TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

13.08.2016

Zjawiński kontra Pawełek.

Dariusz Zjawiński grał w 2005 roku wspólnie z Mariuszem Pawełkiem w Odrze Wodzisław. Napastnik Arki zapewnia, że wie jak strzelić gola bramkarzowi Śląska Wrocław, który na razie w tym sezonie ekstraklasy jest niepokonany. To dobry prognostyk dla żółto-niebieskich przed sobotnim meczem przy ul. Olimpijskiej. Gdynianie wygrali poprzednio przed własną publicznością oba spotkania, a wspomniany piłkarz posyłał piłkę do siatki zarówno Wisły Kraków jak i Ruchu Chorzów.

Jacek Główczyński: Lech, Legia, Pogoń i Lechia nie potrafiły Mariuszowi Pawełkowi strzelić gola w tym sezonie ligowym. Czy bramkarz Śląska jest do pokonania w sobotę?

Dariusz Zjawiński: Każdy bramkarz jest do pokonania. W Pucharze Polski udowodniła to Sandecja. Oglądałem ten mecz i widziałem, że I-ligowiec miał też inne okazje. Dlatego jestem przekonany, że jeśli i my będziemy stwarzać sytuacje podbramkowe, to coś wpadnie. Jednak i my musimy także zadbać o to, by zagrać na zero z tyłu.

Miał pan okazję grać z Pawełkiem wspólnie w Wodzisławiu. Czy dziwi się pan tej obecnej passie bramkarza Śląska, gdyż w przeszłości żartobliwie przypominano, że często zdarzały mu się błędy i puszczał gole po tzw. "Pawełkach"?


Nie. Co prawda w Wodzisławiu byliśmy wspólnie tylko przez kilka miesięcy, gdyż on odchodził do Wisły Kraków, ale na treningach dał się już wówczas poznać jako bardzo dobry bramkarz. Owszem czasami zdarzały mu się chwile dekoncentracji, miał jakieś wpadki na przedpolu, ale to nie zmienia faktu, że zna swój fach, gra bardzo dobrze nogami. Jeśli jednak w Gdyni będzie miał słaby moment to ja czy któryś z kolegów postaramy się to wykorzystać. Nikt przecież nie jest niepokonany. Wystarczy tylko dobrze uderzyć. Mam nadzieje, że to się nam uda w sobotę.

Pan na razie strzela tylko u siebie, a Arka wygrywa również wyłącznie w Gdyni. Uzależniliście się aż tak mocno od dopingu własnych kibiców?


Wiadomo, że ten 12 zawodnik pozwala wzbić się na inny poziom, sięgnąć wyżyn umiejętności. Ale duże znaczenie ma też to, kto strzela pierwszego gola, gdyż potem można kontrolować w miarę mecz. Niewiele brakowało, a Ruch prowadziłby w Gdyni, bo stworzył pierwszy groźną sytuację, w której Ćwielong się przewrócił. W Białymstoku już nie mieliśmy tyle szczęścia. Nie wiem z czego wynikają te sytuacje dla rywali w pierwszych minutach? Może to brak koncentracji? Dlatego na początku meczu musimy się tego wystrzegać. Trzeba jeszcze bardziej się skupić. Jak przetrwamy 15-20 minut bez straty gola, to grać nam się będzie zupełnie inaczej.

 

Po porażce w Białymstoku 1:4 nastroje nie mogą być szczególne, ale zapewne, gdyby przed startem ekstraklasy ktoś po 4 kolejkach dałby Arce 6 punktów i 7 miejsce w tabeli, to bralibyście to w ciemno?

Na pewno. Te porażki tym bardziej bolą, gdy zobaczy się statystyki. One pokazują, że Arka stara się kreować grę. Natomiast mankamentem jest ustawienie się do kontrataków rywali, nie potrafimy uniknąć zagrożenia. Co z tego, że w Białymstoku jeszcze w przerwie mobilizujemy się, mówimy sobie, że wychodzimy, by zachować twarz i od razu dostajemy trzecią bramkę po kolejnym błędzie.

Z drugiej strony te statystyki świadczą, że mimo iż jesteście beniaminkiem to rywale mają przed wami respekt skoro po zdobytym golu nie ruszają po następnego tylko cofają się i czekają na kontry?

Może to nie respekt, a wyrachowanie. Zarówno w Niecieczy jak i Białymstoku szybko dostaliśmy tzw. dzwony. Musimy to zmienić. Potrzebne są nam punkty na wyjeździe, gdyż powodzenia w ekstraklasie nie można budować tylko grami u siebie. Obojętnie czy zremisujemy czy wygramy poza Gdynią to jestem przekonany, że zespół uwierzy, iż może skutecznie grać także na obcych boiskach.

Gra z kontry miała być pomysłem na ekstraklasę Arki. Czy, gdy tak nie udaje się prowadzić spotkania, brakuje czasem innego planu?

Nasz pomysł na grę to przede wszystkim kontrolować to co się dzieje na boisku. Nie zawsze trzeba to czynić grając tylko piłką i mając ją przy nodze. Można to z powodzeniem robić także w pressingu półśrednim bądź średnim. Nie zapominamy, że jesteśmy beniaminkiem. Stąd naszą grę szczególnie powinno cechować konsekwencja i wyrachowanie.

Do siebie nie może mieć pan chyba większych pretensji, jeśli chodzi o okazje strzeleckie? Czy jednak znajdzie pan sytuacje, które mógł pan wykończyć lepiej?

Mogłem strzelić jeszcze drugą bramkę Ruchowi, lepiej zachować się przy rzucie rożnym. Natomiast w Niecieczy czy w Białymstoku rzeczywiście nie miałem 100-procentowej okazji.

Chyba zatem na treningach pracujecie głównie nad tym, by z prowadzenia gry nie wynikała jedynie przewaga w posiadaniu piłki czy liczbie podań w statystykach, ale by to przekładało się na realne zagrożenie dla bramki rywali?

Na pewno nad tym się skupiamy. Jeśli się nie strzela, to nie tylko się nie wygrywa, ale niekiedy ciężko nawet o remis. Mam nadzieje, że w kolejnych meczach będą i sytuacje, i gole.

Ekstraklasa najbliższą kolejkę celebrować będzie pod znakiem Dnia Wojska Polskiego. Chciał pan kiedyś być żołnierzem?

Może nie żołnierzem, ale podziwiam tych ludzi, którzy na to się zdecydowali. Mnie wojsko ominęło.

 

 autor: Jacek Główczyński








Poprzedni Następny

Mapa Strony