TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

13.08.2016

Socha -piłkarz ponad podziałami.

Tadeusz Socha jest ostoją Arki Gdynia. Teraz zagra po raz pierwszy ze Śląskiem Wrocław.

Fani Śląska i Arki nie żyją w przyjaźni. Pamiętają sobie dawne krzywdy, nie szczędzą złośliwych przyśpiewek i obelżywych wyzwisk, a w kibicowskim środowisku mają zupełnie innych sojuszników. Nie było to jednak dla Tadeusza Sochy przeszkodą w związaniu się z Arką, choć jak mało kto zdawał sobie sprawę z napiętych międzyklubowych relacji. I w sobotę, po raz pierwszy w życiu ma szansę zagrać przeciwko Śląskowi, który nie chciał przedłużyć jego umowy i nawet się z nim porządnie nie pożegnał. – Dlatego nie będę opowiadał, że to dla mnie mecz jak każdy inny. I mam nadzieję, że Arka wygra – mówi nam prawy obrońca.

Śladami Jawnego
W przeszłości bywali już piłkarze, którzy grali w obu klubach. W latach 70., z Gdyni do Wrocławia przeniósł się późniejszy reprezentant Polski Jan Elrich, a w 2005 roku zawodnikiem Arki został wychowanek Śląska i były kapitan tej drużyny Piotr Jawny. Socha poszedł jego śladem, bo – podobnie jak Jawny – nie przeniósł się do Arki bezpośrednio. Pół roku grał w Drutex-Bytovii.

– Jeśli ktoś skupia się na pracy, a wcześniej nie prowokował, nie wykonywał głupich gestów, kibice naprawdę potrafią to uszanować – mówi prezes Arki Wojciech Pertkiewicz. – Dlatego nie przeceniajmy kibicowskich uprzedzeń. Piłkarz jest od grania, a nie roztrząsania takich niuansów. Ale wiele zależy od zachowania i gestów zawodnika. Patryka Małeckiego byśmy nie zatrudnili – dodaje szef Arki.

– Zawsze koncentrowałem się na piłce, nigdy nie bawiłem się w żadne prowokacje wobec jakiegokolwiek klubu. I myślę, że kibice Arki wzięli to pod uwagę, bo dobrze mnie przyjęli i od tamtej pory nic się nie zmieniło – mówi Socha.

Taśmy prawdy
W Śląsku był traktowany jak „swój”, o którego nie trzeba specjalnie zabiegać. Nawet w mistrzowskim sezonie 2011/2012 zdarzało się, że nosił treningowy sprzęt za kolegami. Robił za „młodego”, bo innych nie było. W mistrzostwo Polski Socha miał istotny wkład, zagrał 19 meczów, z czego 14 w wyjściowym składzie.

Spokojny, znający swoje miejsce w szeregu, ale kiedy było trzeba, potrafił wybuchnąć. Tak było, gdy dziennikarz „Faktu” przypadkowo nagrał wypowiedź trenera Oresta Lenczyka z miejskiego ratusza, w której skrytykował swoich piłkarzy. Zawodnicy nie mogli zrozumieć, dlaczego tak mówił za ich plecami. Potem na treningu wylali trenerowi swoje żale, a najbardziej aktywny w wytykaniu szkoleniowcowi nielojalności był właśnie zwykle cichutki Socha.

Chodzi o klub
Latem 2014 roku jego historia w Śląsku w zasadzie się skończyła. W zasadzie, bo jeszcze spędził w nim jesień, ale już nikomu nie był potrzebny. Grał wyłącznie w rezerwach, dopełniając wygasający kontrakt. – Nie było to dobre rozstanie. Oczywiście nie potraktowano mnie aż tak źle jak Sebino Plaku, ale byłem rozczarowany, że w takich okolicznościach muszę odchodzić z klubu, w którym się wychowałem – mówi Socha. I przyznaje, że w Śląsku wciąż ma dobrych kolegów, choć przez tych kilka lat zespół bardzo się zmienił.

 

– Ale znowu pojawił się Kamil Biliński, z którym grałem w Śląsku jeszcze w juniorskich czasach, a Darek Sztylka jest w sztabie szkoleniowym. Nie chodzi jednak nawet o ludzi, ale o klub. Sentyment na zawsze pozostanie. Przecież w nim się wychowałem – przypomina.

 

 

Autor: Antoni Bugajski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony