TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan


Arka-Facebook Arka-Instagram Arka-Twitter Arka-YouTube Arka-TV Bilety Liga typera Stowarzyszenie Inicjatywa Arka
LV Bet
Gdynia Sport
gdyniasport
gdyniasport
bo2020

Aktualności

img

03.10.2014

Grzegorz Niciński: Nie jestem czarodziejem.

Ponad 60 procent naszych czytelników uważa, że Grzegorz Niciński powinien na stałe prowadzić piłkarzy Arki. Szkoleniowiec zdradza nam, że także takie jest jego marzenie. Jednak kierownictwo klubu ciągle się waha. Szansa trenera na ten angaż z pewnością wzrośnie, jeśli w sobotę gdynianie pokonają Wigry Suwałki. Na wygraną przed własną publicznością żółto-niebiescy czekają bowiem od 21 maja i zwycięstwa nad Puszczą Niepołomice 3:2.

Jacek Główczyński: Nie wszyscy piłkarze, nawet ci, którzy grali w Arce także w poprzednim sezonie, pamiętają, kiedy zwyciężyli przy ul. Olimpijskiej. Co pan na to?

Grzegorz Niciński: Rzeczywiście to było dawno temu. Stanowczo za długo czekamy na kolejne zwycięstwo. Przecież na własnym stadionie teoretycznie łatwiej wygrać. My mamy z tym problem od dłuższego czasu. To trzeba zmienić. W końcu każda seria się kończy, i ta zła, i ta dobra. Wierzę, że przełamiemy się już w sobotę. Ci kibice zasłużyli, aby zobaczyć mecz drużyny, która wygrywa u siebie. To jest teraz dla nas najważniejsze.

Pech odszedł od Arki wraz z trenerem Dariuszem Dźwigałą?

Nie wiem. Dużo nie zmieniliśmy, troszeczkę bardziej zagraliśmy konsekwentnie. Najważniejsze, że nawarstwianie się tych nieszczęśliwie przegranych meczów, w końcu się skończyło. Wygrana w Płocku uskrzydliła nas do dalszej pracy. Jednak nikt nie popada w hurraoptymizm. Wiemy, że w zbyt wielu kolejka zawaliliśmy, aby teraz jednym zwycięstwem się zachłysnąć i mówić, że fajnie gramy. Mamy dużo rzeczy do nadrobienia. Na pewno nikt nie chodzi w chmurach, gdyż ograliśmy Wisłę. Po prostu stać nas, aby wygrywać i trzeba to kontynuować. Jesteśmy na dobrej drodze, ale z pełną pokorą podchodzimy do najbliższego rywala. To co było przed tygodniem to już historia.


Jaka jest pana diagnoza, dlaczego nie szło Arce?


Dużo rzeczy na to się złożyło. Ja nie jestem żadnym czarodziejem, który przyszedł, powiedział, że jest fajnie i nagle się wszystko zmieniło. Pewne rzeczy kontynuujemy, inne ulepszamy. Udało nam się zdobyć trzy punkty i nie stracić bramki. W tygodniu poprzedzającym mecz z Wigrami także solidnie pracujemy. Jest dobra atmosfera, gdyż wiadomo, że korzystny wynik w tym pomaga. Myślę, że te słabe chwile są za nami. Czas już na dobre momenty. W sobotni wieczór tylko trzy punkty dla nas się liczą.

Przed sezonem o Wigrach zaczęto mówić jako o małej Legii, bo beniaminek chętnie angażował byłych piłkarzy stołecznej drużyny i to nie tylko do gry, ale również na stanowisko trenera i dyrektora. Tam odszedł też Tomasza Jarzębowski. Były kapitan Arki może zdradzić jeszcze jakieś gdyńskie tajemnice?

W dzisiejszych czasach każdy może podglądać i to na różny sposób, niekoniecznie będąc w jakieś drużynie. Jednak na końcu i tak liczy się to, co zespół zaprezentuje na boisku, dyspozycja dnia. My na pewno nikogo nie lekceważymy. Przed każdym meczem przygotowujemy się pod konkretnego rywala. Wigry to niezły zespół, trudny przeciwnik. Jednak my gramy u siebie. Musimy zagrać mądrze i skutecznie, by wygrać.

Wigry prowadzi Zbigniew Kaczmarek, który był trenerem w Arce w sezonie 2005/06. Jak pan wspomina z nim współpracę?

W sezonie, który zagrałem po powrocie do Arki, trener Kaczmarek był asystentem, a w trzech ostatnich kolejkach ekstraklasy prowadził nas jako pierwszy szkoleniowiec. Wcześniej był bardzo dobrym piłkarzem. Ma dużo doświadczenie. Wyniki jego drużyn pokazują, że to solidny fachowiec. Bardzo go cenię.

Od którego trenera, z którym współpracował pan jako piłkarz, wziął pan najwięcej do swojego szkoleniowego warsztatu?

Oj było ich sporo. Nie chcę się chwalić, ale miałem przyjemność jako piłkarz pracować z takimi trenerami jak: Franciszek Smuda, Wojciech Łazarek, Orest Lenczyk, Adam Nawałka... Nie chcę nikogo klonować, czy naśladować. Trzeba mieć swój styl, warsztat, co nie oznacza, że nie sięgam pamięcią do niektórych rzeczy z przeszłości, bo to bezcenne doświadczenie i solidny bagaż wiedzy.

W Arce pracował pan też z Robertem Jończykiem. W historii gdyńskiego klubu zapisał się on jako trener, który mimo siedmiu wygranych, dwóch remisów i żadnej porażki, nie otrzymał angażu na kolejny sezon. Nie obawia się pan, że również Grzegorz Niciński nie pozostanie szkoleniowcem w Gdyni, choć nie przegra żadnego meczu?

W tym zawodzie wszystko jest możliwe. Różne rzeczy się słyszy, także to że do Gdyni przyjeżdżają trenerzy na rozmowy. Ale to są rzeczy naturalne. Z tego powodu kompletnie nie czuję większego stresu. Jestem pracownikiem klubu, wykonuję tę pracę, którą mi Arka powierzyła, jak najlepiej. Udało się raz wygrać mecz. Bardzo w to wierzę, że uda się drugi raz. A na pewne rzeczy nie mam wpływu. To jest po prostu taki zawód. Na to trzeba być uodpornionym. W życiu przeszedłem już sporo fajnych chwil, przeżyłem także te niefajne, a zatem jestem odporny i sobie z tym radzę. Nikt pewnie nie będzie robić tragedii, jeśli nie dostanę drużyny na stałe.

Jest pan gotowy, by poprowadzić Arkę dalej samodzielnie?


Na pewno takie mam marzenie. Chciałbym, by się ziściło. Jednak nie jest powiedziane, że od razu się spełni. Może to nastąpić za jakiś czas.

 

rozmawiał: Jacek Główczyński








Poprzedni Następny

Mapa Strony