TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Aktualności

img

16.04.2017

Michał Nalepa: My twardo stąpamy po ziemi.

Przed meczem derbowym zapraszamy na rozmowę z Michałem Nalepą, która ukazała się na portalu weszlo.com.

Mógłbyś mieć lechistę za kolegę?

Myślę, że byłoby ciężko. Chociaż w życiu niczego nie można wykluczyć, jakkolwiek spojrzeć znam się trochę z Pawłem Stolarskim z kadry, choć może nie mamy stałego kontaktu. Generalnie byłoby więc o coś takiego trudno, jednak gdyby ktoś był nastawiony pozytywnie do tej znajomości, nie byłoby większych przeciwwskazań.

 

A z braćmi Paixao poszedłbyś na kawę?

Nie, nie, raczej nie, a może raczej na pewno nie.

 

Sobieraj powiedział po poprzednich derbach, że to siostry, nie bracia.

No, powiedział, z tego co widziałem w mediach, ale nie pytałem Krzyśka czy tak było w rzeczywistości, czy nie. Do małych zgrzytów wówczas dochodziło, ale szczegóły mnie nawet nie interesowały.

 

Zapytałbym cię jak z twojej perspektywy wyglądały derby, ale wiele nie zagrałeś.

Tak, ja długo byłem na ławce rezerwowych. Na pewno Lechia wyglądała piłkarsko bardzo dobrze, widać, że ma zawodników dużej klasy, ale nie świadczy to o tym, że muszą z nami wygrać czy zdobyć mistrza, jak celują. Nie zawsze same umiejętności piłkarskie wygrywają.

 

Wydaje mi się, że szatnia Arki i Lechii to różne charaktery.

Myślę, że tak, jest sporo różnic między obiema szatniami. Chociażby z opowiadań naszych chłopaków, którzy znają niektórych z Lechii, to wiem, że tam na pewno jest inne mniemanie o sobie, inne kariery, nastawienie do piłki, sportu i barw klubowych. Bo u nas może jest – nie dużo – ale więcej zawodników, którzy są związani z Arką i mocniej zależy im na dobrej postawie klubu, a niekoniecznie musi tak być w Lechii.

 

Piłkarze Arki twardziej stąpają po ziemi?

Na pewno jest tam kilku zawodników, którzy mają głowę w chmurach i niektóre wypowiedzi są co najmniej dziwne. U nas każdy twardo stąpa po ziemi, nie ma gwiazd i wywyższania się, tym bardziej po ostatnich porażkach. Wszyscy widzą, że nie zawsze jest kolorowo.

 

Z tych piłkarzy Lechii, którzy według ciebie mają głowę w chmurach, obstawiłbym, że chodzi ci o wspomnianych braci Paixao.

Nie chcę podkręcać atmosfery i wymieniać nazwisk. To jest moje zdanie, zachowam je dla siebie, ale sądzę, że jest tam kilku zawodników, którzy za bardzo pokazują swoje ego i są zbyt hej do przodu, jak ja to mówię.

 

Natomiast faktem jest, że po derbach rozjechaliście się z Lechią wynikami.

Na pewno, nie da się tego ukryć, że wyniki są jakie są. Lechia poszła w kierunku w jaki celowała z takimi piłkarzami, czyli na mistrzostwo. My mieliśmy troszkę inny plan, walczyć o pierwszą ósemkę, ale nie poszło to tak, jak powinno. Jest trochę gorzej, a nawet bardzo, sytuacja nie jest optymalna, jednak mam nadzieję, że wszyscy zepną tyłki i w najbliższym meczu wywieziemy punkty z Gdańska. One są nam potrzebne, a też ten mecz derbowy jest ważny dla każdego kibica i dla wielu osób od nas z szatni, które żyją tym wszystkim.

 

Puchar Polski jest takim trofeum, które w przypadku wygranej, byłoby osłodą gdybyście spadli?

Myślę, że nie. Priorytetem jest liga, żeby się w niej utrzymać, nie po to walczyliśmy przez dłuższy czas o awans, by znowu z niej spaść, a na pewno mamy drużynę i zawodników na utrzymanie.

 

Co się właściwie stało w tym meczu z Wigrami?

Trudno to racjonalnie ocenić, ale zagraliśmy fatalnie. Nasze podejście było dobre, każdy miał odpowiednie nastawienie, nie lekceważyliśmy przeciwnika, bo wiedzieliśmy, że w piłce może się wszystko wydarzyć, choćby po ostatnich meczach Ligi Mistrzów. Lecz na boisku wyglądało to inaczej, jakbyśmy byli przestraszani, bali się i zagraliśmy nie tak jak mieliśmy. Całe szczęście, że skończyło się to dla nas dobrze, bo moglibyśmy zakończyć kariery, gdybyśmy nie awansowali do finału, mając 3:0 na wyjeździe z pierwszoligowym zespołem. Dobrym, ale na pewno to nie byłoby dla nas nic ciekawego.

 

Zanim zobaczyłeś, że sędzia podnosi chorągiewkę po golu na 5:2, miałeś najgorsze myśli?

Czarny scenariusz był, całe szczęście, że sędzia zagwizdał spalonego, który z tego co potem spojrzałem rzeczywiście miał miejsce. Na początku jednak, gdy wpadła ta bramka, to miałem czarne myśli i szukałem miejsca gdzie mógłbym zapaść się pod ziemię. To byłby wstyd, blamaż i kompromitacja.

 

Steinbors przeżywał to potem w szatni?

Na pewno. Pavels jest profesjonalistą, doświadczonym zawodnikiem, jeździ na kadrę i przeżywał tę sytuację. Na pewno nikt nie robi takich rzeczy specjalnie, emocje i nerwy spowodowały, że nie zerknął za siebie. Uważam, że gdyby mecz był o mniejszą stawkę ze spokojniejszym wynikiem, to on by spojrzał, wtedy tak się nie stało i strzelili nam kuriozalną bramkę. No, ale cóż, Pavels wziął się na następny dzień do roboty, ciężko trenował, czyli tak jak powinien zrobić. Staraliśmy się go podnieść na duchu, bo we wcześniejszych meczach obronił karnego i też nam pomógł awansować dalej. Błędy się zdarzają, takie nie powinny, ale taka jest piłka i tyle.

 

Byłeś na niego w tamtym momencie wściekły?

Szczerze powiedziawszy, ja nie wiedziałem co się stało, bo odwróciłem się do przodu czekając na standardowe wybicie, a za chwilę słyszę kibiców, którzy głośno zareagowali i patrzę, że piłka jest w siatce. Spytałem kolegów na boisku co się stało i dopiero po meczu zobaczyłem sytuację, nie wyglądało to za kolorowo.

 

Do tej bramki dochodzą dwa gole po wrzutach z autu. Nie wypada.

Zdecydowanie nie wypada, błędy jak w juniorskich ligach. Nie może być tak, że przeciwnik wrzuca piłkę z autu, a my dwa razy w podobny sposób tracimy bramkę. Takie gole to można naprawdę tracić w juniorach, a nie na naszym poziomie.

 

Atmosfera po tych wszystkich porażkach siadła w Arce?

Na pewno atmosfera z czasów, gdy robiliśmy awans była lepsza, bo wiadomo, że gdy się wygrywa i i wyniki są korzystniejsze, to atmosfera jest super, a gdy przychodzą porażki i jest gorsza sytuacja w tabeli, to idealnie nie będzie. Chociaż też nie było jakoś tragicznie, trzymaliśmy się razem – a przynajmniej staraliśmy – i wierzyliśmy, że to nas pociągnie. Na razie tak się nie dzieje, mam nadzieję, że zmiana będzie od najbliższego meczu, a wręcz musi być, bo inaczej tego nie widzę.

 

Mówi się, że Niciński stracił szatnię.

Głosy będą różne. Jak nie ma wyników, to zawsze będzie się szukało powodów i przyczyn. Myślę, że trener nie stracił szatni, nikt nie grał przeciwko niemu – takie opinie krążą i trzeba je od razu dementować – bo na pewno nie wyobrażam sobie, żeby ktoś w mojej drużynie grał przeciwko szkoleniowcowi. Był moment, kiedy przyszedł dołek i może coś się wypaliło, ktoś przestał wierzyć… Nie wiem.

 

Może też duży wpływ na wyniki miało to, że trener ciągle rotował, na przykład obroną?

Wszystko możliwe, nie jest powiedziane, że nie. Z tego co się interesuję piłką i od lat w nią gram to wiem, że defensywa musi być w miarę stabilna i grać w miarę możliwości wiele meczów razem. U nas było sporo rotacji – też spowodowanych kartkami, kontuzjami i słabszą dyspozycją – trener Niciński podejmował takie decyzje i miał do tego prawo. On decydował i brał za to odpowiedzialność, widział nas w treningu każdego tygodnia. Na pewno jest łatwiej grać z kimś, z kim współpracujesz co tydzień w tym samym zestawieniu.

 

Niciński wiele rozmawiał z zawodnikami czy podejmował decyzje autorytarnie?

Nie było tak, że z nikim nie rozmawiał, rozmawiał z zawodnikami przed meczem czy po odprawie, tłumaczył jak chce, żeby to wyglądało. Czy tych rozmów było dużo czy mało, trzeba by każdego z osobna zapytać, myślę, że wystarczająco.

 

A co mówili ci koledzy na temat tych ciągłych roszad?

Szczerze, to ja nie zagłębiałem się w to, co myślą koledzy, bo tutaj chodzi o blok defensywny. Dwa, trzy razy zapytałem czy to jest tak przyjemnie i fajnie, jak się to ustawienie zmienia. Nikt nie narzekał, bo każdy przychodzi po to, żeby wykonywać plan nakreślony przez trenera, ale na pewno nie jest fajnie i łatwo, gdy co mecz ma się innego kolegę z boku, bo pewne schematy i zachowania trzeba powielać z tymi samymi kumplami.

 

Ty żałujesz, że zostałeś w Arce?

Nie żałuję. Dalej jestem w grze, w kadrze zespołu, liczę na to, że będę grał więcej. Wierzyłem po rozmowach z trenerem Nicińskim w więcej czasu na boisku, ale trener zadecydował tak, a nie inaczej. Grali inni, ja dostawałem szanse w drugich połowach czy końcówkach, szanuję te decyzje, ale na pewno nie jestem zadowolony. Wcześniej grałem większość meczów w podstawowym składzie robiąc awans, potem przytrafiła się kontuzja, lecz uważam, że później wróciłem do formy i byłem w stanie grać od pierwszych minut.

 

Jednak jesteś zawiedziony czy rozczarowany? Pomogłeś w awansie, a potem trener nie zaufał ci na tyle, żebyś zagrał choć raz od początku.

Zawiedziony jestem, bo wiem, że dałbym sobie spokojnie radę grając od początku. Trener może postawił na tych zawodników, którym ufał, z którymi grał początek rundy w ekstraklasie i na nich liczył do końca.

 

Pewnie byłoby ci to łatwiej zrozumieć, gdybyście wygrywali.

Na pewno, jak drużyna wygrywa to nie ma nic do gadania. Jednak tak jak mówisz, wyniki były słabsze, zawodnicy grali raz lepiej, raz gorzej, a ja nie dostawałem szansy. Lecz takie decyzje podejmował trener i tyle.

 

Prezes Pertkiewicz powiedział, że twoja decyzja o zostaniu pachniała leniem.

Jeśli prezes tak powiedział, to ma prawo do takiego zdania. Jednak nie chodziło tu o lenia, po prostu nie uważam, żeby cofnięcie do pierwszej ligi było dobre – tam walczyliśmy o awans, ja zostałem wybrany najlepszym zawodnikiem i po prostu przydarzyła mi się kontuzja, gdzie przez trzy-cztery miesiące nie grałem, potem dochodziłem do siebie przez miesiąc. Uważałem, że nie było konieczności powrotu do pierwszej ligi, bo wiedziałem, że sobie spokojnie poradzę w Arce i ekstraklasie. Na pewno to nie było związane z leniem, ja znam swoją wartość i myślałem, że dostanę trochę więcej szans i zaufania od trenera. Jednak wyszło jak wyszło.

 

Czujesz się lepszy od takiego Sambei?

Na pewno nie czuję się gorszy. Miałem dobry okres w Arce, zrobiliśmy awans, uważam, że to jest dużo, a też sporo pomogłem klubowi razem z chłopakami. Przyszła kontuzja, Sambea wszedł do składu, jak grał to na pewno nie mnie oceniać, ale nie czuje się gorszy.

 

Jak opiszesz te pierwsze dni z Ojrzyńskim?

Został bardzo pozytywnie odebrany przez całą drużynę. Dużo nowych i ciekawych rzeczy, dużo taktyki, trener widział i widzi dużo błędów, które trzeba poprawić. Jest wiele zmian.

 

Jakaś jedna, ale konkretna, nasuwa ci się na myśl?

Myślę, że te treningi taktyczne, takie już na wysokim poziomie. Szczególnie dużo pracowaliśmy w defensywie, bo analizowaliśmy nasze wcześniejsze mecze i dużo było błędów w defensywie, może prostych czasami, ale trzeba ich w następnych meczach unikać.

 

Pokazał już tę swoją twarz motywatora?

Tak, na pewno. Od razu po pierwszych spotkaniach było widać, że jest pozytywnym człowiekiem i motywatorem. Myślę, że morale podskoczyło, ale trudno wszystko ocenić od razu. Sam trener nie jest bogiem, że zaraz po przyjściu wszystko będzie super – ma za zadanie coś poprawić i trzy czy jeden punkt w Gdańsku będą budować zespół.

 

Jesteś bliżej jedenastki?

Zobaczymy. Trener ma swój styl, szuka zawodników walczących, być może wysokich, zobaczymy czy mu się przydam. Powtarza, że każdy mu jest potrzebny, bo samą jedenastką nic nie zrobi.

 

To właściwie dobry moment, żeby grać teraz derby?

Wiele osób mówi, że moment jest średni, ale ja myślę, że wcale nie jest zły. Możemy dużo zyskać, nie idzie nam, ale nie jest powiedziane, że świeża krew nam nie pomoże. Każdy się zmotywuje podwójnie albo i potrójnie, wyjdziemy z czystymi głowami i kto wie, może to przyniesie jakiś sukces. Wygrana czy choćby remis nas podbuduje.

 

Remis wziąłbyś w ciemno?

Nie. Dla mnie liczy się wygrana, więc nie będę jakoś cieszył się z remisu, ale też nie będę płakał. Jednak jedziemy i walczymy o zwycięstwo.

 

Rozmawiał Paweł Paczul

 

 http://arka.gdynia.pl/images/galeria_zdjecie/big/weszlo_strona_58f5b48f2279383da4f10b98347b05af.jpg








Poprzedni Następny

Mapa Strony