni, nie udzielać wypowiedzi na gorąco, bo nie wiadomo co powiedzieć a sytuacja wydawała się dość czytelna. Próbowałem się w jego buty wpasować i jest trudno.

 

Kończąc ten wątek – na pewno chciałby pan, by kolejny sezon, jeśli chodzi o utrzymanie, był spokojniejszy.

Zdecydowanie. Inaczej będzie szpital. Często się mówi, że najtrudniejszy dla beniaminka jest drugi sezon, ja akurat uważam, choć dowiemy się za rok czy mam rację, że pierwszy jest najtrudniejszy, bo klub to nie tylko sport, ale firma działająca w jakichś realiach. Po awansie znaleźliśmy się na innym poziomie finansów, tego się trzeba było nauczyć, myślę, że ta nauka w las nie poszła. Natomiast cele jakie sobie ustaliliśmy to była walka o utrzymanie i oba te słowa chcę podkreślić „walka”, „utrzymanie”. To zostało zrealizowane – pytanie: jak? Odpowiedź jest banalna – zdobyliśmy wystarczającą liczbę punktów, która pozwoliła nam być na 13. miejscu w tabeli. Jak ktoś chce nam zarzucać, że słabo to wyglądało, to wracam do słów „walka” i „utrzymanie”. Przypominam świetne mecze w rundzie jesiennej w tym wygraną na Łazienkowskiej. A za sobą zostawiamy między innymi Cracovię. Klub od lat będący w ekstraklasie, funkcjonujący na wyższym poziomie finansowym, ponoć posiadający lepszych zawodników.

 

Ojrzyński był pana pierwszym wyborem?

Mieliśmy swoją listę i akurat trener Ojrzyński był numerem jeden w tamtym momencie. Jak rozpoczęliśmy rozmowy z „jedynką”, z którą się dogadaliśmy, to już nie będę mówił o pozostałych osobach.

 

To ciekawy wybór, bo Ojrzyński nie jest typowym strażakiem – po raz pierwszy tak późno obejmował klub.

Byliśmy w takiej sytuacji, kiedy dojrzeliśmy do zmiany trenera. Przeprowadziliśmy wywiad środowiskowy z zawodnikami, którzy mieli ze szkoleniowcem do czynienia – trenera idealnego nie ma i na temat Ojrzyńskiego różne opinie od różnych piłkarzy słyszeliśmy. Swoją opinię przedstawił dyrektor Klejndinst. Spotkaliśmy się dwukrotnie na długich rozmowach i dogadaliśmy się. Zaczęliśmy współpracę, trener zrealizował dwa cele przed nim postawione – można dyskutować w jakim stylu, ale trzeba do tego podejść zero-jedynkowo, oba cele zrealizował. Teraz kolejnym będzie zbudowanie drużyny, która najprawdopodobniej ma się bić o nieco wyższe miejsce niż 13.. Nie chcę deklarować, zrobię to, gdy ocenimy jak zostanie wykonany plan na lato.

 

Wiem, że taka była umowa, ale nie martwiły pana słowa trenera, że po ewentualnym spadku odchodzi?

To zostało źle odebrane, ale taka umowa była między nami. Zapisaliśmy, że utrzymanie gwarantuje jej przedłużenie, natomiast spadek umowy nie przedłuża, lecz umówiliśmy się już poza protokołem, że to nie znaczy, że nie rozmawiamy.

 

Teraz, po utrzymaniu, sztab się zmieni? Krupski i Witt zostają?

Najprawdopodobniej. Mówię w ten sposób, bo w najbliższych dniach wszystko się wyjaśni. Zostanie prawdopodobnie Grzegorz Opaliński jako asystent, chcemy, by został Grzegorz Witt, czekamy na jego decyzję, wszystko wskazuje na to, że Jarek Krupski zostanie. Sztab medyczny pozostanie bez zmian, poszerzony o kolejnego masera i diagnostę. Szczegóły w kolejnych dniach, ale rewolucji bym tutaj nie widział.

 

Gdyby Witt zdecydował się odejść, będzie dla niego miejsce w innej roli?

Będziemy myśleć, bo to też nie jest tak, że zostaje dużo miejsca – drużyna rezerw, juniorów, stanowisko koordynatora ds. młodzieży. Tam już pracują ludzie od wielu lat związani z Arką, więc nie byłaby to komfortowa sytuacja. Nie chcielibyśmy jednak tracić takich osób jak Grzesiek Witt, bo to jest jednostka niesamowicie wartościowa, oddana Arce i profesjonalna. Ma duże doświadczenie i mam nadzieję, że zostanie przy pierwszej drużynie.

 

Której przydadzą się wzmocnienia. Chodzą nazwiska Dancha czy Ilijewa.

Mogę dołożyć do tego kolejne. Lista jest długa i zaczęła powstawać jeszcze zanim udało nam się utrzymać w Ekstraklasie, a właściwie od czasu, gdy zaświtała szansa awansu do niej. Wiadomo jednak, że nie będąc pewnym pozostania trudno o konkrety w rozmowach. Mało kto jest zdecydowany przejść do klubu, nie wiedząc, w której lidze przyjdzie mu występować. Teraz jest gorący okres i rozmowy nabierają konkretniejszego kształtu.

 

Czyli to nie kaczki dziennikarskie, że interesujecie się i rozmawiacie z wyżej wymienionymi?

„Rozmawia” i „interesuje się” to w futbolu z pozoru synonimy, ale jednak nie do końca. Na listach mamy dziesiątki nazwisk. Na każdą pozycję. Danch, Ilijew też na nich są. Praca trenera i dyrektora sportowego polega na tym, by „interesować się”. Ważniejsze jest dla mnie to, jakie będą efekty dyskusji trenera z dyrektorem sportowym i to, by układały się one w przekonującą też mnie logikę. Nie uzurpuję sobie prawa do oceny merytorycznej poszczególnych zawodników, nie mam ku temu podstaw – to jest praca pionu sportowego. Jednak po dyskusji podejmuję się oceny ryzyka w odniesieniu do ewentualnych kosztów.

 

Czy po roku w Ekstraklasie Arkę stać już na transfer gotówkowy?

Stać, tylko pytanie o kwotę i czy taki transfer naprawdę jest lepszy od transferu bezgotówkowego. Jeśli masz gracza o podobnym potencjale za x złotych czy zero złotych, wolę wziąć tego za zero złotych. Jeśli ktoś będzie chciał mnie przekonać, że tamten drugi jest lepszy lub jest słuszną inwestycją to rozmawiamy. To pytanie często się pojawia i mam wrażenie, że dla wielu transfer gotówkowy jest wartością samą w sobie.

 

Jeśli dyrektor z trenerem pokażą, że rzeczywiście warto zapłacić za kogoś – dajmy na to – 100 tysięcy euro, pan jest w stanie te pieniądze wyłożyć?

Abstrahując od kwoty – kwestią jest, czy wyłożone pieniądze równoważyć się będą z jakością zawodnika, czy przełoży się to jakość drużyny, zwiększy prawdopodobieństwo sukcesu sportowego, a co za tym idzie większych przychodów i radości dla kibiców. Przed sezonem sprowadziliśmy za darmo lub niewielkie kwoty kilku piłkarzy. W pierwszej drużynie regularnie grało kilku i różne oceny im można wystawić, acz zapewne oczekiwania były nieco większe. Nie stać nas na spektakularne błędy z transferami gotówkowymi. Lecha na pomyłkę typu Ubiparip, który do Poznania przychodził chyba za 400 tysięcy euro, było stać. Nas coś takiego by zabiło. Bo nie dość, że mamy zawodnika za tyle pieniędzy, płacimy mu zapewne niemałą pensję, to jeszcze na jego miejsce kogoś trzeba ściągnąć. Na tańsze pomyłki, które są przecież nieuniknione, nas stać, a minimalizowanie ryzyka pozwoliło wydobyć się z kłopotów finansowych.

 

W każdym razie, transfery powinny być lepsze niż ostatnio, bo tych z sezonu 16/17 chyba nie można dobrze ocenić.

Celem było utrzymanie się w ekstraklasie i w niej pozostaliśmy ale dobrze, to polećmy. Kto przyszedł latem? Sołdecki…

 

Minus.

…dzisiaj można powiedzieć, że nie spełnił oczekiwań, chociaż przed sezonem nie spotkałem głosu, który by mówił, że to jest zły ruch. Wręcz przeciwnie – świetny. Piszę się laurkę przed sezonem, a po nim wszyscy jesteśmy mądrzy. Początek rozgrywek Sołdka był niezły, potem dołek, końcówkę zagrał już jako defensywny pomocnik i chyba bez dramatu. Przed nami kolejny sezon współpracy i zobaczymy jakie zadania dla Dawida będzie miał trener Ojrzyński. Myślę, że będzie lepiej. Jednak okej, tutaj zgoda, oczekiwania były wyższe niż to w jaki sposób się dotychczas zaprezentował.

 

Zbozień?

Kosmosu nie oczekiwaliśmy, kosmosu nie dostaliśmy. Solidny zawodnik o nieco innych walorach niż Tadek Socha i dzięki temu była konkurencja na tej pozycji.

 

Którą przegrał.

Może tak, może nie. Zagrali mniej więcej po połowie. Wiemy, że jeden i drugi mają inne walory, jeśli chodzi o atletykę czy funkcję na boisku. Tutaj pewnie malutki minus i choć oczekiwania były nieco wyższe, to jednak bez dramatu. Zobaczymy czy będziemy jechać dalej razem.

 

Zjawiński – wiadomo, już został oceniony, skoro go nie ma w klubie, a Trytko i Barisić?

Szkoda Josipa, fajny i bardzo ambitny facet i wyglądało, że coś z tego będzie, mimo że pierwsze pół roku w tym sezonie na to nie wskazywało. Wypożyczyliśmy go idąc nieco pod prąd, inna sprawa, że to była sytuacja podbramkowa. Długo rozmawialiśmy z innym zawodnikiem, jednak klub zablokował jego przejście do Arki, kiedy dograliśmy warunki kontraktu indywidualnego. Do tego kontuzję miał Paweł Abbott, groźnie wyglądał uraz Rafała Siemaszki. Pachniało tym, że zaczniemy wiosnę bez napastnika. Na pewno Josip jest rozczarowany, my też, nawet udało się nam dogadać, żeby umowę rozwiązać wcześniej, szczególnie, że co chwilę miał większą czy mniejszą kontuzję. Zdecydowanie in minus.

 

Formella?

Wielkie nadzieje. Jeśli spojrzeć na jego statystyki bramek i asyst, to suche cyfry wyglądają przyzwoicie. Sama gra dawała jednak dużo do myślenia i Darek nie był pewniakiem w pierwszej jedenastce. Myślę, że oczekiwaliśmy nieco więcej, choć pewnie dość naturalnie te oczekiwania były oparte na niedawnych wspomnieniach udziału Darka w wywalczeniu awansu do Ekstraklasy.

 

Wraca do Poznania?

Teraz na pewno wrócił do Lecha, rozmawiamy. Nie chcę nic deklarować.

 

Wielu kibiców ma do niego pretensje, różne historie się słyszy i czyta, z udziałem Formelli i fanów.

Różne historie się słyszy. Jedne są bliżej prawdy, drugie nieco naciągane. Darek bardzo chciał przyjść do Arki, nie dlatego, że myślał tylko o sobie, ale lubi to miejsce, lubi Arkę Gdynia i lubi atmosferę wokół klubu. A że jest osobą pewną siebie, wygadaną i ekspresyjną to zważywszy na wiek o nieporozumienie nie trudno. Czasami niefortunna wypowiedź w chwili emocji potrafi coś zepsuć ale to nie znaczy, że u Darka nie ma w sercu Arki, myślę, że jest, chociaż umie tego nie okazywać.

 

Dalej – Zarandia i Marciniak mieli przebłyski, ale to chyba tyle?

Gdy Zarandia dołączał zimą, to plan dla niego był bardzo ostrożny. Miał się aklimatyzować, pracować mocno w treningu i powoli wchodzić do gry. Życie pokazało, że przytrafiła mu się piękna akcja i medal za Puchar Polski. To była melodia przyszłości i nadal jest. Nowy sezon nowe nadzieje i weryfikacja. Luca jest regularnie jest powoływany do kadry U21. Uważam, że to nie był minus, ale mały plus z opcją na przyszłość. Adam Marciniak – wiadomo, górki, dołki. Nie rozczarował.

 

Zmierzam do tego, że utrzymanie zagwarantowała w dużej mierze stara gwardia, z pierwszej ligi.

Nie zgadzam się, ale nawet jeśli, to płakać czy nie? Zagwarantowała drużyna, 20-paru zawodników, gdzie każdy mecz trzeba analizować oddzielnie.

 

Tak, ale może gdyby transfery były lepsze, ten sezon mógłby wyglądać w lidze spokojniej?

Mógłby, ale może gdybyśmy zatrudnili jeszcze innych zawodników, to spadlibyśmy z ligi Naprawdę, teraz możemy każdą postać ocenić i gdybać. Decyzje podejmowane są przed sezonem i dział sportowy nie składa rekomendacji przeciwko sobie. Transfery to wypadkowa tego jak trener widzi drużynę, jak będzie chciał grać, dopasowania, w miarę możliwości finansowych, aktorów, a potem życie to weryfikuje. Do tego dochodzą kontuzje, kartki. Wiadomo, że im dłuższa ławka, tym życie trenera jest spokojniejsze, ale nas nie stać na to, by mieć 25 równorzędnych zawodników, tylko szukamy uzupełnień w młodych, zdolnych chłopakach. Mam nadzieję, że oni dostaną szansę w nowym sezonie, bo w minionym w Pro Junior System mieliśmy zero oczek. Trenuje Szymon Nowicki, Jakub Wawszczyk, Janek Łoś ciekawie wyglądał w Centralnej Lidze Juniorów, myślę, że takie postacie muszą dołączać.

 

 Paweł Paczul

 

Inne wątki: weszlo.com








Poprzedni Następny

Mapa Strony