TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Aktualności

img

27.02.2017

Szwoch: Teraz to ja jestem wygranym, bo utarłem nosa dziennikarzom.

Mateusz Szwoch był jednym z bohaterów Arki w wygranym meczu z Koroną. W rozmowie z "PS" pomocnik odnosi się do krytyki, jaka ostatnio na niego spadła. - Trener Niciński nie ciągnie mnie za uszy. Teraz to ja jestem wygranym, bo utarłem nosa dziennikarzom - mówi.

PIOTR WIŚNIEWSKI: Jak reagował pan na krytykę pod swoim adresem w ostatnich tygodniach?
MATEUSZ SZWOCH: Taki jest sport... Krytykuje się Ronaldo, Messiego, czemu nie miałoby się krytykować Szwocha? Staram się zachować w tym wszystkim spokój. Dla mnie liczy się opinia trenera i tych ludzi, którzy są ze mną na co dzień.


Widać, że nerwy ma pan ze stali, o czym świadczy pewnie wykonany rzut karny z Koroną.
MATEUSZ SZWOCH: Nie było może efektownie, za to poczekałem na ruch bramkarza. Często tak robię na treningach. Fajnie, że w meczu to powtórzyłem. W meczach o punkty karne były zarezerwowane dla Marcusa, który się nie mylił. Z Koroną mu się nie udało, dlatego to ja podszedłem do drugiej jedenastki.


Trener Grzegorz Niciński powiedział, że Arka potrzebowała takiego zwycięstwa. Panu chyba również potrzebny był dobry występ żeby zamknąć usta krytykom?
MATEUSZ SZWOCH: W czwartek wszyscy mnie krytykowali, zastanawiali się dlaczego gram, a po piątkowym spotkaniu ci sami ludzi mnie chwalili. Prawda jest taka, że mogę się obronić jedynie na boisku. Nic nie da obrażanie się na dziennikarzy. Muszę wyjść na murawę i tam wam odpowiedzieć. Teraz to ja jestem wygranym, bo dziennikarzom utarłem nosa, a jutro to oni mogą być wygrani.


Wygranym okazał się także trener Niciński, który konsekwentnie na pana stawia. Niektórzy sugerują, że szkoleniowiec na siłę ciągnie pana za uszy.
MATEUSZ SZWOCH: Nie odniosłem wrażenia, że trenera ciągnie mnie za uszy. Z Koroną odpłaciłem się mu za zaufanie. Wcześniej gdy siedziałem na ławce, nie obrażałem się. Rozumiałem jego decyzje.


Przypomniały się czasy I ligi, kiedy pan do spółki z Dariuszem Formellą wygrywał Arce mecze.
MATEUSZ SZWOCH: To chyba nie jest żadną niespodzianka, że współpraca układa nam się tak dobrze. Z Koroną cały zespół dobrze wyglądał. Jeden czy dwóch piłkarzy w formie nie zagwarantuje zwycięstwa. W piątek jedenastu plus rezerwowi zasuwali po zwycięstwo.


Darek Formella żartował, że woli pan strzelać gole z karnego, niż wykorzystywać jego podania.
MATEUSZ SZWOCH: Miał prawo tak myśleć. Akurat tak się złożyło, że po jego dwóch podaniach mogłem zdobyć bramkę. Niech tak dalej mi dogrywa, na pewno coś strzelę. Może w następnym meczu to ja mu skutecznie dogram piłkę?


Trener Korony Maciej Bartoszek powiedział, że Arka była bardzo konkretna w ofensywie.

MATEUSZ SZWOCH: Tak konkretni powinniśmy być w każdym spotkaniu. To jest klucz do zwycięstw. Nie możemy sobie pozwolić na taką grę jak Barcelona. Nie przeprowadzimy stu ataków, tylko kilkanaście. I musimy być skuteczni.


W 3. kolejce z Ruchem Chorzów zaliczył pan trzy asysty. Mecz z Koroną był lepszy w pana wykonaniu?
MATEUSZ SZWOCH: Już nawet nie pamiętam o Ruchu. O Koronie też szybko zapomnę. W piłce nie można żyć historią. Teraz myślę o Wigrach, a dopiero potem o kolejnych spotkaniach w lidze.


Znów pokazaliście jak silna jest Arka w ofensywie. Po pierwszych meczach wiosną zarzucano wam asekurancką grę.
MATEUSZ SZWOCH: Brakowało nam finezji i polotu, a już zwłaszcza w Gdyni. Z Koroną dostaliśmy więcej luzu w ofensywie. Z drugiej strony nie oszukujmy się, z Legią i na wyjeździe z Zagłębiem nie mogliśmy się otworzyć. Pewnie jakbyśmy grali z większym polotem, to skończyłoby się to dla nas gorzej niż jednobramkową porażką. Owszem, żałujemy, ale też nie przesadzajmy z tą dosadną krytyką Arki.


Długo czekaliście na kolejną wygraną u siebie.
MATEUSZ SZWOCH: Za długo jak na mecze w domu... Ostatni raz wygraliśmy w Gdyni 19 września. Polskie drużyny mają to do siebie, że potrafią z własnego stadionu zrobić twierdzę. Gdynia przez jakiś czas też była naszą twierdzą. Bali się nas. Chyba sami się przez to uśpiliśmy. Potem kto przyjeżdżał do Gdyni, nie czuł się jak w gościach...


Trener znalazł miejsce na boisku dla pana i Dominika Hofbeuera. Jak się wam układa współpraca?
MATEUSZ SZWOCH: Dominik oprócz wysokich umiejętności, potrafi też zaorać boisko. Z takim piłkarzem zawsze znajdzie się nić porozumienia. Ale na przykład z Yannickiem Kakoko też chwalę sobie współpracę. Czasami to jak czujesz się na boisku nie zależy od konkretnego piłkarza, tylko od założeń. Z Koroną graliśmy odważnie, agresywnie, to była nasza piłka.

 

Piotr Wiśniewski

 http://arka.gdynia.pl/images/galeria_zdjecie/big/prasa052_d91c003ef439aa787a03063d5a617b9a.jpg

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony