TA STRONA UŻYWA COOKIE.
Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

chignahuapan

Aktualności

img

21.03.2014

Marcus da Silva: Chcemy grać w piłkę.

- Jak dla mnie to z tą czerwoną kartką dla Sławka Cienciały sędzia trochę przesadził. Owszem, jego faul był ewidentny, ale z drugiej strony graliśmy u siebie, a to nastraja nas do większej walki. Ale nikt nie miał zamiaru grać brutalnie. My chcemy grać w piłkę, a nie kopać rywali po nogach - mówi Marcus da Silva, piłkarz Arki Gdynia w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.
Piotr Wiśniewski: Chyba po tym meczu kamień spadł ci z serca. W końcu strzeliłeś bramkę dla Arki. Pierwszą od siedmiu miesięcy [ostatni gol da Silva zdobył z Sandecją Nowy Sącz 24 sierpnia 2013 roku - przyp. aut.]. W dodatku strzeliłeś ją w ważnym spotkaniu, zapewniając drużynie remis 1:1.

Marcus da Silva: Cieszę się, że w końcu się przełamałem. Już dawno nie zagrałem całego meczu w Arce. Ostatnio pech mnie nie opuszczał. Najpierw choroba po powrocie z urlopu, potem kontuzja, a dziś to na szczęście tylko wspomnienie. Mieliśmy o jednego piłkarza mniej. Dzięki zaangażowaniu i walce do końca udało nam się wyciągnąć remis. Myślę, że po tym, co działo się na boisku, remis jest dla nas dobrym wynikiem. Pewnie, że lepsze byłoby zwycięstwo, ale już od początku mieliśmy pod górę, bo musieliśmy gonić wynik.

Przy odrobinie szczęścia mogliście prowadzić. Na początku meczu nie wykorzystałeś bardzo dobrej okazji.


- W tej sytuacji dobrze zachował się bramkarz Miedzi. W momencie strzału Bledzewski lekko musnął piłkę palcami i zdołał odbić ją na słupek. Pika odbiła się od słupka i wyszła w pole. Szkoda.

Czy z remisu jesteście zadowoleni?

- Zasłużyliśmy na więcej, ale patrząc obiektywnie, musimy się cieszyć z tego, co jest. Przecież przegrywaliśmy. Mieliśmy jednak smak na więcej. Chcieliśmy wygrać, żeby na rewanż jechać z jakąś zaliczką. Niestety, fakty są takie, że Miedź strzeliła bramkę na wyjeździe. Sądzę, że tam nie jesteśmy bez szans. 1:0 dla nas jest realne.

To trzeci mecz w tej rundzie [poprzednio z GKS Tychy i Wisłą Płock - przyp. aut.], kiedy decydującą o wyniku bramkę strzelacie w końcówce. Mentalnie czujecie się mocni?

- Takie mecze kształtują charakter drużyny. W tych trzech przypadkach byliśmy skoncentrowani do ostatnich minut, a czerwona kartka Sławka [Cienciały] wyniknęła z przypadkowego zagrania. Moim zdaniem wystarczyłoby, aby sędzia pokazał żółtą kartkę. W końcu to zdarzenie miało miejsce na początku meczu. A Sławek nie grał wcześniej jakoś agresywnie, więc usunięcie go z boiska nie było potrzebne. Ale my jesteśmy silni i nikogo się nie boimy. Jedziemy do Legnicy po awans.

Mieliście pretensje do Sławka za ten ostry faul?

- Nie. Stałem akurat obok tego zdarzenia. Odnoszę wrażenie, że Sławek spóźnił się z interwencją. I czerwona karta to zbyt surowa kara. Żółtą kartkę każdy z nas bym zrozumiał. Nie chcę jednak oceniać decyzji sędziego. Uznał, że to przewinienie kwalifikowało się na usunięcie z boiska. Jego decyzja. Musieliśmy to zaakceptować. Sławka za nic nie winimy. W szatni mówiliśmy mu "spokojnie, wyciągniemy wynik, nie przegramy". Dzięki Bogu udało się.

Jarosław Rynkiewicz pokazał w tym meczu dwie czerwone i aż siedem kartek. Nie za dużo?

- Dla mnie to trochę przesadził. Ale mówię tylko o czerwonej kartce Sławka. Owszem jego faul był ewidentny, ale z drugiej strony graliśmy u siebie, a to nastraja nas do większej walki. Ale nikt nie miał zamiaru grać brutalnie. My chcemy grać w piłkę, a nie kopać rywali po nogach. Sławek to ambitny piłkarz. Myślał, że zdąży ze wślizgiem, ale poszedł nie w tempo.

 

 

Obserwuj autora na Twitterze - @PiWisniewski

 








Poprzedni Następny

Mapa Strony