TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
statystyki
chignahuapan

Aktualności

img

13.05.2016

Banicja dobiegła końca. Arka wraca do elity.

W Gdyni feta. I dobrze, niech się cieszą. Zasłużyli. Zresztą trudno się tej radości arkowcom dziwić, tym bardziej po takim meczu. Tak po prawdzie jednak podniecać się nie ma czym. Z takim składem Arka miała OBOWIĄZEK awansować. No i ten obowiązek wypełniła.

 

 

 Pięcioletnia banicja Arki na zapleczu ekstraklasy dobiegła końca. Wyposzczeni kibice w euforii, choć pewnie nic tak ich nie cieszy (nawet decydujący gol Szwocha na dwie minuty przed końcem), jak to, że jesienią derby Trójmiasta znów w ekstraklasie. Ekstraklasa SA też pewnie się cieszy – przynajmniej powinna – bo do jej grona nie dołącza żaden przypadkowy klubik z prowincji, tylko klub z przyzwoitym stadionem, tradycją, mądrze zarządzany, no i z kibicami, którzy w sile nawet 10 tys. potrafią zrobić naprawdę spory hałas i fajną oprawę.


Ale jak już wspomnieliśmy – podniecać się nie ma czym. Arka to w tym sezonie taka Legia pierwszej ligi. Zachowując, rzecz jasna, wszelkie proporcje. Siłą kadry bije całą resztę o głowę, więc gdyby nie wyszło z awansem, Grzesiek Niciński już na starcie swojej samodzielnej trenerskiej kariery miałby przegwizdane. Niedawno co prawda w rozmowie z nami (TUTAJ) przyznał, że zarząd klubu wyznaczył drużynie trzyletni plan na awans, a w tym sezonie mija dopiero drugi rok od wdrożenia tego planu, ale to mądry chłop, więc pewnie zdawał sobie sprawę, że pokpienie awansu akurat w takim momencie, gdy oprócz Wisły Płock nikogo w tej lidze nie stać na to, by dotrzymać Arce kroku, byłoby kryminałem. Piłkarskim kryminałem.


Chwała mu i jego piłkarzom za to, że wytrzymali ciśnienie i że w żadnym momencie tej rundy się nie wygłupiali, tylko konsekwentnie robili swoje. W przeciwieństwie do Legii, która piętro wyżej miała wygrać ligę w cuglach, Arka w tej rundzie nie rozegrała żadnego meczu, po którym musiała się wstydzić (a Legii się zdarzało). Raz było lepiej, raz gorzej, ale w tym roku nie znalazł się jeszcze taki, który by tę Arkę ograł. I gdyby walka trwała do ostatniej kolejki, gdyby ta Arka do końca sezonu musiała się bić o awans, pewnie taki by się nie znalazł. Teraz cel osiągnięty, być może ciśnienie nieco zejdzie, więc pewnie łatwiej będzie ją ugryźć. Ale jakie to ma znaczenie…


Mam taką tezę, wcale niepozbawioną sensu, że Arka awans wywalczyła już zimą. Wiosną musiała go tylko potwierdzić. Transfery i wypożyczenia, jakich dokonała, to jak na pierwszą ligę absolutny kosmos.

 

Dwóch piłkarzy – Szwoch i Formella – rozbili bank. Obaj na swoich pozycjach wyprzedzają całą pierwszoligową resztę o dwie długości. Kto patrzył na mecze Arki, ten wie, o co chodzi. Do tego doszedł z Miedzi Yannick Kakoko, który jest jednym z wyróżniających się pomocników w pierwszej lidze (gol z Sandecją w weekend – palce lizać). Jedyny niewypał to Argentyńczyk Gaston Sangoy, który miał pierwszą ligę wciągnąć nosem i nastrzelać dla Arki dwa tuziny goli. Nie nastrzelał i nie wciągnął, bo podobno – tak utrzymują w klubie – miał problemy zdrowotno-kondycyjne. Zresztą obyło się bez tych jego goli, bo swoje i tak ustrzelił Paweł Abbott.

 

I choć niedawno trafił na stół zabiegowy, to o awans martwić się już nie musi. A gdy do tego dorzucimy świetny strzał, jakim latem było wypożyczenie z Legii Konrada Jałochy (absolutnie jeden z najlepszych pierwszoligowych bramkarzy w przekroju całego sezonu), obraz staje się jasny i przejrzysty. Taki niemal w 4K. Tego po prostu nie dało się spieprzyć.


Niech ten awans będzie dla Arki taką nagrodą za lata cierpliwości, mądre zarządzanie klubem przez Wojciecha Pertkiewicza, szanowanie i korzystanie z rad zasłużonych dla Arki i polskiej piłki postaci, czyli Edwarda Klejndinsta i Michała Globisza. No i za naprawdę fajnych i mocno zakręconych na punkcie klubu kibiców.


A co w ekstraklasie? Tam poprzeczka pójdzie w górę o dwa, trzy piętra. Tym bardziej że sąsiad zza miedzy nie szczędzi kasy na piłkarzy. A Arka bez Szwocha (pytanie, czy latem wróci do Legii – raczej tak, choć tam i tak na razie zbyt dużych perspektyw na grę mieć nie będzie) i Formelli (on na pewno wróci do Lecha), w ataku tylko z Sangoyem (o ile zostanie) i Abbottem (z całym szacunkiem dla niego, ale to napastnik co najwyżej pierwszoligowego formatu), wiele w ekstraklasie nie zdziała. Ale to już problem Nicińskiego, Pertkiewicza i jego ludzi, by przy Lechii nie wypaść jak ubogi sąsiad, którego ktoś na chwilę i w dodatku nieopatrznie wpuścił na salony. No, ale o tym pomyślą pewnie trochę później. Teraz niech cię cieszą i niech świętują. Zasłużyli.

 

 Krzysztof Budka


 

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony